piątek, 6 maja 2016

Bieszczady z dzieckiem- Tarnica

Nasze poranki w Bieszczadach rozpoczynały się każdego dnia w taki sam sposób, czyli od wczesnej pobudki. Potem przychodził czas na pyszne śniadanie, pakowanie plecaków, rzut okiem na pogodę, no i w drogę :-) Mimo, że mieliśmy urlop i wreszcie mogliśmy się wyspać, wstawaliśmy tylko pół godziny później niż zwykle, bo kto chciałby marnować czas na spanie będąc w takim miejscu? Na pewno nie my. Pierwszego dnia udało nam się dotrzeć na Dwernik-Kamień, to był idealny szlak "rozruchowy", który pomógł nam rozeznać się w bieszczadzkim terenie. Drugiego dnia, bardziej ambitnie, postanowiliśmy zdobyć najwyższy szczyt polskich Bieszczad, czyli słynną Tarnicę. 


Nasza przygoda rozpoczęła się w Wołosate, bo właśnie tutaj miał początek niebieski szlak, który doprowadził nas do Przełęczy (Siodła pod Tarnicą), z której idąc następnie za żółtymi oznaczeniami dotarliśmy do celu. Z polany, która znajduje się zaraz za kasą do Bieszczadzkiego Parku Narodowego, rozciąga się przepiękna panorama na Tarnicę i jeśli dobrze się przyjrzeć można nawet dostrzec znajdujący się na niej krzyż. 


Początek szlaku, w oddali cel naszej wyprawy
Podczas wyprawy na Tarnicę znów towarzystwa dotrzymywały nam tabliczki ze ścieżki przyrodniczej. Pełniły one dla nas nie tylko funkcję informacyjną, były też dobrym wabikiem dla Wiki, która dzięki nim zawzięcie parła do przodu, by znaleźć kolejny znak. 

Po lewej: tabliczka ze ścieżki przyrodniczej, źródło ciekawych informacji ze szlaku

No to zaczynamy podchodzenie pod górę

To właśnie z takich tabliczek dowiedzieliśmy się dlaczego napotkane po drodze bukowe drzewa przybrały takie dziwne formy i kształty. Wszystko to związane było z działalnością pasterską, która miała tutaj miejsce. Zwierzątka podgryzały nie tylko soczystą trawkę, ale też chętnie sięgały po konary drzew. Pokonując ten dziwny, krzywy las szukaliśmy kandydata na najbardziej powykręcane drzewo roku i chyba udało nam się je znaleźć ;-)


Krzywy bukowy las
Mniej więcej w połowie drogi zatrzymaliśmy się na postój w mijanej przez nas wiacie. Pewną zagadką, wciąż nie rozwiązaną, była dla nas drabina, która znajdowała się w środku. W szczycie sezonu miejsce to jest pewnie bardzo oblegane, my jednak byliśmy zupełnie sami. 
Gdy las wreszcie się skończył naszym oczom ukazały się bajeczne widoki, im bliżej byliśmy szczytu, tym piękniejsza roztaczała się panorama. Wdrapywanie się po schodach dawało się we znaki, lecz cel był już w zasięgu ręki, więc nawet mało komfortowe stopnie nie były w stanie nas zrazić. 

Coraz bliżej Przełęczy i coraz piękniejsze widoki
Schody do nieba ;-)





Ostatnie schodki przed wejściem na Przełęcz....


I od razu zrozumieliśmy po co w ogóle się męczymy :-)




Nie byliśmy nigdy w Szkocji, ale niektóre widoki właśnie ten region nam przypominały. 



Przed nami było ostatnie 15 minut i znaleźliśmy się na szczycie Tarnicy. Może ciężko w to uwierzyć, ale byliśmy tam zupełnie sami, kolejni turyści dotarli tu w momencie kiedy my zdecydowaliśmy się na zejście. Pogoda trochę się popsuła, a w raz z nią widoczność, do tego zaczęło kropić, nie zastanawiając się zbyt długo udaliśmy się w drogę powrotną do Wołosatego. 







Gdy znaleźliśmy się na polanie ujrzeliśmy niesamowity widok, przecudne konie huculskie. Koniki najwidoczniej uznały nas za interesujące obiekty, bo zaczęły biec w naszą stronę, przez chwilę było groźnie, totalnie nie wiedzieliśmy, w którą stronę odbić. Jednak nasze obawy były przedwczesne, gdyż te piękne stworzenia po prostu przebiegły między nami, z ciekawością się nam przyglądając. 



W momencie gdy wsiedliśmy do auta nastąpiło oberwanie chmury. Mieliśmy szczęście, że zdążyliśmy tuż przed ulewą. Zadowoleni, uśmiechnięci i z głową pełną wspaniałych widoków wróciliśmy do Nasiczne, planując kolejny dzień na bieszczadzkich szlakach. 

A na koniec zapraszamy na relację Wiki prosto ze szlaku


Cenne wskazówki:
* szlak jest łatwy, choć wspinanie się po schodach jest dosyć forsujące
* całość trasy zajęła nam około 6 godzin, uwzględniając postoje
* mniej więcej w połowie drogi pomiędzy Wołosate a Tarnicą, znajduje się wiata, która jest idealnym schronem w razie załamania pogody
* jeśli do Wołosatego przyjeżdżamy autem, niedaleko kasy do parku, po prawej stronie, znajduje się kilka bezpłatnych miejsc parkingowych
* auto można zostawić także na płatnym parkingu
* zachęcamy do czytania tabliczek ze ścieżki przyrodniczej, świetne źródło ciekawych informacji

Pozostałe wpisy z Bieszczad:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz