wtorek, 10 czerwca 2014

Tianjin i jego uroki

Tianjin to blisko 4 milionowa metropolia położona około 120 km od Pekinu. To miasto o dwóch twarzach, składa się z głównego obszaru miejskiego, do którego zalicza się między innymi Downtown oraz z nowego obszaru miejskiego jakim jest Binhai. W Tianjin Binhai znajduje się specjalna strefa ekonomiczna, w której swe siedziby mają największe firmy świata, między innymi ta w której pracuję, w związku z tym najwięcej czasu spędziłam właśnie tutaj. Oczywiście w moim napiętym grafiku znalazł się też czas na wycieczkę do Downtown.

Old Culture Street w Downtwon
Tianjin Binhai New Area
Binhai to przede wszystkim wieżowce, biurowce oraz place budowy. Pomiędzy tym wszystkim znajduje się parę ciekawych miejsc, w których można zrobić fajne zakupy bądź pospacerować. Niedaleko naszego hotelu znajdowała się ulica, na której odkryłyśmy nasz ulubiony sklep z herbatami Tenfu's Tea oraz z chińskimi pałeczkami. Sklep z herbatami odwiedziłam kilkakrotnie i za każdym razem coś kupiłam, począwszy od przepysznej zielonej herbaty (50 juanów i 137 juanów), poprzez herbatę jaśminową (60 juanów), skończywszy na ciastkach z farszem z zielonej herbaty (40 juanów). Sklep z pałeczkami również mnie zachwycił i z pustymi rękami z niego nie wyszłam. Wybór pałeczek był tak olbrzymi, że trudno było się zdecydować, najpiękniej prezentowały się pałeczki z drzewa hebanowego, ale i cena była odpowiednia (od 200 juanów za komplet), ja zdecydowałam się na pałeczki z drzewa sandałowego (38 juanów) oraz pałeczki drewniane z chińskimi symbolami (25 juanów). Na mojej liście zakupów były również przyprawy, niestety zakup przypraw nie był taki prosty jakby się mogło wydawać, bo wszystkie opisy na opakowaniach były w języku chińskim. Na szczęście udało mi się co nie co rozszyfrować i do domu wróciłam z pieprzem syczuańskim, suszonymi papryczkami chili (są tak ostre że nawet mąż nie daje rady) oraz z przyprawą pięć smaków.

Tenfu's Tea


Bardzo miłym odkryciem był park mieszczący się po drugiej stronie ulicy, tuż obok hotelu, charakterem przypominał mi on nasze krakowskie Błonia. Na terenie parku chińskie dzieci uczyły się jeździć na rolkach. Był to jeden z niewielu w tym mieście skrawków zieleni, w związku z tym przyjezdni chętnie uprawiali tam jogging. Wieczorną porą można było podziwiać pięknie oświetlone okoliczne budynki.







Bardzo ciekawym zjawiskiem była kultura jazdy autem oraz kultura przechodzenia pieszych przez jezdnię. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to to, że taksówki mają pierwszeństwo, a nawet jak nie mają to i tak spróbują to pierwszeństwo wymusić. Generalnie taksówkami przemieszczałyśmy się codziennie, a prawie wcale nie stałyśmy w korkach, które tak bardzo charakterystyczne są dla naszych polskich miast. Chiński taksówkarz wymusza na trzeciego, trąbi (klakson ma umieszczony w drążku do zmieniania biegów bądź przy kierownicy), mija inne auta korzystając z pasa do przeciwnego kierunku jazdy i o dziwo nie widziałyśmy ani jeden stłuczki z udziałem taksówki. Dodatkowym zdziwieniem było to, że w chińskich taksówkach nie ma z tyłu pasów bezpieczeństwa, więc każdy kurs był dla nas pewnego rodzaju przygodą ;-) Koszt taksówki jest niewielki, za pierwsze trzy kilometry jedyne 8 juanów, każdy kolejny kilometr to 1,70 juana, jeśli rachunek wynosił powiedzmy 11,40 to należało zapłacić 13 juanów, a jeśli 13,10 to 14 juanów. Przez cały pobyt nie udało nam się dowiedzieć dlaczego akurat taki jest sposób płacenia, ale bez najmniejszego problemu przyjęłyśmy go do wiadomości :-)
Co do kultury przechodzenia pieszych przez jezdnię to wygląda to mniej więcej tak, czy zielone światło czy czerwone piesi i tak przechodzą przez pasy, a auta jadą przed siebie :-) Na nielicznych przejściach dla pieszych była sygnalizacja (respektowana chyba tylko przez obcokrajowców), w większości przypadków trzeba było patrzeć na światła dla aut i tym się sugerować wkraczając na pasy, a na pasach trzeba było mieć oczy dookoła głowy, bo auta skręcające w prawo bądź w lewo miały oczywiście pierwszeństwo :-)


Wracając do atrakcji regionu Binhai, w drugim tygodniu naszego pobytu (pomimo deszczowej pogody) wybrałyśmy się do Ancient Town. Niestety okazało się, że nic się tam nie dzieje, większość lokali była pozamykana, a szkoda bo prezentowało się to wszystko bardzo ciekawie.

W Ancient Town



W następnym dniu wybrałyśmy się do Tianjin Downtown. Naszym celem była Old Culture Street. Ulica ta została stworzona na stary chiński styl, z myślą o turystach. Było to idealne miejsce na zakup chińskich pamiątek. Nie jestem fanką tandety, ale tam udało mi się znaleźć naprawdę ładne rzeczy, między innymi przepiękny wachlarz, który teraz zdobi mój salon, misia pandę obiecanego mojej córce, piękny latawiec w kształcie ptaka ręcznie wykonany (jeszcze nie przetestowany) oraz lalkę w tradycyjnym chińskim stroju. To miejsce mimo swojej banalności oczarowało mnie i bardzo mi się tam podobało, było kolorowo, tłumnie i można było znaleźć tam po prostu wszystko.

Old Culture Street w Tianjin











Po szalonych zakupach udałyśmy się na spacer w kierunku Tianjin Eye. Podczas tego spaceru miałyśmy okazję przyjrzeć się życiu mieszkańców, ocenić ich modę i styl. Chińska moda znacznie różni się od europejskiej, na czasie są buty na wysokich koturnach tzw. platformy, często są one upstrzone złotymi elementami. Chińskie kobiety do wszystkich rodzajów butów zakładają skarpetki, czasem mocno rzucające się w oczy, zwłaszcza gdy te skarpetki idą w parze ze szpilkami :-) Makijaż jest rzadkością, w drogeriach prym wiodą kosmetyki wybielające, farbowana blondynka w Chinach będzie mieć nie lada problem, gdyż w sprzedaży nie ma farby w kolorze blond, jedynie co udało nam się wypatrzeć to farba w kolorze słomkowo- złotym . Dla podkreślenia swojego statusu Chińczycy zapuszczają długi pazur na małym palcu u dłoni, oznacza to, że nie wykonują oni pracy fizycznej. Cechą charakterystyczną dla Chińczyków jest również to, że nie znają oni zasad pierwszeństwa, do metra, autobusu, pociągu ładują się od razu gdy tylko ów środek komunikacji otworzy drzwi, nie pozwalając tym sposobem wysiąść innym. Na porządku dziennym są wszelkie przepychanki, trącanie ręką, wpychanie się do kolejki, od taki sposób funkcjonowania w kraju w którym żyje tyle ludzi. Dla obcokrajowców dużym zdziwieniem może być również internetowa cenzura. Bardzo dużo stron internetowych w Chinach po prostu nie działa m.in. Facebook, Gmail czy blogi oparte o blogspota. Chińczycy mają swoje własne odpowiedniki znanych na całym świecie portali. Bardzo ciekawe jest także to w jaki sposób Chińczycy widzą mapę świata. Chiny nazywane są Państwem Środka, w związku z tym na chińskiej mapie świata ich kraj znajduje się dokładnie po środku, a obie Ameryki z prawej strony.

Pomimo różnic i kontrastów pomiędzy naszą kulturą, a chińską, mimo specyficznej kuchni, której niestety nie jestem fanką, pobyt w Chinach był dla mnie bardzo udany i był niesamowitym przeżyciem. Cieszę się, że w wirze pracy udało mi się poznać choć trochę ten kraj, cieszę się, że dzięki temu wyjazdowi udało mi się zawrzeć nowe przyjaźnie. Żałuję, że nie dało się wydłużyć doby, żeby zobaczyć jeszcze więcej i jeszcze więcej poznać, bo naprawdę warto. Pekin mnie oczarował, Mur Chiński powalił na kolana, a Tianjin zawsze będzie kojarzyć mi się z pyszną zieloną herbatą.






Mapa świata w oczach Chińczyków
Chińskie pieniądze

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz