piątek, 10 lipca 2020

Rowerem z Rozdroża Izerskiego na Halę Izerską- Góry Izerskie

O tym, że Góry Izerskie to rowerowy raj wiedzieliśmy od dawna, ilość tras rowerowych, która poprowadzona jest przez to pasmo górskie jest zachwycająca. Gdy zimą wybraliśmy się na Wysoką Kopę i stanęliśmy na Rozdrożu Izerskim pierwsze co wpadło nam w oko to stojąca tam mapa z zaznaczonymi rowerowymi szlakami. Od razu zapadła decyzja, że wracamy w to miejsce wiosną lub latem i ruszamy na podbój Izerów na dwóch kółkach. Tak też zrobiliśmy podczas naszego czerwcowego pobytu na Dolnym Śląsku.

Widok na Halę Izerską oraz Chetkę Górzystów
Rozdroże Izerskie- Rozdroże pod Kopą- Chatka Górzystów- Hala Izerska- Dziczy Jar- Rozdroże pod Kopą- Rozdroże Izerskie

Przebieg naszej trasy: https://en.mapy.cz/s/cunarunanu
Pomysłów na trasę mieliśmy kilka i choć na ostateczny kierunek zdecydowaliśmy się jadąc już rowerami, to od początku byliśmy pewni, że wyruszymy z Rozdroża Izerskiego, gdzie na darmowym parkingu mogliśmy zostawić nasz samochód. Na Rozdrożu spotyka się kilka rowerowych tras, o różnym stopniu trudności, więc to był bardzo dobry punkt startowy. Początkowo chcieliśmy jechać w stronę Wysokiej Kopy, czyli pokonać rowerem naszą zimową trasę, ale za namową jednego z rowerzystów zmieniliśmy nasze plany i udaliśmy się w stronę Hali Izerskiej i Chatki Górzystów. 

Nasz 5-kilometrowy podjazd z Rozdroża Izerskiego na Rozdroże pod Kopą
Przez pierwszych 5 kilometrów, czyli odcinek pomiędzy Rozdrożem Izerskim, a Rozdrożem pod Kopą, podjeżdżaliśmy cały czas pod górę trzymając się żółtych oznaczeń szlaku turystycznego. Choć zimą podejście pomiędzy Rozdrożami nie było dla nas zbyt odczuwalne, to na rowerze dało ono nam nieźle popalić. 


Gdy dotarliśmy do Rozdroża pod Kopą, ścieżka złagodniała i jadąc dalej za żółtymi oznaczeniami szlaku skierowaliśmy się na Chatkę Górzystów. Przez około kilometr jechaliśmy zupełnie płasko, leśną drogą, a potem zaczął się prawie dwukilometrowy zjazd. 


Od tego momentu zaczął się zjazd do Chatki Górzystów

Po dojechaniu do rozwidlenia dróg, dalej trzymając się żółtego szlaku, wjechaliśmy na typowy górski odcinek, pokryty dużymi kamieniami. Mimo, że tamtędy też prowadzi trasa rowerowa, jest on dość trudny do przejechania, więc miejscami musieliśmy rowery prowadzić. Tym bardziej, że szlakiem podążali także piesi. 

Hala Izerska
Gdy wyjechaliśmy z lasu naszym oczom ukazała się wielka, otwarta przestrzeń, to był dla nas znak, że znaleźliśmy się na Hali Izerskiej. Ruszyliśmy więc do Chatki Górzystów, ale ze względu na olbrzymią ilość turystów oraz sporą kolejkę do bufetu przejechaliśmy tylko obok i nie zaglądnęliśmy nawet do środka. No cóż, na słynne naleśniki wybierzemy się kiedy indziej. 


Chatka Górzystów 


Na rozejściu szlaków na Hali Izerskiej opuściliśmy żółte oznaczenia i dalej podążaliśmy zgodnie ze szlakiem czerwonym oraz niebieskim jadąc wzdłuż rezerwatu "Torfowiska Doliny Izery". Gdy dojechaliśmy do rozejścia szlaków na Dzikim Jarze odbiliśmy w lewo za niebieskimi oznaczeniami, które doprowadziły nas do rowerowej trasy. Na skrzyżowaniu drogi rowerowej z niebieskim szlakiem znajduje się wiata turystyczna, więc postanowiliśmy zrobić tam kilkunastominutową przerwę. 




Po wznowieniu przejażdżki przejechaliśmy przez mostek i następnie jadąc cały czas prosto dotarliśmy do szlaku żółtego, którym wróciliśmy na Rozdroże Izerskie. Znów czekał nas podjazd, tym razem krótszy, bo tylko 1,5-kilometrowy, ale za to dużo bardziej stromy. Gdy byliśmy na wysokości Rozdroża pod Kopą zaczęło kropić, a drobny deszczyk szybko zamienił się w ulewę, więc ostatnie kilometry pokonywaliśmy w strugach spadającej z nieba wody. Na szczęście przed nami był 5-kilometrowy zjazd, więc wiedzieliśmy, że w mgnieniu oka znajdziemy się ponownie w samochodzie. Oczywiście gdy tylko dojechaliśmy na parking i zapakowaliśmy rowery deszcz przestał padać, ale mimo tych małych niedogodności pogodowych uznajemy naszą rowerową wycieczkę po Górach Izerskich za bardzo udaną i z pewnością jeszcze to powtórzymy. 

Tą drogą wróciliśmy na żółty szlak



Karkonosze i zamek Chojnik w tle

niedziela, 5 lipca 2020

Czas na książkę- "W samym sercu morza" Jojo Moyes

Czy znacie to uczycie gdy w Wasze ręce trafia nowa, pachnąca jeszcze farbą drukarską książka i gdy tylko zabieracie się za jej czytanie to od razu wiecie, że ciężko będzie Was od niej odciągnąć? Mnie przytrafia się to dość często, a gdy na mojej półce pojawia się kolejna powieść Jojo Moyes to już wiem, że kilka najbliższych nocy będzie mocno naderwanych. Nie inaczej było w przypadku najnowszej jej powieści, o mocno intrygującym tytule "W samym sercu morza", która totalnie mnie pochłonęła, odsuwając na bok inne sprawy. 


Historia opowiedziana w książce została zainspirowana prawdziwą historią babci Jojo Moyes, więc nie ukrywam, że wątek ten bardzo przypadł mi do gustu. Lubię poznawać historyczne wątki, zwłaszcza takie, z których nie zdawałam sobie sprawy. Tuż po II wojnie światowej około 650 młodych, australijskich kobiet wyruszyło w morską podróż lotniskowcem "HMS Victorious" do swoich brytyjskich mężów, których poznały w trakcie wojny. Opuszczając Australię zostawiły swoich bliskich i wszystko to co dobrze znały. Ruszyły w niepewną przyszłość, nie mając zielonego pojęcia co tak naprawdę czeka je na miejscu. Podróż trwała aż 6 tygodni, a przez tak długi czas wszystko może się wydarzyć. 


Na samym początku książki poznajemy Frances (choć nie od razu wiemy, że to ona), która wraz z wnuczką podróżuje po Indiach. Tam, przez zupełny przypadek, trafiają na cmentarzysko statków, gdzie Frances odkrywa pozostałości po wspomnianym wyżej lotniskowcu, co przywołuje wspomnienia z morskiej podróży, którą kobieta odbyła kilkadziesiąt lat wcześniej. Następnie przenosimy się w przeszłość i na kolejnych stronach powieści poznajemy następne bohaterki i są nimi Jean, Margaret, oraz Avice, z którymi Frances znalazła się w jeden kajucie podczas podróży okrętem. Mimo, że znacząco różniły się one między sobą charakterami musiały razem przetrwać tę długą drogę, co oczywiście nie było takie proste. Różnica w temperamentach była powodem spięć i konfliktów, ostatecznie jednak udało się im wypracować skomplikowaną nić porozumienia. Jak to bywa w powieściach dedykowanych kobietom pojawia się także wątek miłosny. Miłość jednak nie zawsze jest prosta, zwłaszcza gdy było się świadkiem wielu wojennych okrucieństw. Czy wszystko skończy się szczęśliwie? Jaki los czeka poznane bohaterki? Tego nie zdradzę, zachęcam do przeczytania książki.
Na koniec powiem tylko tyle, "W samym sercu morza" to powieść wręcz idealna na letnie wakacje i jeśli tylko lubimy taki typ literatury, to powinna ona obowiązkowo znaleźć się w naszym wakacyjnym bagażu.

środa, 1 lipca 2020

Chełmiec, Góry Wałbrzyskie- Korona Gór Polski z dziećmi

Mamy wrażenie, że dopiero co zaczęliśmy naszą przygodę z Koroną Gór Polski, a to już koniec !  Do klubu zdobywców KGP oficjalnie przystąpiliśmy w sierpniu 2018 i od razu wyruszyliśmy po swój pierwszy koronny szczyt jakim była Wysoka w Pieninach, a w czerwcu 2020 udaliśmy się na swój ostatni szczyt i padło na Chełmiec w Górach Wałbrzyskich.


Boguszów- Gorce, parking przy ulicy Kusocińskiego (szlak zielony)- Rosochatka (szlak żółty)- Chełmiec, krzyż milenijny (szlak zielony oraz czarny)- Chełmiec- Chełmiec, krzyż milenijny (szlak zielony, niebieski oraz czarny)- Chełmiec Mały (szlak zielony)- Rosochatka- Boguszów- Gorce


Na Chełmiec prowadzą następujące szlaki:
* szlak niebieski ze Szczawna- Zdrój
* szlak zielony z miejscowości Lubomin
* szlak zielony z Boguszów- Gorce
* szlak niebieski z Boguszów- Gorce, stadion

My postanowiliśmy zdobyć Chełmiec od strony Boguszowa- Gorce, gdzie przy ulicy Kusocińskiego mieści się sporych rozmiarów, darmowy parking. Stąd na szczyt najpierw podążaliśmy za znakami szlaku zielonego, a od rozwidlenia szlaków na przełęczy Rosochatka kierowaliśmy się za znakami koloru żółtego. 



Początkowo nasza trasa biegła płasko, szeroką drogą, prowadząc nas pomiędzy łąkami i ukazując nam piękno Gór Wałbrzyskich. Gdy dotarliśmy do granicy lasu widoki się skończyły, a szlak zaczął piąć się pod górę, podejście jednak nie było zbyt odczuwalne, więc spokojnym i miarowym tempem dotarliśmy do Rosochatki.






Przytulamy się na szlaku
Tam opuściliśmy zielone oznaczenia szlaku i na szczyt Chełmca poszliśmy dalej zgodnie ze szlakiem żółtym. Gdy tylko na niego odbiliśmy, nasza ścieżka od razu zaczęła piąć się stromiej pod górę i tak było już do samego końca. Na kilka minut przed szczytem wyłoniły się kolejne widoki, niestety tego dnia przejrzystość powietrza nie była zachwycająca, więc nie udało nam się zobaczyć ich w pełnej krasie. 





Tuż przed samym szczytem czekał nas jeszcze jeden bardziej stromy odcinek, po pokonaniu którego znaleźliśmy się na płaskim wierzchołku Chełmca. Nasza 28 korona została zdobyta ! Radości z tego powodu było co niemiara ! Po zrobieniu pamiątkowego zdjęcia i wbiciu pieczątek do książeczek planowaliśmy wejść na znajdującą się na Chełmcu wieżę widokową, jednak spora ilość osób oczekujących w kolejce skutecznie nas do tego zniechęciła. 

Ostatnie podejście tuż przed szczytem


Nasza 28 Korona zdobyta !
Po półgodzinnej przerwie na szczycie obraliśmy drogę powrotną. Dla odmiany na parking w Boguszowie- Gorcu zeszliśmy trzymając się cały czas zielonych oznaczeń szlaku, które prowadziły nas szeroką drogą. Trasę w dół wykorzystaliśmy na podsumowanie naszych zmagań z Koroną Gór Polski i obiecaliśmy sobie, że za 5 lat przystąpimy do niej ponownie.



Zdobycie wszystkich 28 szczytów z Korony Gór Polski zajęło nam 22 miesiące i wciąż jeszcze nie możemy uwierzyć w to, że naprawdę nam się to udało ! To była niesamowita przygoda, dzięki której odkryliśmy wiele fantastycznych miejsc i do wielu z nich z pewnością jeszcze wrócimy. 

wtorek, 30 czerwca 2020

Waligóra, Góry Kamienne- Korona Gór Polski

Waligóra znajdująca się w Górach Kamiennych to był jeden z tych szczytów w Koronie Gór Polski, który mocno nas zaskoczył. Choć wierzchołek jest zalesiony i widoków na nim nie uświadczymy żadnych, to prowadzący na niego żółty szlak, zaczynający się pod schroniskiem "Andrzejówka", potrafi wywołać wiele emocji. 

Widoczki podczas zejścia z Waligóry
Schronisko PTTK Andrzejówka (szlak żółty, zielony oraz niebieski)- Przełęcz Trzech Dolin (szlak żółty, niebieski oraz czarny)- Pod Waligórą (szlak żółty)- Waligóra (szlak żółty)- Rozdroże pod Waligórą (szlak niebieski oraz czarny)- Pod Waligórą- Przełęcz Trzech Dolin- Schronisko PTTK Andrzejówka


Na Waligórę można dotrzeć na kilka sposobów:
* szlakiem żółtym spod schroniska Andrzejówka
* szlakiem żółtym z miejscowości Sokołowsko 
* szlakiem niebieskim, a następnie żółtym z Kowalowa
* szlakiem czarnym, a następnie niebieskim i żółtym z Sokołowska 
* szlakiem zielonym, a następnie żółtym spod schroniska Andrzejówka
* szlakiem niebieskim, a następnie żółtym spod Andrzejówki 

Najkrótszy szlak i zarazem najbardziej stromy to wspomniany wyżej szlak żółty spod schroniska Andrzejówka i to właśnie nim postanowiliśmy wejść na Waligórę, naszą 27 koronę w Koronie Gór Polski. 


Schronisko PTTK Andrzejówka znajduje się we wsi Rybnica Leśna, do której dostaliśmy się samochodem. Auto zaparkowaliśmy na sporym parkingu pod schroniskiem i od razu wyruszyliśmy na szlak. Początkowo szliśmy łagodnie wznoszącą się drogą, którą opuściliśmy na rozejściu szlaków Pod Waligórą. Tam wkroczyliśmy na leśną ścieżkę, która od razu zaczęła piąć się do góry i to naprawdę bardzo stromo. Nasza córa, na widok tego wyzwania, wyrwała do przodu jak wystrzelona z procy, zdobywając szczyt jako pierwsza. Potem przyszła pora na nas. 

Podejście na Waligórę


Na Waligórze stanęliśmy po 15 minutach od wyruszenia z parkingu. Stojąc na szczycie zastanawialiśmy się przez chwilę, które z podejść było bardziej strome czy to na Lackową, czy może jednak na Waligórę i musimy przyznać, że oba robią wrażenie. 

Nasza 27 korona w Koronie Gór Polski
Po krótkim postoju na szczycie przyszła pora na powrót. Pod schronisko mogliśmy wrócić tą samą drogą, bądź pójść dalej za żółtymi oznaczeniami szlaku, a następnie na Rozdrożu pod Waligórą zmienić szlak na niebieski, zataczając w ten sposób pętlę. Oczywiście zdecydowaliśmy się na wariant numer dwa, przedłużając naszą wędrówkę po Górach Kamiennych. 




Mimo, że nadal szliśmy głównie przez las, to przez chwilę mogliśmy cieszyć się przyjemnymi dla oka widokami, więc warto było pójść inaczej. Gdy ponownie znaleźliśmy się pod schroniskiem zatrzymaliśmy się po nim na krótką przerwę, a następnie wyruszyliśmy w stronę Gór Wałbrzyskich i naszej ostatniej korony.