sobota, 1 lutego 2014

Wenecja i Lazurowe Wybrzeże- autem z dzieckiem na pokładzie

POCZĄTEK

Po małych przebojach, po przeanalizowaniu wszystkich za i przeciw udało się nam wyjechać na wakacje i dotrzeć do naszego pierwszego postoju- do Wenecji. Droga była długa i męcząca, ale rekompensatą były piękne krajobrazy, które mijaliśmy. Niestety z pierwszego etapu podróży brak jakichkolwiek zdjęć, bo okazało się, że w aparacie był rozładowany akumulator.
Początkowo planowaliśmy wyjazd na godzinę 3:00, jednak uznaliśmy, że wyjedziemy wcześniej i już o 21:00 8.06.2013 rozpoczęła się nasza wyprawa. W mgnieniu oka pokonaliśmy odcinek do granicy z Czechami. W Czechach szybko okazało się, że nocna jazda nie jest aż taka przyjemna jak nam się wydawało, zwłaszcza jak się wcześniej nie spało, więc obowiązkowo za Brnem zatrzymaliśmy się na 2,5 godzinną drzemkę, dzięki której nabraliśmy sił do dalszej jazdy i dłuższe postoje nie były już potrzebne. Droga przez Austrię ciągnęła się niemiłosiernie, choć trzeba przyznać, że kraj bardzo ciekawy, zielony i górzysty. Nam jednak śpieszno było do Włoch by móc zatrzymać się na pyszną włoską kawę :-) Granicę przekroczyliśmy w okolicach Tarviso, koło godziny 13:00 byliśmy już w Mestrze u Gianniego.
Po ulokowaniu się w pokoju i krótkiej przerwie na oddech wsiedliśmy na rowery i ruszyliśmy na mały rekonesans i na obiad. Mestre to spokojne, zwyczajne miasteczko, niczym szczególnie się nie wyróżniające, oddalone od Wenecji około 20 minut autobusem (przystanek mieliśmy tuż za rogiem). Szybko udało się nam znaleźć przyjemną restaurację, zdążyliśmy tuż przed sjestą. Zamówiliśmy szybciutko na wynos dwie pizze, które ze smakiem zjedliśmy w ogrodzie. Po jakże zadowalającym posiłku ruszyliśmy w kierunku Wenecji.

09-10.06.2013 Wenecja

Wenecja robi naprawdę bardzo pozytywne wrażenie, piękne miasto, które warto zobaczyć chociaż raz. My mieliśmy takie szczęście, że mogliśmy w Wenecji spędzić dwa dni, w związku z tym skorzystaliśmy z okazji i  włóczyliśmy się po jej uliczkach, chłonąc niezwykły klimat jaki tam panuje. Wszelkie pogłoski na temat odoru jaki unosi się nad miastem w naszym przypadku się nie sprawdziły. Uliczki są dobrze oznaczone, często można natrafić na kierunkowskazy odsyłające na Plac Św. Marka i na Most Rialto. Oczywiście my również skorzystaliśmy z ich pomocy, niestety w wyniku ulewy jaka nas dopadła, w pierwszy dzień udało się nam dotrzeć tylko do mostu Rialto. Przemoczeni do suchej nitki wróciliśmy do Mestre, by rano znów tutaj powrócić. Drugiego dnia nasze pierwsze kroki skierowaliśmy do przystani Vaporetto, kupiliśmy bilety (7 euro od osoby) i wsiedliśmy na pokład Vaporetto linii nr 1, który płynie po Canale Grande. Wycieczka ta była strzałem w 10 i bardzo dobrym sposobem na zwiedzanie miasta. Wysiedliśmy w pobliżu Placu Św. Marka, udaliśmy się w kierunku Pałacu Dożów i Bazyliki Św. Marka, która niestety częściowo była zasłonięta z powodu renowacji. Tomek stanął w kolejce na wieżę, a ja z Wiką spacerowałam po placu. Bilet wstępu na wieżę to koszt 8 euro, z jej szczytu rozciąga się przepiękny widok na całą Wenecję. Następnie udaliśmy się w kierunku Mostu Rialto, wcześniej zaopatrując się w wenecką maskę i magnesy na lodówkę. Wika nie zważając na nic i na nikogo usnęła w moich ramionach i przespała na naszych rękach około dwie godziny, no cóż pora drzemki to pora drzemki :-) Piękna pogoda przyczyniła się do tego, że do Mestre wróciliśmy dopiero późnym popołudniem, by odpocząć przed kolejnym dniem spędzonym w samochodzie.

Pierwsze spotkanie z Wenecją
Plac Św. Marka


Canal Grande


Most Rialto




Nasz pokój w Mestrze

11.06.2013 Jedziemy do Ramatuelle

Nasz pobyt w Wenecji dobiegł końca, o godzinie 12:00 wyjechaliśmy w kierunku Lazurowego Wybrzeża do Ramatuelle. Podróż minęła nam bardzo przyjemnie, po pierwsze dlatego, że jechaliśmy przez Włochy, które zdecydowanie są naszym ulubionym krajem, a po drugie dlatego, że trasa biegła przez długi czas wzdłuż wybrzeża. Do Ramatuelle dojechaliśmy pod wieczór, dom znajduje się pomiędzy winnicami, z pięknym widokiem na morze oraz na miasteczko. Trzeba przyznać, że ten widok jest niezwykle kojący.

No to jedziemy
Winnice
Nasze lokum

12.06.2013 Plaża Pampelonne i Saint Tropez

Dzisiejszy dzień był niezwykle intensywny, zaraz po śniadaniu wybraliśmy się rowerami, wraz z Nadią, na plażę Pampelonne (najbardziej znaną plażę na Lazurowym Wybrzeżu). Dziewczynki pięknie bawiły się w wykopanym przez Tomka dole, nawiasem mówiąc bardzo dobry sposób na to, żeby dzieci nie zniknęły z pola widzenia :-) Popołudnie spędziliśmy w Saint Tropez, poszliśmy do centrum na najlepsze lody na Cote d'Azur. Saint Tropez to bardzo ładne miasteczko, w którym bogactwo widać na każdym kroku. Jest też niezwykle zatłoczone, ale o dziwo zupełnie mi to nie przeszkadzało :-)

Na plaży Pampelonne

Saint Tropez

13.06.2013 Plaża l'Escalet

Dzisiejszy dzień również spędziliśmy na plaży, tym razem wybraliśmy się na l'Escalet, które jest po prostu nadzwyczajne. Lazur wody, fale rozbijające się o skały zapierają dech w piersiach. Wzdłuż wybrzeża l'Escalet wiedzie szlak, którym można dojść do licznych mniejszych i większych plaż, zarówno piaszczystych jak i skalistych. My postanowiliśmy pójść na tą najpiękniejszą i było warto :-)

Wybrzeże l'Escalet






15.06.2013 Cavalair

Skoro przyjechaliśmy na Lazurowe Wybrzeże samochodem warto ten fakt wykorzystać, dlatego też postanowiliśmy, że każdy dzień będziemy spędzać na innej plaży. Dzisiejsze popołudnie spędziliśmy w Cavalair, gdzie piasek mieni się srebrnymi drobinkami. Potem oczywiście poszliśmy na lody, o które Wika bardzo głośno się dopominała :-)

Na plaży w Cavalair



Widok na Saint Tropez

16.06.2013 Marineland w Antibes oraz Cannes

Największym oczekiwaniem tegorocznych wakacji była wizyta w Marinelandzie i pokaz orek. Samo oceanarium trochę nas rozczarowało, w naszych wyobrażeniach było piękniejsze i wspanialsze (filmy amerykańskie potrafią namieszać w głowie), ale pokaz orek i delfinów jak najbardziej był na poziomie. Muszę przyznać, że są to bardzo mądre zwierzęta i pokazały nam naprawdę niesamowite show, nawet Tomek oglądał występy z szeroko otwartymi oczami. W Marinelandzie mieliśmy też okazję poznać bliżej pingwiny, w  tym pingwina królewskiego (Wika wybrała sobie w sklepie z pamiątkami takiego właśnie pluszaka), niedźwiedzie polarne, które są wręcz oszałamiające, olbrzymie lwy morskie, płaszczki i inne rybki, a także rekiny, z którymi mieliśmy bliższe spotkanie w tunelu przechodzącym przez ich basen. Ogólnie rzecz ujmując w Marinelandzie było bardzo fajnie i jak najbardziej warto było wydać na bilet 38 euro, chociażby dla samych orek :-)
Następnie wybraliśmy się do Cannes, w końcu taka mała gwiazda jak Wiki musiała tam postawić swoje nóżki ;-) Miasto urocze, piękna plaża, port i oczywiście ogrom ludzi. Słynny Pałac Festiwalowy zupełnie nieciekawy, a i Aleja Gwiazd nie zrobiła na nas wrażenia. Jedynie olbrzymi odcisk dłoni Sylvestra Stallone był czymś interesującym. Po dniu pełnym wrażeń powróciliśmy do Ramatuelle.

Pokaz orek



W tunelu z rekinami
Pokaz delfinów
Miś polarny
W Cannes

17.06.2013 L'Escalet i Ramatuelle

Nasze wakacyjne dni upływały nam pod znakiem słońca, po raz kolejny wybraliśmy się na wybrzeże l'Escalet, by na jednej z malutkich plaż odpocząć sobie w spokoju. Dziewczynki zajęły się oczywiście zabawą w piasku, a my nawet próbowaliśmy snorkelingu. Popołudnie spędziliśmy w przecudnym Ramatuelle, które zachowało swój prowansalski klimat. Miasto znajduje się na wzgórzu, dlatego też może pochwalić się piękną panoramą na okolicę. Spacer po Ramatuelle był przyjemnością.


W Ramatuelle 


18.06.2013 Plac targowy w Saint Tropez oraz Allo Pizza

Będąc we Francji warto wybrać się na ich znane w świecie les marches (Place Targowe), na których można kupić po prostu wszystko, począwszy od lokalnych serów i win, skończywszy na biżuterii, torebkach i odzieży. W tym dniu odbywał się taki plac targowy w Saint Tropez usytuowany na placu Des Lices. Oczywiście wybrałam się na niego z wielką ochotą i nie wróciłam stamtąd z pustymi rękami. Zgodnie z moimi wcześniejszymi założeniami zaopatrzyłam się w prowansalskie mydełka, woreczki z lawendą, owoce oraz zioła prowansalskie.
Wieczorem dokonaliśmy niezwykłego odkrycia, jakim okazała się pizzeria Allo Pizza w Saint Tropez (czynna przez cały rok od 18:30 do północy). Ten niepozorny lokal serwujący przepyszną pizzę z pieca opalanego drewnem, stworzony został w przyczepie kempingowej. Pizza godna polecenia, tym bardziej że trzeba ją zjeść w plenerze. Od tego wieczoru do końca naszego pobytu byliśmy jej stałymi klientami.

Popołudniowy relaks z Ramatuelle w tle
Allo pizza !!!


19.06.2013 Port Grimaut- Franuska Wenecja

Francuzi mają swoją Statuę Wolności, która znajduje się w Paryżu nad Sekwaną, mają też swoją Wenecję, jest nim Port Grimaut. W porównaniu do prawdziwej włoskiej Wenecji Port Grimaut jest znacznie mniejszy, ale bardzo ładny. Za 1 euro można wejść na wieże zegarową i zobaczyć miasteczko z góry, widok zapiera dech. Nasz dzień spędziliśmy właśnie tutaj, a konkretnie na znajdującej się tuż obok plaży. Wika przełamała swój strach przed morską wodą i z ogromną radością chlapała się w morzu i uciekała przed falami. 

Port Grimaut


20.06.2013 La Croix Valmer

Na Lazurowym Wybrzeżu po raz pierwszy byłam 10 lat temu, wtedy jako jeune fille au-pair razem ze swoją francuską rodziną przyjechałam właśnie do La Croix Valmer. W związku z tym musiałam odbyć podróż sentymentalną i przejść się po tej samej plaży co przed laty oraz zobaczyć hotel, w którym mieszkaliśmy.
Plaża w La Croix Valmer okazała się najbardziej zadbaną plażą, na której do tej pory byliśmy, do tego woda w morzu była bardzo ciepła. Wika miała mega radochę gdy zakopaliśmy ją w piasku, a ja miałam okazję powspominać stare czasy.



23-24.06.2013 Powrót do domu

Ostatnie nasze dni spędziliśmy nie oddalając się zbytnio od Rmatuelle.  Żegnając się z Lazurowym Wybrzeżem wybraliśmy się po raz kolejny na plażę l'Escalet. Nasz powrót do domu zaplanowaliśmy na niedzielę i podzieliliśmy go na dwa etapy, z noclegiem we włoskim miasteczku Udine. Nauczeni doświadczeniami położyliśmy się wcześnie spać i w drogę wyruszyliśmy o 3 nad ranem. Pierwszy odcinek naszej trasy przeleciał nam bardzo szybko, powrót do Polski okazał się zdecydowanie bardziej nużący, dlatego, że praktycznie zaraz po przekroczeniu granicy z Austrią zaczął padać bardzo mocny deszcz. Tak więc szybko zderzyliśmy się z szarą rzeczywistością. Wika zadziwiła nas swoją cierpliwością i pogodą ducha, była bardzo dzielna i nie narzekała, że przez taki długi czas musi siedzieć uwięziona w foteliku. Tablet z bajkami też w tym nam trochę pomógł.

Zestaw małego podróżnika :-)

PODSUMOWANIE

Podsumowując nasze wakacje mogę powiedzieć, że były bardzo udane, odpoczęliśmy, naładowaliśmy akumulatory, wytworzyliśmy odpowiednią ilość wit. D3 i nacieszyliśmy oczy pięknymi widokami. Mimo, że do pokonania mieliśmy ponad 1700 km w jedną stronę, podróż autem z dzieckiem na pokładzie poszła sprawnie i bez większych problemów (nie będę nic wspominać o zerwanym zawieszeniu w drodze powrotnej do Polski ;-) ) Za jakiś czas zaczniemy planować nasze kolejne wakacje, ale tym razem chcemy wybrać się do Włoch, może na Sycylię? 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz