piątek, 14 czerwca 2019

Islandia wyspa lodu i ognia- Oko w oko z lodowcem i plaża Stokksnes

Podróż na Islandię była moim wielkim marzeniem samym w sobie, ale z Islandią było powiązanych kilka mniejszych marzeń, a jednym z nich było ujrzenie lodowca. Nie ukrywam, że wycieczka w kierunku lodowca Vatnajökull była tą najbardziej przeze mnie wyczekiwaną i mimo bardzo wczesnej pobudki, czułam się naprawdę wspaniale i z góry wiedziałam, że to będzie pełen emocji dzień. 

Skaftafellsjökull 
Nasz plan był niezwykle napięty, w ciągu jednego dnia mieliśmy odbyć rejs amfibią po lodowcowym jeziorze Jokulsarlon, podejść dwukrotnie pod czoło lodowca, udać się na Diamentową Plażę i na koniec pojechać jeszcze na wschód, w kierunku przecudnej plaży Stokksnes nad którą górują niezwykle malownicze góry Vestrahorn. Do pokonania w jedną stronę mieliśmy ponad 400 kilometrów. Zdawałam sobie sprawę, że będzie to bardzo wyczerpująca wyprawa, ale warta każdej minuty spędzonej w aucie.

Jokulsarlon- Lodowcowa Laguna
Moja przygoda rozpoczęła się od lodowcowej laguny Jokulsarlon. Jezioro to powstało w wyniku topnienia największego w Europie lodowca Vatnajökull. Po jeziorze pływają wielkie bryły lodu, które oderwały się od jego czoła, tworząc iście nierealny widok. Przybierają one przeróżne kształty, można też zaobserwować, że różnią się od siebie kolorem. Najpiękniej wyglądały te w kolorach błękitu, ale równie interesująco prezentowały się bryły wymieszane z pyłem wulkanicznym. 


Lodowe bryły można podziwiać stojąc na brzegu laguny, uważam jednak, że dużo ciekawszym przeżyciem jest rejs amfibią po lagunie, podczas którego lodowe bryły są na tyle blisko, że można przyjrzeć się ich strukturom. Poza tym podczas rejsu, czuwający nad grupą przewodnik, opowiada wiele ciekawostek związanych z lodowcem, a także można skosztować, liczącego sobie 1000 lat, kawałka lodu wyłowionego z wód jeziora.









Lodowe bryły, po oderwaniu się od czoła lodowca, najpierw dryfują po lagunie, a następnie trafiają na Diamond Beach, czyli Diamentową plażę, gdzie wyglądają jeszcze bardziej obłędnie w połączeniu z czarnym piaskiem. Jest to także jedyna i niepowtarzalna okazja na zdobycie lodowca i to bez pomocy przewodnika i specjalistycznego sprzętu ;-)  

Diamond Beach (Diamentowa Plaża)
Lodowiec zdobyty ;)

Przy odrobinie szczęścia, w pobliżu laguny Jokulsarlon i Diamentowej plaży, można trafić na wylegujące się foki.  Zawsze chciałam zobaczyć foki w naturalnym środowisku i wciąż nie mogę uwierzyć, że to naprawdę się stało. 

Przecudne foki przy plaży Diamond Beach


Kolejnym niesamowitym przeżyciem była możliwość ujrzenia z bliska lodowcowych jęzorów. Najpierw zahaczyliśmy o lodowcową lagunę Fjallsárlón, gdzie przepięknie prezentował się lodowiec Fjallsjökull, a potem ruszyliśmy na podbój Skaftafellsjökull. 

Fjallsjökull



By dotrzeć pod jęzor lodowca Skaftafellsjökull w pierwszej kolejności musieliśmy dojechać do Skaftafell Visitor Center, gdzie rozpoczynał się szlak prowadzący pod czoło lodowca. Pokonanie całej trasy, uwzględniając przerwę pod lodowcem, nie powinno zająć więcej niż dwie godziny. 

Skaftafellsjökull 
Po dotarciu na miejsce moim oczom ukazał się imponujący lodowcowy jęzor, który był prawie na wyciągnięcie ręki i gdyby nie to, że oddzielała mnie od niego rzeka, z pewnością podeszłabym do niego znacznie bliżej. Niestety, jak się dowiedziałam, lodowiec w zatrważającym tempie cofa się, co widać jak na dłoni. W zeszłym roku był o co najmniej 300 metrów bliżej.  Struktura lodowca, jego barwa oraz ogrom po prostu mnie zahipnotyzowały. Nie mogłam uwierzyć w to co widzę. Natura potrafi stworzyć naprawdę niesamowite i przepiękne twory.



Po zachwytach nad pięknem lodowca trzeba było ruszać dalej. Ostatnim punktem programu była obłędna plaża Stokksnes z ciemnym i delikatnym piaskiem oraz przecudne góry Vestrahorn. Połączenie morza i gór wyglądało bajecznie. O dziwo miejsce to było totalnie wyludnione i o ile ktoś tutaj przed nami był, to jego ślady szybko zostały zamaskowane przez silnie wiejący wiatr. Można było poczuć się jak zdobywca i zrobić pierwsze kroki na tej malowniczej plaży. 

Góry Vestrahorn oraz plaża Stokksnes





Tak jak się spodziewałam, wsiadając rano do samochodu, to był bardzo intensywny i ekscytujący dzień. Warto było przejechać te wszystkie kilometry, by spełnić swoje marzenia. Widok przepięknego lodowca spowodował, że moje serce zabiło szybciej i przy okazji uformowały się nowe marzenia o trekkingu po lodowcu oraz ujrzeniu lodowcowych jaskiń. 

Pozostałe wpisy dotyczące Islandii:

czwartek, 13 czerwca 2019

Islandia wyspa lodu i ognia- Islandzkie wodospady

Islandia to kraj tysiąca wodospadów, przez niektóre z nich przepływają hektolitry wody rozpryskując drobne kropelki na kilkadziesiąt metrów, inne zaś spływają delikatnie niczym mgiełka. Każdy z tych wodospadów jest niepowtarzalny, łączy je jedno, wszystkie wprawiają w osłupienie, a gdy nad wodospadem tworzy się tęcza robi się naprawdę magicznie. Będąc na Islandii nie da się ich pominąć, są po prostu wszędzie i rzucają się w oczy już z daleka. Mnie udało się zobaczyć zaledwie kilka i za każdym razem byłam pod olbrzymim wrażeniem.

Wodospad Gullfoss
Nie sposób jest stworzyć listę najpiękniejszych islandzkich wodospadów, bo jakby nie patrzeć jest to sprawa bardzo indywidualna. Warto jednak zorientować się jeszcze przed wylotem, których wodospadów po prostu nie można pominąć. Mój wyjazd na Islandię skupiał się głównie na atrakcjach południowej oraz południowo- zachodniej części wyspy, więc pod lupę wzięłam te wodospady, które znajdowały się właśnie w tym regionie. 


Moją przygodę z islandzkimi wodospadami rozpoczęłam od wodospadu Oxararfoss, który utworzył się na rzece Oxara. Wodospad znajduje się na terenie Parku Narodowego Þingvellir (Thingvellir), który zalicza się do jednej z atrakcji Golden Circle, ma wysokość 22 metry. By do niego dotrzeć należy kierować się ścieżką biegnącą przez wąwóz Almannagjá. Wodospad może nie należy do tych najwyższych, mimo to i tak robi bardzo dobre wrażenie, a unosząca się nad nim mgiełka, stworzona z opadających kropelek wody, przynosi w ciepłe dni upragnione wytchnienie. 

Wodospad Oxararfoss 


Kolejnym wodospadem był Wodospad Gullfoss, który podobnie jak Oxararfoss znajduje się na obszarze zwanym Golden Circle, czyli Złoty Krąg. Jest to jeden z najbardziej rozpoznawalnych islandzkich wodospadów i mimo swej olbrzymiej popularności to właśnie on zrobił na mnie największe wrażenie. A wszystko to za sprawą przepięknej tęczy, która się nad nim utworzyła oraz miliona drobinek, które rozpryskiwały się wszędzie dookoła. Wodospad utworzył się na rzece Hvita, ma 32 metry wysokości i składa się z dwóch kaskad. Z myślą o turystach przy wodospadzie stworzono sporych rozmiarów parking, restaurację, punkt z pamiątkami oraz kilka platform widokowych, które umożliwiają zobaczenie wodospadu zarówno z góry jak i ze znacznie bliższej perspektywy. Ze względu na rozpryskujące się kropelki wody warto ze sobą zabrać kurtkę przeciwdeszczową, zwłaszcza gdy w planach mamy spacer na dolny punkt widokowy. 




Wodospad Kvernufoss to był jedyny wodospad na Islandii, przy którym nie spotkałam w ogóle turystów, nie licząc oczywiście grupy z którą podróżowałam. A to pewnie dlatego, że nie jest on widoczny z drogi, a prowadząca do niego ścieżka wcale nie jest taka oczywista. Jeśli jednak ktoś miałby ochotę się do niego wybrać, a naprawdę warto, to podpowiadam jak to zrobić. Przede wszystkim najpierw należy zjechać z drogi numer 1 i kierować się na Skogar Museum. Nieopodal muzeum można zaparkować samochód. Następnie trzeba przejść do końca drogi, aż miniemy wszystkie budynki. Przed naszymi oczami ukaże się ogrodzona polana. Po lewej stronie, idąc wzdłuż ogrodzenia, znajduje się drabinka, po której trzeba przejść. Następnie przez kilkanaście metrów należy podążać przed siebie, aż dotrzemy do rzeki. Po dotarciu do niej należy skręcić w lewo i idąc wzdłuż niej kierować się w górę pięknym, zielonym wąwozem. Ścieżka jest dobrze widoczna, miejscami trzeba trochę się powspinać, ale podejście do wodospadu nie jest trudne. Nagrodą za trud będzie cudownie położony wodospad, do którego można podejść naprawdę blisko, a nawet stanąć z tyłu, za ścianą opadającej w dół wody, co z pewnością wywoła szybsze bicie serca.

Wodospad Kvernufoss




Następnym bardzo znanym wodospadem jest Skogafoss, który powstał na rzece Skoga. Jest wysoki na 62 metry i rzuca się w oczy już z daleka. Znajduje się w pobliżu drogi krajowej numer 1, więc tym chętniej wybierany jest jako cel wycieczki. Wodospad Skogafoss można zobaczyć z góry, wdrapując się po licznych schodach na platformę widokową, bądź z dołu. Jak dla mnie, widok z dołu jest nieporównywalnie lepszy, a huk spadającej wody robi piorunujące  wrażenie. Podchodząc do wodospadu bliżej trzeba liczyć się z tym, że nie zostawi on na nas suchej nitki ;-) Ale to nie problem, gdyż przy parkingu znajdują się toalety, więc zawsze można się przebrać :-) 

Wodospad Skogafoss




Następnym wodospadem, który powalił mnie na kolana był cudowny Seljalandsfoss. Powstał on na rzece Seljalandsá, która swój początek zawdzięcza lodowcowi Eyjafjallajökull. Pod owym lodowcem mieści się wulkan o tej samej nazwie, który w 2010 roku, po dość pokazowej erupcji, przyczynił się do wstrzymania ruchu samolotowego nad Islandią oraz Europą. Wodospad Seljalandsfoss jest wysoki na 60 metrów, jego podziwianie umożliwia poprowadzona dookoła niego ścieżka spacerowa, dzięki czemu mamy okazję zobaczyć wodospad z każdej perspektywy. 

Wodospad Seljalandsfoss
Lodowiec Eyjafjallajökull





Nieopodal wodospadu Seljalandsfoss, pomiędzy skałami, kryje się jeszcze jeden 40 metrowy wodospad- Gljufrabui (Gljúfrafoss). Można do niego podejść pieszo, z pod wodospadu Seljalandsfoss, bądź podjechać kawałek na drugi parking. Jego umiejscowienie jest naprawdę spektakularne, a otaczający go niewielki kanion tworzy niesamowity efekt. Ze względu na mocno rozpryskujące się kropelki wody lepiej nie wchodzić do niego z wrażliwym na wilgoć sprzętem, warto też zabrać przeciwdeszczową kurtkę. 

Wodospad Gljúfrafoss
Góra Kirkjufell została okrzyknięta przez Islandczyków za najpiękniejszą górę na całej wyspie. Jej wizerunek widnieje na licznych pocztówkach, magnesach oraz na okładkach przewodników. Gdy na nią spojrzałam, z drogi dojazdowej, poczułam rozczarowanie, nie zrobiła ona na mnie żadnego wrażenia, ot taki trójkątny stożek. Moje odczucia szybko jednak się zmieniły. Wystarczyło, że skierowałam się w stronę pobliskiego wodospadu Kirkjufellsfoss i spojrzałam na nią z innej perspektywy. W sekundzie zrozumiałam o co tyle hałasu. Kirkjufell oraz wodospad Kirkjufellsfoss wspólnie tworzą naprawdę nieziemski obrazek i jak dla mnie jest to najlepszy duet z możliwych. 

Góra Kirkjufell oraz Wodospad Kirkjufellsfoss


Ostatnim wodospadem do którego udało mi się dotrzeć był wodospad Glymur, do którego prowadzi najtrudniejsza i zarazem najdłuższa ścieżka. By móc ujrzeć wodospad Glymur w całej jego okazałości trzeba udać się na około czterogodzinny trekking, podczas którego ani przez chwilę nie można się nudzić. Prowadzący do wodospadu szlak biegnie wzdłuż imponującego kanionu, miejscami trzeba trochę się powspinać, bądź pokonać śliskie kamienie (ułatwiają to przymocowane do skał liny). Jest też kilka miejsc, które wymagają przeprawy przez rzekę, więc warto ze sobą mieć buty do wody. Wodospad wart jest jednak każdego wysiłku, w końcu to najwyższy islandzki wodospad sięgający 198 metrów wysokości. 

Przebieg szlaku do wodospadu Glymur
Jedna z przepraw przez rzekę


Piękny kanion wzdłuż którego biegnie szlak do wodospadu Glymur


Wodospad Glymur

Przez ten odcinek rzeki trzeba przeprawiać się boso



Podziwianie islandzkich wodospadów to była sama przyjemność. Bez względu na to, czy był to pierwszy wodospad, czy siódmy w kolejności, wszystkie wywoływały na moje twarzy szeroki uśmiech, a pojawiająca się nad nimi tęcza zawsze witana była okrzykami radości. Islandzkie wodospady mają w sobie to coś i ich podziwianie nie może się znudzić. 

Pozostałe wpisy dotyczące Islandii: