wtorek, 15 października 2019

Małopolska z dziećmi- Wiślana Trasa Rowerowa z Krakowa do Tyńca

Po ponad dwumiesięcznej przerwie wróciliśmy na Wiślaną Trasę Rowerową. Z początkiem sierpnia udało nam się zakończyć pierwszy etap naszych zmagań z tą trasą, czyli odcinek pomiędzy Krakowem, a Szczucinem. Teraz postanowiliśmy skierować się w stronę Jawiszowic. Na pierwszy ogień wybraliśmy przejażdżkę pomiędzy Krakowem, a Tyńcem. 

Opactwo Benedyktynów w  Tyńcu
W drogę wybraliśmy się dość późno, bo z pod domu wyruszyliśmy dopiero o godzinie 16:00, ale w planach mieliśmy zachód słońca nad Wisłą, w okolicach Opactwa Benedyktynów, więc pora była wręcz idealna. Na trasę wjechaliśmy przy dawnym hotelu Forum i skierowaliśmy się w stronę Wawelu, który pięknie prezentował się po drugiej stronie Wisły.

Wawel otoczony jesiennymi barwami

Kolejnym naszym punktem orientacyjnym był Klasztor Kamedułów na Bielanach, który tonął w jesiennych barwach. Mimo, że był poniedziałek i to późne popołudnie, na drodze do Tyńca spotkaliśmy wielu rowerzystów oraz kilkoro rolkarzy. 


Klasztor Kamedułów na Bielanach
Co do samej trasy, to musimy przyznać, że do Kolnej, gdzie znajduje się tor kajakarstwa górskiego, jest ona naprawdę wygodna. Biegnie głównie po wale przeciwpowodziowym Wisły. Jedynie przez krótki odcinek, około pół kilometrowy, byliśmy zmuszeni poruszać się w ruchu ogólnym, ale z tego co udało nam się zobaczyć prowadzone są już prace, by wyeliminować tą konieczność. 

Wiślana Trasa Rowerowa z Krakowa do Tyńca


Po dojechaniu do Kolnej natknęliśmy się na mały paradoks. Musieliśmy przejechać pod autostradą, a tam niespodzianka znak informujący o zakazie ruchu. Zsiedliśmy więc z rowerów i pokonaliśmy te kilka metrów pieszo. Potem wdrapaliśmy się z powrotem na wał i tutaj mieliśmy dwie opcje do wyboru jeśli chodzi o kontynuację jazdy. Mogliśmy pojechać dalej wałem, bądź zjechać z niego i skierować się do publicznej drogi asfaltowej. Przetestowaliśmy oba rozwiązania i zdecydowanie lepiej jechać drogą. Przejazd przez wał okazał się uciążliwy, więc szybko z niego zrezygnowaliśmy. 



Gdy dojechaliśmy do Opactwa Benedyktynów w Tyńcu słońce chyliło się ku zachodowi, zdążyliśmy na ostatnią chwilę. Ścieżką biegnącą u podnóża skały, na której wznosi się klasztor, pojechaliśmy prosto przed siebie, by ujrzeć Opactwo z dalszej perspektywy, a potem udaliśmy się na klasztorny dziedziniec. Wstąpiliśmy także na gorącą czekoladę oraz kawę do Tarasów Tynieckich. 



















Zanim łuna zachodzącego słońca całkowicie zniknęła mieliśmy jeszcze okazję zobaczyć "płonącą" Wisłę oraz tworzące się nad łąkami mgły. Drogę do domu pokonaliśmy w ekspresowym tempie, a do Krakowa wjechaliśmy gdy było już ciemno. 

Pozostałe wpisy dotyczące Wiślanej Trasy Rowerowej można znaleźć tutaj

2 komentarze: