sobota, 1 lutego 2014

Dominikana 05-15.11.2013- wracając wspomnieniami cz. IV

Wakacje na Dominikanie już za nami, jakbym miała ująć całą naszą wyprawę tylko w dwóch słowach, to brzmiały by one " boski relaks", ale ja to ja, więc na dwóch słowach nie mogę tego posta zakończyć  ;-) A więc zacznę od początku, czyli od dnia wylotu :-)
Nasz pierwszy dzień rozpoczął się bardzo wcześnie rano i trwał niesamowicie długo (biorąc pod uwagę różnicę w czasie). Już o godzinie 5:00 zwarte i gotowe znalazłyśmy się na warszawskim lotnisku. Parę minut po godzinie 7:00 zajęłyśmy swoje miejsca na pokładzie Boeinga 787 "Dreamliner", trzeba przyznać, że jak na klasę ekonomiczną było całkiem przyjemnie. Nasz lot odbył się bez przeszkód i po mniej więcej 11 godzinach, w trakcie których obejrzałam trzy filmy, znalazłyśmy się na Dominikanie.

Klasa ekonomiczna na pokładzie Dreamlinera
Tęcza nad Dominikaną uchwycona z okna samolotu

Wylądowałyśmy w miejscowości La Romana. Nasz przylot wywołał tutaj nie lada emocje (lotnisko to obsługuje przede wszystkim małe, prywatne samoloty), przywitano nas armatkami wodnymi straży pożarnej.

Na lotnisku w La Romana

Następnie czekała nas godzinna podróż autokarem i wreszcie znalazłyśmy się  na terenie resortu Gran Bahia Principe. Na miejscu okazało się, że zmieniono nam hotel i zakwaterowano nas w części Bavaro, a nie części Premier. Dla nas to była bardzo dobra wiadomość, gdyż część Bavaro znajduje się znacznie bliżej plaży. Po małym ogarnięciu się ruszyłyśmy na pierwszą kolację (m.in małże i langusta) oraz pierwszy spacer po plaży.

Nasz pokój
Widok z balkonu
Resort Grand Bahia Principe
Główny basen

Nasze dni upływały mniej więcej według tego samego harmonogramu, nasz czas spędzałyśmy przede wszystkim na plażowaniu, czyli leżak, drinki, książka, kąpiele w oceanie :-) Pogoda dopisywała, woda była niesamowicie lazurowa i przyjemnie ciepła, a piasek na plaży miękki i zachęcający do spacerów. Oczywiście w przerwach od wylegiwania chodziłyśmy coś zjeść do hotelu Punta Cana lub Bavaro, a jedzonko było przepyszne i warte dodatkowych kilogramów ;-) Oczywiście prym w moim menu wiodły ryby i owoce morza oraz owoce takie jak papaje (mniam mniam), ananasy czy marakuje. Miałyśmy też przyjemność skorzystać z restauracji typu a la carte, wybrałyśmy trzy: meksykańską, z owocami morza oraz japońską, która zdecydowanie wygrała. W restauracji japońskiej byłyśmy świadkami niezwykłego show kulinarnego w połączeniu z wyśmienitą kuchnią. Wieczory spędzałyśmy w amfiteatrze oglądając programy animacyjne. Obowiązkowo prawie każdego dnia dzwoniłam przez skypa do mojej rodzinki, żeby nie pomyśleli, że o nich zapomniałam ;-) Zadbałam też o prezenty dla nich w ramach rekompensaty za moją nieobecność ;-)

Poranek na plaży


Tipo Dominicano

Wschód słońca (6 rano)

Bazar na plaży

Tęcza na pożegnanie- ostatnie godziny na Dominikanie

W Japońskiej restauracji

Zgodnie z wcześniejszymi założeniami skorzystałyśmy z wycieczek fakultatywnych. Niestety nie wybrałyśmy się do Santo Domingo, w zamian za to pojechałyśmy na wycieczkę Tipo Dominicano i oczywiście na Saonę w wersji VIP ;-)

Tipo Dominicano
Wycieczka trochę mnie rozczarowała, program na papierze brzmiał znacznie ciekawiej niż w rzeczywistości, ale ogólnie rzecz ujmując co nie co zobaczyłyśmy, przede wszystkim to, że Dominikana poza murami hoteli jest po prostu biedna. Największe wrażenie zrobił na mnie dominikański bazar w Higuey oraz pobyt w wiosce haitańskiej. Haitańczycy pracują przede wszystkim na plantacjach trzciny cukrowej, w zamian za zakupy, które dla nich zrobiliśmy przygotowali dla nas występ grając na nietypowych instrumentach, bo na rurach kanalizacyjnych. Właśnie tutaj miałam okazję skosztować trzcinę, która jest słodka i soczysta. Podczas tej wycieczki udaliśmy się także do fabryki cygar, gdzie na własne oczy mogłam zobaczyć jak ręcznie skręca się cygara z liści tytoniu, pływaliśmy motorówką po tropikalnej rzece Yuma, odwiedziliśmy też jaskinię Berna, która była świętym miejscem indian Taino. W jaskini tej znajdują się indiańskie rzeźby i sporych rozmiarów stalagnat (połączenie stalaktytu ze stalagmitem). Nasza wyprawa, której celem było poznanie niekomercyjnej Dominikany trwała cały dzień, do hotelu wróciłyśmy na kolację.

Dominikański bazar w Higuey
Higuey
Rzeka Yuma


Jaskinia Berna- święte miejsce Indian Taino
Haitańczycy

Wycieczka na Saonę
Drugą naszą wycieczką była Saona w wersji VIP. Program był bardzo ciekawy, więc podobało mi się od samego początku i nawet przez 5 minut nie czułam się rozczarowana. Pierwszym miejscem, które odwiedziliśmy było miasteczko z koralowca- Altos de Chavon, które mnie zauroczyło, wąskie uliczki, piękne widoki tworzą tutaj niesamowity klimat. Następnie skierowaliśmy się do przystani w Casa de Campo (taka enklawa dla milionerów) gdzie zajęliśmy miejsca na pokładzie łodzi motorowych i właśnie w tym momencie rozpoczęła się nasza przygoda :-) Po raz pierwszy miałam przyjemność płynąć taką łodzią i było to dla mnie wspaniałe przeżycie, prędkość, wiatr we włosach, rozpryskująca się woda i głośna muzyka, och mogłabym to powtórzyć :-) Celem podróży była plaża na wyspie Saona, ale nim tam dotarliśmy zatrzymaliśmy się między innymi w Mano Juan. W tej kolorowej wiosce mieszka sympatyczny Dominikańczyk, który próbuje zwiększyć populację żółwi, oczywiście udaliśmy się do niego i nawet trzymałam na ręce takiego 2-3 dniowego żółwika. Najciekawszy dla mnie postój odbył się w Piscina Natural, jest to największa wanna Karaibów, właśnie tutaj nadarzyła się okazja do wykorzystania mojego sprzętu do snorkelingu i do zrobienia zdjęć z najprawdziwszą w świecie rozgwiazdą. Na sam koniec udaliśmy się na rajską plażę Sueno del Caribe, by w cieniu palm napić się rumu z colą i popływać w ciepłych wodach morza Karaibskiego.

Altos de Chavon


Piscina Natural

Wioska Mano Juan
Saona rajska plaża

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz