środa, 31 grudnia 2014

Pożegnanie 2014 i powitanie 2015 !!!


Pod koniec roku człowieka dopada nostalgia i potrzeba podsumowania minionych 12 miesięcy. Ten rok obfitował we wspaniałe podróże, bez względu na odległość, każda była wyjątkowa i godna zapamiętania. Bez wątpienia największym wydarzeniem 2014 r. była moja 3-tygodniowa podróż do Chin, dzięki której zrealizowało się jedno z moich największych marzeń, czyli spacer po Wielkim Chińskim Murze. Niezwykła była również wycieczka na Zakynthos,  teraz mam swoje własne zdjęcie pięknej Zatoki Wraku :-) Wspaniały był także każdy wypad w góry, za równo w Tatry jak i w Gorce, jesteśmy bardzo dumni z naszej córeczki, że tak dzielnie towarzyszyła nam podczas górskich wędrówek i wdrapywała się coraz wyżej i wyżej. Udowodniła nam, że 3-letnia dziewczynka potrafi o własnych siłach pokonać całą drogę do Morskiego Oka, czy dojść do Czarnego Stawu Gąsienicowego i to od strony Doliny Jaworzynki. W przyszłym roku będziemy kontynuować podbój Tatr, już przygotowuję listę szlaków, które będą dla niej odpowiednie. W tym roku udało nam się również zaliczyć kolejne dwa włoskie miasta: Bolonię, w której poznaliśmy smak pysznego włoskiego ravioli w najprawdziwszym bolońskim sosie oraz urokliwe, romantyczne  Bergamo.  Na zakończenie roku poniosło nas do Zakopanego i na szczyt Kasprowego Wierchu, zimowe Tatry są tak samo bajeczne, jak te wiosną, latem czy jesienią :-)
Muszę przyznać, że to był bardzo interesujący rok, pełen wrażeń i emocji, z każdej podróży przywiozłam ze sobą setki zdjęć, które zimową porą przypominają nam, że nadejdą wreszcie ciepłe, słoneczne dni i znów wyruszymy w drogę. A planów na 2015 trochę się uzbierało. Oczywiście wszystko będzie zależało od hojności tanich linii lotniczych :-) Zacznie się całkiem przyzwoicie, bo już 16 stycznia wpadnę z kilkudniową wizytą do Londynu :-) Jeśli się uda to z chęcią udamy się do kolejnych dwóch włoskich miast Florencji i Neapolu. Jako fani Tatr i górskiego wspinania na pewno będziemy częstymi bywalcami na tatrzańskich szklakach. Poza tym ostatnio przypomniałam sobie o kilku miejscach w Polsce, które zawsze chciałam zobaczyć, bądź ponownie odwiedzić, więc na mojej liście znajdują się:
* Toruń
* Kazimierz Dolny nad Wisłą oraz Sandomierz
* Malbork
* Mazury
* Góry Stołowe
Mam nadzieję, że rok 2015 przyniesie nam wiele miłych niespodzianek, że uda nam się zobaczyć dużo ciekawych miejsc, zdobyć kolejne tatrzańskie szczyty, zrealizować kolejne marzenia. Przed nami 365 dni, wspaniałych dni podczas których wszystko może się wydarzyć.

wtorek, 30 grudnia 2014

Boże Narodzenie na Kasprowym Wierchu...

Kto powiedział, że w święta trzeba siedzieć w domu przy suto zastawionym stole?! Może lepiej w tym czasie zrobić coś ciekawego, na przykład udać się do Zakopanego? A jeśli przy okazji można spotkać się z siostrą, to jest ku temu idealna okazja. Nie zastanawiając się zbyt długo wsiedliśmy do auta i ruszyliśmy w dobrze znaną nam drogę. Do celu dotarliśmy już po 1,5 godzinie, och ile bym dała, żeby Zakopianką zawsze jeździło się tak dobrze jak w Boże Narodzenie. Mimo kaprysów pogody, spadł na nas deszcz, przyświeciło nam słońce prosto w oczy, doczekaliśmy się tego najlepszego- płatków śniegu, musieliśmy przyjechać aż tutaj, żeby mieć białe święta ;-) Skoro byliśmy już w górach grzechem by było nie wybrać się gdzieś na spacer, uwzględniając umiejętności najmłodszego członka rodziny, w tym wypadku kuzyna Wiki, zdecydowaliśmy się na Kalatówki. Do Kuźnic podjechaliśmy busem, jakimś cudem wiozący nas góral przekonał nas do wjazdu koleją linową na Kasprowy Wierch. Brak tłumów przed kasami był bardzo kuszący, więc ten pomysł przypadł nam do gustu. Wiem, że wjazd kolejką jest mało ambitny i już teraz obiecuję, że letnią porą pokonamy tą trasę na własnych nóżkach, ale zimą, z dziećmi u boku to jedyne rozsądne wyjście, zwłaszcza że robiło się coraz bardziej biało i mroźnie. 
Kolejka na Kasprowy Wierch po raz pierwszy ruszyła w 1936 roku. Obecnie na szczyt wjeżdża się nowoczesnym wagonikiem, który jednorazowo może przewieźć 60 osób. Na wysokości Myślenickich Turni trzeba przesiąść się do drugiego wagoniku, którym dojeżdża się na szczyt. Wjazd mimo, że trwa tylko 12 minut jest naprawdę fajny, zwłaszcza dla maluchów, które przez wielkie panoramiczne okna bez problemu mogą podziwiać mijane krajobrazy.

poniedziałek, 15 grudnia 2014

Kraków w świątecznym klimacie

W okolicach Bożego Narodzenia na wielu portalach podróżniczych można poczytać o najlepszych jarmarkach bożonarodzeniowych. Wszyscy zachwycają się tymi w Pradze, Dreźnie, Budapeszcie czy w Wiedniu. A tak naprawdę by poczuć magię świąt i znaleźć coś pięknego na tę okoliczność, wcale nie trzeba jechać gdzieś daleko :-) W wielu miastach Polski także odbywają się bożonarodzeniowe targi i w niczym nie są one gorsze, od tych które można podziwiać w innych zakątkach Europy. Na świąteczny jarmark możemy udać się między innymi do Krakowa, Wrocławia, Poznania, Gdańska czy Olsztyna. Mojemu sercu najbliższy jest oczywiście jarmark krakowski, który odbywa się na Rynku Głównym, wpisał się on już w tradycję świątecznego oczekiwania, od lat jestem jego stałym bywalcem i zawsze znajdę tam coś wyjątkowego, co zawiśnie na naszej choince bądź ozdobi nasz dom. 

Świąteczna Floriańskia i Bożonarodzeniowa choinka na Rynku

niedziela, 14 grudnia 2014

Keep calm and go to London- informacje ogólne

Do naszej londyńskiej przygody pozostał miesiąc, to idealny czas na rozpoczęcie pierwszych przygotowań :-) Żeby życie było łatwiejsze i przyjemniejsze postanowiłam, że moją relację rozpocznę od informacji ogólnych, które mogą się przydać podczas planowania podróży do tej kosmopolitycznej stolicy Wielkiej Brytanii.

Wielka Brytania według autorstwa Mizielińskich z książki Mapy

sobota, 8 listopada 2014

Na weekend do Bergamo

Włochy to zdecydowanie nasz najbardziej ulubiony kierunek wakacyjny, po pierwsze dlatego, że jesteśmy ogromnymi zwolennikami włoskiej kuchni, a po drugie, z Polski odbywa się bardzo duża ilość lotów, w różne piękne, włoskie zakątki, więc nie można zignorować tego faktu. Do tego wystarczy dołożyć atrakcyjną cenę na bilety lotnicze i podróż sama się planuje ;-) Hmmm.... może nie do końca sama, ale na pewno wszystkie te czynniki wpływają na to, że nie potrafię się powstrzymać od eksplorowania tego regionu świata. Nasz pierwotny plan zakładał dwa miasta w 3 dni, miało być Bergamo i Mediolan, a było samo Bergamo. Niestety życie czasem płata figla i ku naszemu nieszczęściu, naszej najmłodszej uczestniczce wyprawy, przyplątał się po przylocie ból uszka, w związku z tym korekta planów była koniecznością. Mimo wszystko uważam, że nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, bo mogliśmy w 100% poświęcić swoją uwagę Bergamo i jego atrakcjom.

Porta Nuova i Citta Alta w tle

poniedziałek, 27 października 2014

Palcem po mapie

W połowie września dowiedziałam się o bardzo fajnym projekcie gabinetu naszego ówczesnego premiera. Z okazji 25-lecia wolności Polski została wydana mapa naszego kraju, opracowana przez Aleksandrę i Daniela Mizielińskich. Mapę zupełnie bezpłatnie można zamówić do 11 listopada 2014 roku  na Polska 25 lat wolności. Oczywiście od razu to zrobiłam i dostałam ją dosłownie parę dni temu. Mapa jest bardzo ładnie wydana i naprawdę warto się w nią zaopatrzyć. Przede wszystkim mapa jest obrazkowa, więc bardzo przyjazna dla dzieci, są na niej zaznaczone najważniejsze i najbardziej charakterystyczne miejsca w każdym regionie. Całość uzupełniona jest o kilka istotnych faktów powiązanych z wolnością Polski. Opracowanie tak bardzo mi się spodobało, że zamówiłam dla mojej córci atlas świata opracowany przez wyżej wymienione osoby, myślę że to będzie idealny prezent dla naszego małego podróżnika :-)

sobota, 25 października 2014

Odkrywamy Kraków- Podziemia Rynku

Od dnia, w którym archeolodzy odkryli pod płytą Rynku Głównego mury średniowiecznego Krakowa, pragnęłam je zobaczyć na własne oczy. W pierwszych miesiącach, po otwarciu muzeum, zainteresowanie nim było tak olbrzymie, że o kupnie biletu można było zapomnieć. Na szczęście przyszedł dzień, w którym większość ludzi zaspokoiła swoją ciekawość, więc wreszcie mogłam się do niego udać, a moim kompanem została oczywiście Wiktoria.
Historia krakowskich podziemi rozpoczęła się w roku 2005. Wymiana nawierzchni Rynku Głównego umożliwiła archeologom przeprowadzenie szeroko zakrojonych prac badawczych. To co tam odkryli przeszło najśmielsze oczekiwania nie jednego Krakowianina. W podziemiach odnaleziono bowiem pozostałości Kramów Bolesławowych z XIII w., Kramów Bogatych powstałych pod koniec wieku XIV, cmentarzysko z XI wieku, a nawet elementy wodociągu miejskiego. W 2010 roku wszystkie te skarby zostały udostępnione zwiedzającym, jako filia Muzeum Historycznego w Krakowie. Na powierzchni ponad 6 tysięcy metrów kwadratowych zostało rozmieszczonych około 700 eksponatów, o których można dowiedzieć się więcej z licznie rozstawionych ekranów dotykowych. Do wyboru mamy trzy trasy zwiedzania, które różnią się od siebie czasem trwania, od 45 do 120 minut. Wejście do Podziemi znajduje się w Sukiennicach.

sobota, 11 października 2014

Odkrywamy Kraków- Wawel

Czasem nasze plany nie do końca układają się tak jakbyśmy tego chcieli, zamiast jesiennego wypadu w góry, spędziliśmy dzień w Krakowie, ale muszę przyznać, że bardzo aktywny i pożyteczny dzień :-) Jest takie stare przysłowie "Cudze chwalicie swego nie znacie, sami nie wiecie co posiadacie", te oto słowa stały się mottem przewodnim naszej dzisiejszej wyprawy. Próbując im zaprzeczyć udałyśmy się we dwie, ja i moja ciekawska córka na podbój Krakowa :-) Uważam, że nie można w pełni docenić piękna świata, jeśli nie wiemy co pięknego ma do zaoferowania nasza najbliższa okolica. Poza tym mam jeszcze jeden powód by pozachwycać się Grodem Kraka, miesiąc temu minęło 10 lat odkąd tutaj mieszkam. Z tej okazji postanowiłam, że w kilku cyklach opiszę czym to miasto mnie urzekło, pokażę na zdjęciach dlaczego można się w nim zakochać, prócz tego, że zakochało się w jednym z jego mieszkańców ;-)

sobota, 13 września 2014

Zakynthos cz.III- z północy na południe

W ramach naszego tournee po Zakynthosie staraliśmy się odkryć jak najwięcej, jeden dzień spędzony w aucie, drugi na łodzi bardzo nam w tym pomogły. Mimo, że nasz plan nie został zrealizowany w 100% z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że Zante to nie tylko znana na całym świecie Zatoka Wraku :-) To przede wszystkim życzliwi, pogodni ludzie, piękne wschody i zachody słońca, bajeczne krajobrazy oraz miejsce, które pokochały żółwie.

Przylądek Skinari i Błękitne Groty (Blue Caves), to po Navagio, druga w kolejności najbardziej znana atrakcja wyspy, do której mieliśmy okazję trafić dwukrotnie, raz w ramach naszej objazdówki, drugim razem podczas rejsu statkiem. Jadąc samochodem musimy oczywiście zwracać uwagę na drogowskazy, a wówczas bez problemów dotrzemy do celu. W tym miejscu warto podkreślić, że mamy dwie opcje do wyboru, jeśli chodzi o samą końcówkę naszej podróży:
* Jeżeli chcemy popłynąć małą łódką do Błękitnych Grot to na rozwidleniu dróg, tuż obok tawerny, powinniśmy skręcić w lewo w kierunku latarni morskiej.
* Jeżeli mamy ochotę na snorkeling w iście niebieskiej wodzie powinniśmy skręcić w prawo i dojechać do tawerny z dwoma charakterystycznymi wiatrakami. Tuż obok owej tawerny znajdują się strome schody w dół, które doprowadzą nas nad sam brzeg morza i cała zabawa właśnie się rozpoczyna. Po drabince można wejść do wody i popływać pomiędzy skałami, a nawet możemy dopłynąć do pierwszych Błękitnych Grot. Wrażenie niesamowite, widoki powalają z nóg, a woda jest tak intensywnie niebieska, że nawet nurkując widzimy jej barwę. 
Podczas rejsu statkiem Błękitne Groty oglądamy tylko z pewnej odległości, co nie zmienia faktu, że i tak warto je zobaczyć, bo są naprawdę piękne, zatrzymujemy się również na morską kąpiel w ich okolicach.

W drodze do Błękitnych Grot- Blue Caves

piątek, 12 września 2014

Zakynthos cz. II- Zatoka Wraku

Nasze zakynthoskie wakacje przeminęły w mgnieniu oka, ku pamięci zostało wiele wspomnień i pięknych zdjęć. Wyspa choć niewielka jest naprawdę cudowna i odwiedzającym ją gościom oferuje bardzo wiele. Nie ma tutaj powalających na kolana zabytków historycznych, ale za to jest niezliczona ilość pięknych zatok, plaż, krajobrazów, którymi do woli możemy nacieszyć oczy. W ostatnim wpisie zamieściłam kilka informacji ogólnych dotyczących Zakynthosu, ten wpis w całości poświęcę jednej z najbardziej znanych atrakcji wyspy.
Myślę, że większość z osób gdy pomyśli o Zante od razu przed oczami widzi plażę Navagio, figurującą również pod nazwą Zatoka Wraku (Shipwreck). Plaża ta znajduje się w pierwszej 30-stce najczęściej fotografowanych plaż świata. Po tym co tam zobaczyłam wcale się nie dziwię, że ludzie tak chętnie uwieczniają ją na zdjęciach, ja sama zrobiłam ich ze 100 :-) By w pełni docenić jej walory trzeba tą plażę zobaczyć z dwóch perspektyw: ze szczytu górującego nad nią klifu i oczywiście od strony morza.

Zatoka wraku widziana z klifu
Najbardziej spektakularny widok na Zatokę można podziwiać od strony lądu, stojąc na brzegu olbrzymiego klifu. W zależności od tego jaką formę wycieczki wybierzemy, możemy tutaj dotrzeć z biurem podróży, naszym bądź lokalnym (Zante Magic Tours z polską obsługa), ja jednak zdecydowanie polecam przyjazd w to miejsce na własną rękę. Dotarcie na punkt widokowy nie przysparza większych trudności, jedynym problemem mogą być kręte i miejscami wąskie drogi, które oczywiście mają swój urok. Jeśli decydujemy się na samodzielny wypad to ruszając w drogę najlepiej kierować się na Volimes i w jego okolicach wypatrywać tabliczek kierujących na taras widokowy. Auto, skuter bądź inny środek lokomocji można zostawić na bezpłatnym parkingu, jeśli ktoś będzie chciał zaopatrzyć się w oliwę z oliwek, oliwki bądź inne gadżety, w tym miejscu funkcjonuje kilka stoisk z greckimi specjałami.

W drodze...

środa, 10 września 2014

Zakynthos cz. I - ogólne informacje

Zakynthos, Zakinthos, Zante- to niewielkich rozmiarów, grecka wyspa na morzu Jońskim, wchodząca w skład archipelagu Wysp Jońskich, nazywana przez Wenecjan "Kwiatem Wschodu". Powierzchnia wyspy to około 400 km2, zaś linia brzegowa wynosi około 120 km. Na wyspie poza sezonem mieszka ponad 40 tys. ludzi, z czego blisko połowa w mieście Zakynthosie, które oczywiście jest uznawane za stolicę Zante. 

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Wielkie greckie wakacje- przygotowania

Do naszego wyjazdu na wielkie greckie wakacje został tylko tydzień, a dopiero co zdecydowaliśmy gdzie jedziemy! Jak na prawdziwego podróżnika przystało zrobiłam już pierwsze rozeznanie i wiem co koniecznie musimy zobaczyć (dobrze, że internet jest bogaty w wiedzę, bo rynek przewodników dotyczących Zakynthosu jest bardzo ubogi). A więc lista prezentuje się następująco:
* Plaża Navagio znana jako Zatoka Wraku- myślę, że to najbardziej znany symbol wyspy i obowiązkowy punkt programu dla każdego. Dotrzeć na plażę można tylko i wyłącznie drogą morską, ale warto zobaczyć ją również z góry, z punktu widokowego.
*Błękitne Groty to druga najbardziej znana atrakcja na wyspie.Mam nadzieję, że będę miała okazję popływać w jednej z takich grot :-)
* Merathonisi- wyspa która kształtem przypomina żółwia, na jej brzeg najlepiej dopłynąć niewielką łódką motorową, którą bez problemu można wypożyczyć w kilku miejscowościach w południowej części Zakynthosu. Obowiązkowo musimy tego spróbować, to będzie na pewno super zabawa.
* Gerkakas- plażę tą upodobały sobie żółwie Caretta- Caretta, na całej jej szerokości można natknąć się na liczne gniazda, przy dozie szczęścia może uda nam się zobaczyć jak żółwiki wykluwają się z jaj. A z tego co dowiedziałam się wczoraj właśnie rozpoczął się okres wylęgu :-)
* Xigia- plaża ta uznana została za naturalne SPA, a wszystko to zasługa podwodnych złóż siarki. Zapach pewnie będzie mało przyjemny, ale kąpiel na pewno bardzo uzdrawiająca i upiększająca ;-)
*Porto Vromi- to kolejna piękna plaża, w przecudnej zatoce, którą warto odwiedzić i spędzić na niej choć chwilę.
* Półwysep Keri, warto wybrać się tutaj za równo dla jaskiń jak i po to by podziwiać piękny zachód słońca.
* Przylądek Skinari to idealne miejsce wypadkowe do Błękitnych Grot, ale nie tylko, schodząc stromymi schodami w dół (schody znajdują się tuż obok tawerny) dochodzimy do miejsca, w którym można posnurkować pomiędzy skałami.
*Agios Sostis- miejscowość ta kojarzona jest z drewnianym pomostem, który łączy ląd z małą wyspeką, miejsce bajeczne i bardzo fotogeniczne.
* Zakynthos, Tsilivi
Te wszystkie miejsca chcemy zwiedzić na własną rękę autem. Podobnie jak na Krecie będziemy korzystać z usług lokalnej wypożyczalni, więc nie rezerwuję niczego wcześniej. Planujemy, wypożyczyć samochód na trzy dni, mam nadzieję że w tym czasie uda nam się zobaczyć to wszystko z powyższej listy. Zakynthos to niewielka wyspa, więc szanse są na to spore :-)
Z każdych wakacji trzeba też przywieźć ze sobą jakąś pamiątkę. Prócz magnesu na lodówkę i pocztówek, na pewno zaopatrzymy się w przepyszną oliwę z oliwek. Ta, którą kupiliśmy na Krecie, była wyśmienita i dobrze nam służyła, więc i na Zakynthosie musimy znaleźć oliwę wysokiej jakości. Wika jest olbrzymią fanką zielonych oliwek, więc w naszym bagażu obowiązkowo znajdzie się słoik z oliwkami. Warto też kupić alkohol: ouzo, Metaxe czy raki, ale według mnie te alkohole najlepiej smakują w słonecznej Grecji, w domu nie są już takie wyraziste. Miłą pamiątką są także oliwkowe mydełka, naturalne gąbki, czy naturalny pumeks odławiany u wybrzeży Zakynthosu. Zaopatrzymy się rówież w przyprawy, bo nie ma nic lepszego jak poczuć smaki wakacji w domowej kuchni. Czas pokaże co jeszcze przywieziemy z Grecji, z ogromnym zaciekawieniem będę odkrywać tajemnice wyspy. Tak szczerze mówiąc nie mogę się już doczekać greckiego słońca, morza i kuchni.

sobota, 16 sierpnia 2014

Kolorowe Jeziorka i Zapora Pilchowicka

Nawet jadąc w rodzinne strony można odkryć coś nowego i ciekawego, a jeśli idzie to w parze z długim weekendem to mamy ku temu idealną okazję :-) Zaledwie 40 kilometrów od mojego rodzinnego domu na terenie Rudawskiego Parku Krajobrazowego, w miejscowości Wieściszowice znajdują się cztery magiczne jeziorka: żółte, purpurowe, błękitne oraz zielone. Przez ich teren przebiega zielony szlak, którym można dotrzeć na Wielką Kopę, najwyższy we wschodniej części Rudaw Janowickich szczyt (871 m.n.p.m).

Kolorowe Jeziorka: Żółte, Purpurowe, Błękitne

środa, 13 sierpnia 2014

Gorce kolejna odsłona- Turbacz

Po naszym ostatnim wypadzie w Gorce od razu wiedzieliśmy, że w bliższej, bądź dalszej przyszłości, tutaj powrócimy. Gdy w niedzielny poranek obudziły nas ciepłe promienie słońca, a planów jako takich na spędzenie tego dnia nie było, wsiedliśmy do auta i ruszyliśmy do Koninek. Cel był jeden, najwyższy szczyt Gorców- Turbacz (1310 m.n.p.m).

Gorce

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Dziecko w podróży

Czy podróżowanie z dzieckiem jest możliwe? Czy może być przyjemne? Kiedy jest odpowiedni czas by rozpocząć pierwsze wycieczki? Te i wiele innych pytań nasuwa się pewnie nie jednemu z rodziców, dla których podróżowanie to pasja i najlepszy sposób na spędzanie wolnego czasu. Ja jako mama trzyletniej obecnie dziewczynki mogę stwierdzić, że podróże z dzieckiem są jak najbardziej możliwe i bez wątpienia jest to niesamowite przeżycie. Jednak aby podróż z maluchem była miła i przyjemna dla wszystkich, trzeba przestrzegać kilku podstawowych zasad, o tym jednak w dalszej części.
Gdy nasza córeczka przyszła na świat postanowiłam, że od najmłodszych lat będę zaszczepiać w niej chęć poznawania świata i to na wszystkie sposoby. Uwielbiam gdy Wika u naszego boku uczy się odpowiedniego zachowania na górskich szlakach czy spacerować po mieście. Moje serce rośnie każdego dnia gdy widzę, że nasza mała dziewczynka z sercem na dłoni przyjmuje wszystkie nowości, nie ma nic wspanialszego od tego jak pokazywanie jej, że świat jest piękny i ma nam tak wiele do zaoferowania. Kocham gdy w jej oczach widać błysk na myśl o nowej przygodzie, lubię jej radosny śmiech gdy na trasie w górach szuka kolejnego oznaczenia szlaku,  uwielbiam gdy bez żadnego zastanowienia smakuje nowych rzeczy, gdy najmniejsze drobiazgi są dla niej cenniejsze niż najfajniejsze prezenty.

sobota, 2 sierpnia 2014

Dwa dni w Izraelu- Jerozolima i Betlejem

Ostatnie wydarzenia, które mają miejsce w Izraelu, spowodowały, że wspomnieniami powróciłam do mojej krótkiej, bo tylko dwudniowej, wizyty w tym jakże interesującym kraju. Bardzo mi smutno, że w miejscu, które jest niezwykle ciekawe, gdzie przeplata się historia kilku ważnych religii świata dochodzi do tak dramatycznych posunięć. W związku z tym, że nie wiele mogę z tym zrobić, a coś zrobić bym chciała, postanowiłam, że napiszę kilka słów o tym co tam odkryłam, a było to naprawdę piękne.
Do Izraela, a konkretnie do Jerozolimy i Betlejem, trafiłam w ramach wycieczki fakultatywnej podczas mojego pobytu w Egipcie. Byłam niesamowicie ciekawa tego co tam zobaczę i napawało mnie to bardzo dużą dozą entuzjazmu. Od razu na wstępie mogę stwierdzić, że dwa dni to stanowczo za mało, żeby móc nacieszyć się atmosferą jaka tam panuje, ale wystarczająco dużo, by chcieć tam kiedyś powrócić.

Naszym punktem startowym było Sharm el Sheikh, w związku z tym dojazd do granicy egipsko-izraelskiej zajął nam trochę czasu, potem nastąpiło jakże intrygujące przekroczenie granicy Izraela. Po raz pierwszy spotkałam się z tak trudną procedurą graniczną. Nim pierwsze osoby podeszły ze swoimi paszportami otrzymaliśmy informację, aby w żaden sposób nie prowokować celników granicznych, odpowiadać na zadawane pytania i zachowywać się spokojnie, bo inaczej mogą nas nie wpuścić do swojego kraju. Jeszcze przed wyjazdem z Polski dowiedzieliśmy się, że posiadanie w paszporcie pieczątek pochodzących z krajów nieprzychylnych Izraelowi (m.in Syria, Iran, Sudan, Liban) może być również powodem cofnięcia na granicy. Po upływie kilkudziesięciu minut udało nam się wejść na teren Izraela, gdzie czekał na nas autokar na ichniejszych tablicach rejestracyjnych. 
Po kolejnych kilkudziesięciu minutach dojechaliśmy do naszego pierwszego celu, do Jerozolimy. Nasze kroki skierowaliśmy na Górę Oliwną, z której to można podziwiać niezwykłą panoramę Miasta Trzech Religii. W oczy od razu rzuca się złota Kopułka na Skale, która jest najbardziej efektownym elementem Wzgórza Świątynnego. Wzgórze to jest bardzo ważne za równo dla chrześcijan, żydów jak i muzułmanów. Według pierwszych dwóch religii właśnie w tym miejscu Abraham miał złożyć ofiarę w postaci własnego syna, muzułmanie zaś wierzą, że Mahomet został tutaj wzięty do nieba. Kolejny punkt programu obejmował Ogrójec oraz Bazylikę Narodów.

Stara Jerozolima widziana ze szczytu Góry Oliwnej

niedziela, 27 lipca 2014

Zachody słońca- na pograniczu dnia i nocy

Zachody słońca zawsze były dla mnie czymś wyjątkowym i niepowtarzalnym, uwielbiam tą chwilę kiedy piękny, słoneczny dzień chyli się ku końcowi, by powitać równie piękną noc. Niestety odkąd mieszkamy na parterze nie mam zbyt wielu okazji delektować się tym spektakularnym widowiskiem. Dlatego też doceniam każde takie zjawisko, a nawet jestem gotowa wstać wcześnie rano by zahaczyć jeszcze o wschód słońca. 
Podczas naszego ostatniego pobytu w Małe Ciche mieliśmy szansę podziwiać jeden z takich zapierających dech w piersiach zachodów i muszę przyznać, że w górach przybiera on niezwykłą formę, z jednej strony widok gór odcinających się na ciemnym niebie, zaś z drugiej odcienie pomarańczy, złota i czerwieni, całość potrafi przekłuć swoją uwagę. Najpiękniejsze jednak zachody słońca miałam okazję podziwiać nie gdzie indziej jak nad naszym polskim morzem. Kto choć raz był nad Bałtykiem, ten wie że ten moment przyciąga na plażę tłumy ! Ja sama praktycznie każdego wieczoru wyczekiwałam, siedząc na piasku, na tą chwilę. Pod tym kątem jesteśmy szczęściarzami, bo bez względu na to do jakiej nadmorskiej miejscowości pojedziemy możemy mieć pewność, że będzie zachód słońca. Zastanawiałam się przez chwilę nad tym, który z zachodów utkwił mi najbardziej w pamięci i odpowiedź jest jedna, ten, który cieszył moje oczy w Łebie, gdzie razem z mężem spędzaliśmy nasze pierwsze wspólne wakacje :-)

Zachód słońca na plaży w Łebie 2006

sobota, 19 lipca 2014

Już we wrześniu kolejna grecka odsłona- Zakynthos

Po wielkich bojach, po wielogodzinnych przemyśleniach, po przeanalizowaniu setki ofert, pomysłów, wreszcie zdecydowaliśmy, że we wrześniu lecimy na tydzień na Zakynthos!!!
Będzie to wycieczka zorganizowana przez biuro podróży, ale w planach mamy objechanie tej pięknej wyspy dookoła. Długo nie mogłam się zdecydować nad kierunkiem i nad formą wyjazdu, ale na szczęście decyzja wreszcie zapadła i mogę zacząć przygotowania, czyli tradycyjnie:
Co warto zobaczyć? 
Co koniecznie trzeba kupić? 
Gdzie wypożyczyć auto? 
Już za 45 dni widok na Zatokę Wraku, słońce i turkusowe morze będą tylko dla nas !!!

środa, 16 lipca 2014

Pamiątki z Polski

Zupełnie przez przypadek, w trakcie poszukiwania informacji na temat pamiątek z Wielkiej Brytanii, wpadł mi w ręce anglojęzyczny artykuł dotyczący tego co warto kupić w Polsce. W zasadzie nigdy się nad tym nie zastanawiałam, co w oczach obcokrajowców może zasługiwać na miano pamiątki z pobytu w naszym kraju, a to co przeczytałam trochę mnie zaskoczyło :-)
Oczywiście na pierwszym miejscu wśród rzeczy, które warto przywieźć z Polski znalazły się hafty oraz polska ceramika, zachwalana przede wszystkim ta pochodząca z Bolesławca. Kolejne dwie pozycje z listy wywołały u mnie olbrzymi uśmiech, a były to nasze wielkanocne pisanki oraz znicze :-) Nie wiem dlaczego znicze okazały się atrakcyjnym souvenirem, ale najwidoczniej autor wspomnianego artykułu przebywał w Polsce tuż przed Dniem Wszystkich Świętych i uznał to za coś interesującego ;-)

sobota, 12 lipca 2014

Tatry po raz kolejny- Czarny Staw Gąsienicowy i Hala Kondratowa

Nasza miłość do Tatr jest na tyle poważna, że bardzo chętnie tutaj wracamy i gdyby nie kaprysy tegorocznego lata, które w górach potrafią pokrzyżować plany, spędzalibyśmy tutaj każdy weekend, uciekając od krakowskiego zgiełku i duchoty. Niestety uzależnieni jesteśmy od matki natury i musimy liczyć na jej łaskę, bądź nie łaskę w ilości podarowanego nam słońca. Na szczęście przysłowiowe Zakopane jest na tyle blisko od nas, że możemy zdecydować o wyjeździe w te strony z dnia na dzień, więc chętnie korzystamy z tego przywileju.
W związku z tym, że nasze zadowolenie dotyczące naszej ostatniej kwatery było bardzo duże i tym razem zatrzymaliśmy się u Gaździny Ludwiny w Małe Ciche, zasadniczą różnicą było tylko to, że tym razem byliśmy we trójkę, dzięki czemu mogliśmy zdecydować się na trudniejszy szlak, a jak się później okazało mogliśmy zaliczyć nawet dwa :-) Nim jednak dojdę do punktu kulminacyjnego oraz do pękania z dumy z powodu naszej Wiki, powiem parę zdań na temat naszego leniwego pierwszego dnia, a raczej popołudnia, które spędziliśmy na gaździnowej łące.
Gaździnowa łąka to bardzo przyjemne miejsce do wylegiwania i odpoczynku, co przed kolejnym forsującym dniem było niezwykle istotne, dodatkowym jej walorem i to bardzo dużym jest to, że z jej szczytu rozpościera się bajeczny widok na polskie i słowackie Tatry. Ostatnim razem gdy tam się wdrapaliśmy, a łatwe to nie było z powodu krowich niespodzianek ukrytych w trawie, widok ten schowany był za gęstą płachtą chmur. Tym razem jednak było nam dane nacieszyć oczy i nawet mieliśmy szansę podziwiać piękny zachód słońca. 

Gaździnowa łąka

wtorek, 24 czerwca 2014

Weekend w Tatrach- Morskie Oko

W oczekiwaniu na tegoroczne wakacje, które jeszcze nie wiem kiedy nastąpią, podziwiamy to co mamy najbliżej, czyli nasze kochane Tatry. Gdy tylko okazało się, że przed nami kilka słonecznych dni bez zastanowienia ruszyliśmy w ich kierunku. W poszukiwaniu ciszy i spokoju udaliśmy się do miejscowości Małe Ciche, gdzie w przytulnym gospodarstwie agroturystycznym (nocleg w Małe Ciche) serwującym przepyszne jedzenie oparte o wyroby własnej produkcji, z widokiem na góry, spędziliśmy fantastyczny, wydłużony weekend.

Widok z naszego okna

sobota, 21 czerwca 2014

Day Off in Prague- Praga w jeden dzień

Długi weekend to idealny czas na odbycie dalszej, bądź bliższej podroży, my tegoroczny czerwcowy weekend spędziliśmy w moich rodzinnych stronach. Korzystając z tej okazji wybraliśmy się do Pragi, był to wypad jednodniowy, ale wyjątkowy, bo tylko we dwójkę. Nasze małe szczęście zostało z babcią.
Do Pragi wybraliśmy się samochodem, czeską granicę przekroczyliśmy w Świeradowie Zdrój. Zaraz po przekroczeniu granicy zatrzymała nas do kontroli czeska policja, na szczęście po sprawdzeniu dokumentów pojazdu i dowodów osobistych pojechaliśmy dalej. Do pokonania mieliśmy niecałe 190 km, więc po około 2 godzinach byliśmy u celu.
Planując podróż do Pragi sprawdziliśmy gdzie najlepiej będzie zostawić samochód, zdecydowaliśmy się na parking P+R przy Czarnym Moście (Černý Most), który mieścił się przy naszej trasie. Koszt parkingu jest niewielki, bo tylko 20 KC, w związku z tym cieszy się on ogromną popularnością. Oczywiście gdy przyjechaliśmy na miejsce oba parkingi były już pełne, szczęście jednak nam sprzyjało i po paru minutach jedno miejsce zwolniło się. Zaraz obok parkingu znajduje się początkowa stacja metra linii B (bilet 30 min to 24 KC), którą dojechaliśmy do stacji Mustek, tam przesiedliśmy się na linię A w kierunku Dejvicka i po przejechaniu dwóch stacji wysiedliśmy na Malostranska, tuż u podnóża Hradczańskiego Wzgórza.

Most Karola z brzegu Wełtawy 

wtorek, 10 czerwca 2014

Tianjin i jego uroki

Tianjin to blisko 4 milionowa metropolia położona około 120 km od Pekinu. To miasto o dwóch twarzach, składa się z głównego obszaru miejskiego, do którego zalicza się między innymi Downtown oraz z nowego obszaru miejskiego jakim jest Binhai. W Tianjin Binhai znajduje się specjalna strefa ekonomiczna, w której swe siedziby mają największe firmy świata, między innymi ta w której pracuję, w związku z tym najwięcej czasu spędziłam właśnie tutaj. Oczywiście w moim napiętym grafiku znalazł się też czas na wycieczkę do Downtown.

Old Culture Street w Downtwon

niedziela, 1 czerwca 2014

Beijing- Pekin i jego kolory

Pekin (Beijing jak brzmi jego chińska nazwa) to stolica Państwa Środka, miasto, które od razu robi wrażenie. Jest to ośrodek administracyjno- kulturalno- przemysłowy. Turystów przyciągają tutaj przede wszystkim wspaniałe zabytki i trudna do opisania magia. Po kilku dniach pobytu w Tianjin- Binhai, w którym przede wszystkim dominują wieżowce i biurowce, pierwsze co rzuciło mi się w oczy w Pekinie to duża ilość zieleni, której niestety i tak jest za mało, biorąc pod uwagę ilość smogu, który prześladuje to miasto.
Aby zobaczyć Pekin trzeba mu poświęcić co najmniej dwa dni, my niestety miałyśmy tylko jeden dzień, w związku z tym nasze tournee po Pekinie było bardzo intensywne.

Zakazane Miasto z Parku Jingshan

Great Wall- Wielki Mur Chiński

Spacer po Wielkim Murze to obowiązkowy punkt programu podczas pobytu w Chinach. Było to od zawsze moje marzenie, a marzenia są po to żeby je realizować i zrobiłam to już w pierwszy weekend. Chętnych na tą wycieczkę nie brakowało, więc wybraliśmy się całą grupą, busem podstawionym pod nasz hotel (koszt wynajmu busa dla 17 osób-3500 RMB). Zbiórka była zaplanowana na 6:15, mimo wczesnej pory każdy stawił się punktualnie. Zdecydowaliśmy, że pojedziemy do Badaling, na jeden z odrestaurowanych odcinków muru o długości 5 kilometrów. Badaling jest bardzo dobrze przygotowany turystycznie, jest tam mnóstwo restauracyjek, sklepików oraz punktów z pamiątkami. Z racji bliskiej odległości tego miejsca od Pekinu jest on bardzo popularny, podobno my i tak mieliśmy szczęście, gdyż w szczycie sezonu ludzi jest znacznie więcej. Bilet wstępu to jedyne 45 RMB (1RMB to około 0,50PLN), a emocje i wrażenia są bezcenne, nawet tłum ludzi nie jest w stanie zakłócić tych wszystkich pozytywnych odczuć. 

Great Wall

środa, 28 maja 2014

Chiny 11.05-30.05.2014- pierwsze godziny

Moja wielka przygoda z Chinami rozpoczęła się oficjalnie 10 maja. Wszystkie przyjemności związane z rezerwacją biletów lotniczych, a także hotelu spoczęły na moim pracodawcy, mnie pozostało tylko przyjąć do wiadomości plan podróży.
Nasz lot  został podzielony na dwa etapy, najpierw przelot z Krakowa do Frankfurtu, gdzie czekał mnie 5 godzinny postój, następnie 10-godzinny lot do Pekinu. Po raz pierwszy miałam przyjemność skorzystać z linii lotniczych Luftahansa i muszę przyznać, że nawet lot w klasie ekonomicznej może być przyjemny, już podczas przelotu do Franfkurtu doceniłam tą markę, gdy na moim stoliku pojawiło się całkiem dobre śniadanko. Pobyt na frankfurckim lotnisku przeleciał w mgnieniu oka, sklepy Duty Free i niemieckie piwo potrafią odpowiednio zająć czas.

Na frankfurckim lotnisku

czwartek, 1 maja 2014

Chińskie przygotowania...

WIZA
Przed wyjazdem do Chin należy pamiętać, o tym że obowiązkowo musimy postarać się o wizę wjazdową na teren Państwa Środka. Na stronie chińskiej ambasady w Polsce można znaleźć wszystkie niezbędne informacje Wiza do Chin. Aby otrzymać wizę turystyczną musimy przedłożyć paszport (ważny minimum 6 miesięcy), wniosek wizowy ze zdjęciem takim jak do paszportu (wniosek wizowy), potwierdzenie rezerwacji lotu w obie strony oraz potwierdzenie rezerwacji hotelu, przy wyjazdach służbowy wymagane jest jeszcze zaproszenie. Uzupełniając wniosek należy pamiętać o tym, że musi on być wypełniony bezbłędnie (bez skreśleń czy zamazań) oraz o tym, że każde pole musi być zapełnione, jeżeli jakaś pozycja nas nie dotyczy wpisujemy N/A. Czas oczekiwania na wizę w trybie normalnym to około 4 dni robocze, można też, za dodatkową opłatą, wnioskować o wizę w trybie ekspresowym, wówczas jest ona do odbioru w następnym dniu roboczym. O wizę powinniśmy starać się osobiście, Ambasada Chińskiej Republiki Ludowej ma swoją siedzibę w Warszawie. Ważność wizy turystycznej wynosi 3 miesiące z dopuszczalną liczbą wjazdów 1 lub 2, w przypadku innych typów wiz można wjechać na terytorium Chin tyle razy, ile podano na wniosku i przebywać tylko taką ilość dni, jaką podaliśmy. Każdorazowy okres pobytu liczy się od dnia wjazdu na terytorium Chin.

czwartek, 24 kwietnia 2014

Czas na Chiny...

Zupełnie niespodziewanie, a może nie tak do końca niespodziewanie, okazało się dziś, że 10 maja wyjeżdżam na 3 tygodnie do..... Chin :-)
Wyjazd służbowy, co oczywiście ma swoje mocne i słabe strony :-) Największym plusem jest to, że wszystkie koszty pokrywa firma, a drugim plusem są dwa weekendy, które mamy dla siebie :-) Więc mur chiński będzie mój i to jeszcze w tym roku :-) Największym minusem jest niestety fakt, że moja rodzinka nie jedzie ze mną  i to że czeka mnie naprawdę duuuużo pracy.
Hmmm... czas zacząć przygotowywać się do wyjazdu, pierwszym krokiem będzie znalezienie ciekawego przewodnika !

poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Wielkanocny Poniedziałek w Gorcach- Stare Wierchy

Jakie święta są najlepsze? Dla nas takie, które możemy spędzić aktywnie i tak właśnie było dziś :-)
Rano przywitało nas piękne słońce, więc jednogłośnie stwierdziliśmy, że jedziemy na wycieczkę, daliśmy sobie tylko jeden warunek, jedziemy nie dalej niż 100 km od Krakowa, żeby nie wpakować się w korki w drodze powrotnej. Większość moich propozycji niestety nie mieściła się w narzuconym limicie kilometrowym, na szczęście wpadliśmy na pomysł, że można by odwiedzić Koninki. Ta niewielka miejscowość znajduje się na obrzeżu  Gorczańskiego Parku Narodowego. Jest idealnym miejscem wypadowym na Turbacz, najwyższy szczyt Gorców, jest to także raj dla fanów górskiej jazdy rowerowej, gdyż na terenie parku wyznaczono kilka ciekawych szlaków. My w planach mieliśmy wjazd wyciągiem krzesełkowym na Polanę Tobołów (wjazd i zjazd w cenie 16 zł, radość dziecka podczas przejażdżki- bezcenna), a stamtąd udaliśmy się zielonym szlakiem na Obidowiec, następnie czerwonym na Stare Wierchy, gdzie znajduje się schronisko o tej samej nazwie. Trasa w dużej mierze mało wymagająca, 3-latek który ma pokłady niespożytej energii bez problemu sobie na niej poradzi :-) Szlak wiedzie przez las iglasty, dzięki czemu w powietrzu unosi się cudowny zapach igieł. Jak na tą porę roku w Gorcach jedyną oznaką wiosny są krokusy, których jest tam naprawdę sporo. Reszta krajobrazu jest w klimacie późnojesiennym, gdzie dominują zasuszone trawy. Idąc w kierunku Starych Wierchów z jednej strony możemy podziwiać wzniesienia Gorców, zaś z drugiej widać szczyty Tatr. Spacer po Gorczańskim Parku Narodowym jest bez wątpienia przyjemnością i na pewno jeszcze tutaj wrócimy, naszym celem będzie oczywiście Turbacz. Wika nasza mała turystka dała nam kolejny powód do dumy, całą trasę pokonała na własnych nóżkach i ani razu nie poprosiła o to, żeby wziąć ją na ręce. Stała się także źródłem zainteresowania u innych turystów, którzy z podziwem przyglądali się temu jak sobie radzi na szlaku :-)

Wjazd kolejką linową na Polanę Tobołów

niedziela, 30 marca 2014

Powitanie wiosny- Kalatówki 2014

Podobno jedna jaskółka wiosny nie czyni, ale dwie z pewnością tak :-)
W ten weekend z ogromną radością powitaliśmy wiosnę, aby godnie uczcić nadejście tej jakże cudownej pory roku wybraliśmy się na wycieczkę w nasze kochane Tatry. W związku z tym, że na szlakach w niektórych miejscach wciąż można doszukać się zimy (nas też ta przyjemność nie ominęła), wybraliśmy jedną z najłatwiejszych tras, udaliśmy się na poszukiwanie krokusów na Kalatówki. Trasa rozpoczyna się w Kuźnicy, tuż obok kolejki górskiej na Kasprowy Wierch. Z racji zakazu ruchu, który nie obowiązuje tylko lokalnych, do Kuźnic można dojść spacerkiem z Zakopanego lub podjechać busem (koszt 3 zł od osoby). Interesujący nas niebieski szlak jest krótki (około 2 km) z bardzo łatwym podejściem, na którym nawet nasza kochana trzylatka poradziła sobie bez problemu. Pierwszy raz obyło się bez noszenia jej na barana, więc ramiona tatusia naprawdę to doceniły ;-) Droga po całości pokryta jest kamieniami, przez jakiś czas idzie pod górkę, ale jakimś cudem w ogóle jest to nieodczuwalne, może dlatego, że trasa wiedzie przez las i zapach igieł jest tak orzeźwiający, że spacer jest czystą przyjemnością? W normalnych warunkach (czyt. bez małego towarzysza) można dojść do celu w około pół godziny, nam jednak zeszło trochę dłużej. Aby naszej małej córeczce droga nie przykrzyła się wymyśliliśmy zabawę - kto pierwszy znajdzie namalowany symbol szlaku na naszej trasie, śmiechu było co nie miara, a i korzyść ogromna, bo potrenowaliśmy spostrzegawczość Wiki. Gdy doszliśmy pod schronisko na Kalatówkach naszym oczom ukazał się bajeczny widok na Kasprowy Wierch i na polanę usianą krokusami. Czym prędzej zajęliśmy miejsce na zboczu pagórka, wystawiliśmy buzie do słońca i chłonęliśmy panującą wokół nas atmosferę. Akumulatory naładowaliśmy w 100%. Po obowiązkowej sesji zdjęciowej powróciliśmy do Zakopanego, naszą wyprawę tradycyjnie zakończyliśmy w naszej ulubionej gospodzie Kolibecka, zupa gulaszowa nigdzie nie smakuje tak dobrze jak tutaj :-) 

Podobno jedna jaskółka wiosny nie czyni, ale dwie z pewnością tak 

czwartek, 20 lutego 2014

Bolonia 15-18.02.2014

Nasza wyprawa do Bolonii za nami, Włochy po raz kolejny nas nie rozczarowały, włoska pizza, lody, tortellini z parmezanem nigdzie nie smakują tak dobrze jak tutaj. Nawet nasza mała córeczka staje się coraz większą fanką włoskiej kuchni i głośno dopominała się o kolejny kawałek pizzy, a tortellini z sosem bolońskim znikało z talerza w ekspresowym tempie. Pogoda jak na luty również nam się udała, więc bardzo miło spędziliśmy czas na świeżym powietrzu.
Nasz lot trwał około 1,5 godziny, więc ledwo usadowiliśmy się w fotelach, a zaraz trzeba było wysiadać. Wika była zachwycona tą podniebną przygodą i z wielką radością przywitała za równo start jak i lądowanie.

Via Rizzoli

wtorek, 4 lutego 2014

Objazdówka po Tunezji 2009

Czasami los potrafi się do nas uśmiechnąć, tak właśnie było w przypadku mojego wypadu do Tunezji. Dzięki pewnej znajomości udało mi się wkręcić na wyjazd studyjny dla pracowników biur podróży. Cena była mega atrakcyjna, bo nie przekraczała kwoty 1000 zł, a program wycieczki był niezwykle bogaty. Podczas 7-dniowego pobytu miałam okazję pojechać na dwudniową objazdówkę po południowej Tunezji, podziwiać Mauzoleum Burgiby w Monastirze, Medinę w Sousse, piękny Port el Kantaoui, stolicę kraju Tunis oraz bajeczne Sidi Bou Said.

Tunezyjska plaża

niedziela, 2 lutego 2014

Paryż 2010, 2008 i jednodniówka w Etretat

Paryż zawsze będę darzyć ogromnym sentymentem, a to dlatego że miałam przyjemność mieszkać w tym cudownym mieście prawie rok na przełomie 2003 i 2004 roku. Od tamtego momentu w Paryżu byłam dwa razy w 2008 i 2010, za każdy razem leciałam liniami Easyjet na lotnisko Charles de Gaulle.
Paryż to miasto zakochanych i chociaż raz trzeba tutaj przyjechać, zobaczyć miasto z Wieży Eiffla, bądź cudowną panoramę Paryża z wieżą Eiffla w tle z wieżowca Montparnasse, wybrać się do Disneylandu, przejść się po Polach Elizejskich, zobaczyć Mona Lisę w Muzeum Luwru czy obrazy impresjonistów w Muzeum d'Orsay. Paryż ma naprawdę wiele do zaoferowania, szampan czy czerwone wino najlepiej smakują właśnie tutaj, zwłaszcza jak można się delektować tymi trunkami na tle wieży Eiffla. Warto też skusić się na ślimaki, śmierdzące sery z bagietką czy francuskie rogaliki, chociaż dla mnie najlepsze pod słońcem są pain au chocolat. Paryż jest piękny o każdej porze roku i dnia, wieczorem o każdej pełnej godzinie Wieża Eiffla migocze milionami światełek, ten widok zawsze wywołuje wielkie WOW. Na pewno jeszcze kiedyś tutaj wrócę, w końcu muszę Paryż pokazać naszej córeczce.

PARYŻ 2010

22.03.2010 Yes , I will :-)

Rzym 06-10.11.2010

Rzym od zawsze był moim marzeniem, spełniło się ono w 2010 roku, była to nasza podróż poślubna i jednocześnie nasz pierwszy wypad w trójkę. Wika zwana jeszcze wtedy fasolką, tę podróż odbyła bezpiecznie w moim brzuszku. Do Rzymu dostaliśmy się samolotem Ryanaira, nocowaliśmy w hotelu Stella przy via Castelfidardo. Wybór hotelu był bardzo trafny z dwóch powodów, po pierwsze było to bardzo dobre miejsce wypadowe, po drugie niedaleko hotelu znajdowała się najlepsza pod słońcem restauracja La Famiglia.
Nasz program zwiedzania był bardzo intensywny i w zasadzie zaraz po ulokowaniu się w pokoju hotelowym wyruszyliśmy na podbój miasta. Swoje pierwsze kroki skierowaliśmy ku bazylice Maria Maggiore, a stamtąd udaliśmy się na plac Wenecki, następnie Forum Romanum, Koloseum i na zakończenie dnia Fontanna di Trevi.

sobota, 1 lutego 2014

Nasze podróże po Polsce- wracając wspomnieniami cz. V

Naszych podróży po Polsce było bardzo dużo, poniżej przedstawię tylko te które spędziliśmy w towarzystwie Wiktorii. O ile tylko się da na podboje zabieramy ze sobą rowery i w taki sposób przemieszczamy się po okolicy. Uwielbiamy jeździć w Tatry i Pieniny, do zaliczenia wciąż mamy Bieszczady. Z dalszych kierunków chcemy wybrać się na Mazury oraz w Góry Stołowe.

Smreczyński Staw 12.10.2013
Jesień w górach jest przepiękna i dziś mieliśmy okazję przekonać się o tym na własne oczy. Tym razem wybraliśmy się w Tatry do Doliny Kościeliskiej. Naszym celem był Smreczyński Staw, miejsce niezwykłe, bo wciąż do niego dociera niewielka ilość turystów. Jezioro ma charakter polodowcowy i znajduje się na wysokości 1227 m n.p.m., aby do niego dotrzeć trzeba przejść całą Dolinę Kościeliską, tuż przed schroniskiem na Hali Ornak rozpoczyna się szlak wiodący przez las. Staw ten nie jest aż tak spektakularny jak Dolina 5 Stawów czy Morskie Oko, ale ma swój niepowtarzalny klimat. Otoczony drzewami świerkowymi (stąd jego nazwa- smrek w gwarze góralskiej oznacza świerk), w tafli którego odbijają się otaczające go szczyty gór.

Dolina Kościeliska





Smreczyński Staw

Schronisko na Hali Ornak


Pieniny 17.08.2013
Dziś wreszcie dotarliśmy do Sromowców Niżnych (nasze pierwsze podejście z powodów pogodowych nie doszło do skutku). Przez kładkę rozciągniętą nad Dunajcem przejechaliśmy na słowacką stronę i ścieżką rowerowo-spacerową wiodącą wzdłuż rzeki dojechaliśmy do Szczawnicy. Trasa w jedną stronę wynosi 10 km, ale to były cudowne kilometry, bo trasa jest niezwykle widokowa, a to zasługa Pienin. W Szczawnicy zatrzymaliśmy się na mały postój i obiad i wróciliśmy tą samą drogą do Sromowców. W drodze powrotnej do domu natrafiliśmy na stado pasących się owieczek, które na podgryzanie trawki wybrały sobie niezłą miejscówkę, bo na tle jeziora Czorsztyńskiego i zamków w Niedzicy i Czorsztynie :-) Ukoronowaniem dzisiejszego dnia był piękny zachód słońca nad Zakopianką.

Początek trasy przy Czerwonym Klasztorze



Na tle Trzech Koron 


Zachód słońca nad Zakopianką

Polana Chochołowska 27.04.2013
Sezon wycieczkowy można uznać za otwarty, na pierwszą wyprawę wybraliśmy Polanę Chochołowską i naprawdę było warto :-) Mimo, że ludzi na szlaku było bardzo dużo, bo rozpoczął się długi majowy weekend, to wyjątkowo nam to nie przeszkadzało. Najważniejsze było to, że była piękna pogoda i dookoła było morze pięknych, fioletowych krokusów.
Nasz spacer rozpoczęliśmy na Polanie Siwej, gdzie na parkingu zostawiliśmy samochód, po przekroczeniu bram Tatrzańskiego Parku Narodowego drogą asfaltową doszliśmy do Polany Huciskiej (w drodze powrotnej ten odcinek pokonaliśmy kolejką Witów), następnie drogą szutrową doszliśmy do Leśniczówki TPN, a stamtąd do Polany Chochołowskiej i schroniska PTTK, czyli celu naszej wyprawy.
Wika ma za sobą swoją pierwszą górską wycieczkę, dzielnie siedziała na plecach taty i przemierzała trasę (w jedną stronę było do pokonania 9 kilometrów). Była zachwycona kwiatuszkami, zresztą nie tylko ona, bo na mnie też te ukwiecone łąki zrobiły mega wrażenie. Tata trochę się umęczył niosąc małą całą drogę na plecach i na razie zarzeka się, że wycieczki górskie na razie sobie podarujemy, ale myślę że szybko o tym zapomni i za jakiś czas znów pojedziemy w Tatry, może tym razem do Doliny Kościeliskiej.

Nasza mała turystka w drodze na Polanę Chochołowską
Polana Chochołowska 1h55
Polana Huciska



Polana Chochołowska

Weekend w Białce Tatrzańskiej 19.08.2012
W piątek zaraz po pracy obraliśmy kierunek na Białkę Tatrzańską, rano do bagażnika zapakowaliśmy rowery, torby oraz aparat, więc byliśmy gotowi na weekend pełen wrażeń. Pogoda była cudowna, więc całe dnie spędzaliśmy na świeżym powietrzu. Hitem tego wyjazdu okazała się trampolina, Wika piszczała i śmiała się na niej wniebogłosy. Nad brzegiem rzeki Białki z wielkim zapałem wrzucała kamienie do wody i muszę przyznać, że jest w tym coraz lepsza a kamienie lądują w wodzie coraz dalej od brzegu ;-) Mimo, że woda była lodowata Wiki moczyła w niej nóżki i nie chciała za żadne skarby porzucić swojej zabawy. W niedzielę wybraliśmy się na rowerową wycieczkę do miejsca, w którym znajduje się przełom rzeki Białka. W drodze powrotnej jechaliśmy przez las, łąki i pola, było naprawdę ciekawie :-)

Nad rzeką Białką


Przełom rzeki Białka

Weekend w Niedzicy 05.08.2012
W sobotę wczesnym rankiem z rowerami zapakowanymi do bagażnika ruszyliśmy w kierunku Niedzicy. Naszym celem było spędzenie maksymalnej ilości czasu na świeżym powietrzu i na rowerach. Pogoda nam dopisywała, więc po dotarciu na miejsce czym prędzej wybraliśmy się na zwiedzanie okolicy. W Niedzicy znajduje się bardzo ładny zamek, jezioro Czorsztyńskie z zaporą oraz tamą,  a także słowacka granica. Po przejechaniu przez tamę na jeziorze, usiedliśmy na jednej z dzikich plaż, gdzie Wika z wielką radością wrzucała kamienie do wody. Potem udaliśmy się na Słowację i nad brzegiem Dunajca odpoczywaliśmy na trawie :-) Dzień zakończyliśmy w ogrodzie gospodarstwa agroturystycznego, w którym mieliśmy nocleg. 
Dzisiejszy dzień niestety zakończyliśmy zdecydowanie szybciej niż planowaliśmy, gdyż pogoda się popsuła i trzeba było wracać do domu, ale nic straconego, w następny weekend jedziemy znów na wycieczkę :-)

Nowy sposób spacerowania 
Zamek w Niedzicy