sobota, 2 sierpnia 2014

Dwa dni w Izraelu- Jerozolima i Betlejem

Ostatnie wydarzenia, które mają miejsce w Izraelu, spowodowały, że wspomnieniami powróciłam do mojej krótkiej, bo tylko dwudniowej, wizyty w tym jakże interesującym kraju. Bardzo mi smutno, że w miejscu, które jest niezwykle ciekawe, gdzie przeplata się historia kilku ważnych religii świata dochodzi do tak dramatycznych posunięć. W związku z tym, że nie wiele mogę z tym zrobić, a coś zrobić bym chciała, postanowiłam, że napiszę kilka słów o tym co tam odkryłam, a było to naprawdę piękne.
Do Izraela, a konkretnie do Jerozolimy i Betlejem, trafiłam w ramach wycieczki fakultatywnej podczas mojego pobytu w Egipcie. Byłam niesamowicie ciekawa tego co tam zobaczę i napawało mnie to bardzo dużą dozą entuzjazmu. Od razu na wstępie mogę stwierdzić, że dwa dni to stanowczo za mało, żeby móc nacieszyć się atmosferą jaka tam panuje, ale wystarczająco dużo, by chcieć tam kiedyś powrócić.

Naszym punktem startowym było Sharm el Sheikh, w związku z tym dojazd do granicy egipsko-izraelskiej zajął nam trochę czasu, potem nastąpiło jakże intrygujące przekroczenie granicy Izraela. Po raz pierwszy spotkałam się z tak trudną procedurą graniczną. Nim pierwsze osoby podeszły ze swoimi paszportami otrzymaliśmy informację, aby w żaden sposób nie prowokować celników granicznych, odpowiadać na zadawane pytania i zachowywać się spokojnie, bo inaczej mogą nas nie wpuścić do swojego kraju. Jeszcze przed wyjazdem z Polski dowiedzieliśmy się, że posiadanie w paszporcie pieczątek pochodzących z krajów nieprzychylnych Izraelowi (m.in Syria, Iran, Sudan, Liban) może być również powodem cofnięcia na granicy. Po upływie kilkudziesięciu minut udało nam się wejść na teren Izraela, gdzie czekał na nas autokar na ichniejszych tablicach rejestracyjnych. 
Po kolejnych kilkudziesięciu minutach dojechaliśmy do naszego pierwszego celu, do Jerozolimy. Nasze kroki skierowaliśmy na Górę Oliwną, z której to można podziwiać niezwykłą panoramę Miasta Trzech Religii. W oczy od razu rzuca się złota Kopułka na Skale, która jest najbardziej efektownym elementem Wzgórza Świątynnego. Wzgórze to jest bardzo ważne za równo dla chrześcijan, żydów jak i muzułmanów. Według pierwszych dwóch religii właśnie w tym miejscu Abraham miał złożyć ofiarę w postaci własnego syna, muzułmanie zaś wierzą, że Mahomet został tutaj wzięty do nieba. Kolejny punkt programu obejmował Ogrójec oraz Bazylikę Narodów.

Stara Jerozolima widziana ze szczytu Góry Oliwnej



Ogrójec
Bazylika Narodów
Po krótkiej przerwie na lunch udaliśmy się w stronę starego miasta. Na jego teren można wejść przekraczając jedną z 7 bram, 8 brama Złota została zamurowana za czasów Sułtana Sulejmana (XVI w.). Brama Damasceńska, Heroda oraz Lwów prowadzą do dzielnicy muzułmańskiej, następnie mamy Bramę Gnojną, która prowadzi pod Ścianę Płaczu, Bramę Dawida, która jest głównym wejściem na teren dzielnicy żydowskiej, Bramę Jafy oraz Bramę Nową, która prowadzi do dzielnicy chrześcijańskiej. My wybraliśmy Bramę Lwów, z pod której udaliśmy się na Via Dolorosa, czyli Drogę Krzyżową. Ta jakże znana Droga, która początek swój ma w dzielnicy muzułmańskiej, to ciąg wąskich i krętych uliczek, niezwykle urokliwych i klimatycznych. Po obu jej stronach znajdują się liczne stragany i sklepiki, pomiędzy którymi przeciskają się rzesze pielgrzymów. Via Dolorosa swój koniec ma w Bazylice Grobu Świętego, gdzie mieszczą się ostatnie stacje. Pieczę nad bazyliką sprawują przedstawiciele różnych chrześcijańskich wyznań. W jej wnętrzu oczywiście jest niesamowicie tłoczno, a do Grobu Chrystusa trzeba ustawić się w kolejce.


Uliczki Starego Miasta Jerozolima





Golgota
Na koniec dnia udaliśmy się pod  Ścianę Płaczu, zwaną także Ścianą Zachodnią. Dla narodu żydowskiego to najważniejsze miejsce, świętość religijna. Plac przed Ścianą Płaczu podzielony został na dwie części dla kobiet i dla mężczyzn, ta dla mężczyzn jest znacznie większa. Mężczyźni podchodząc pod mur muszą mieć na głowie jarmułkę (można wypożyczyć), zaś kobiety osłonięte ramiona i nogi. Te parę minut, które tutaj spędziłam, to było niesamowite przeżycie, z ogromnym podziwem obserwowałam z jaką pasją przebywające tam osoby odmawiały swoje modlitwy, najbardziej zagorzali byli oczywiście chasydzi, którzy całym ciałem pogrążali się w modlitwach. W szczelinach muru wierni pozostawiają karteczki z modlitwami i prośbami, licząc na to że zostaną wysłuchani. Ja także umieściłam tam swoją wcześniej przygotowaną kartkę. Fascynujące było również to, że osoby które odchodziły od Ściany Płaczu nie odwracały się do niej plecami, wycofywały się przodem do niej i dopiero po pokonaniu pewnego odcinka obracały się w kierunku wyjścia z placu. Nasz przewodnik zapytany o to, powiedział, że taka postawa wynika z ogromnego szacunku do tego miejsca.

Ściana płaczu

Po bardzo intensywnym dniu pełnym pozytywnych wrażeń i emocji udaliśmy się do naszego hotelu. 
Kolejny dzień rozpoczęliśmy wcześnie rano, jeszcze na chwilę powróciliśmy na teren starego miasta. Przekraczając Bramę Dawida udaliśmy się na Górę Syjon do jego grobu. Grób przykryty jest czerwoną płachtą, na której w języku hebrajskim jest napisane: "Dawid, król Izraela, żyje wiecznie".  W tym samym kompleksie znajduje się Wieczernik, w którym odbyła się ostatnia wieczerza. 

Brama Dawida i Grób Dawida
Pomnik Dawida


Z poczuciem niedosytu i z żalem opuściliśmy przecudną Jerozolimę, by dotrzeć do kolejnego bardzo interesującego miejsca jakim jest Betlejem. Miasto to znajduje się na terenie Autonomii Palestyńskiej, obszar ten od Izraela odgrodzony jest murem, który robi piorunujące wrażenie. Mur został zbudowany w 2006 roku przez Izraelczyków, w celu obrony mieszkańców Izraela przed ewentualnymi atakami terrorystycznymi. Za murem czekał na nas nowy autokar, gdyż tym z izraelskimi tablicami nie moglibyśmy poruszać się po terytorium Palestyny. Po kilkunastu minutach dotarliśmy pod bazylikę Narodzenia Pańskiego. Miejsce narodzin Jezusa zostało oznaczone srebrną gwiazdą, która znajduje się w niewielkim, ciasnym pomieszczeniu, do którego przechodzi się przez niewielkie drzwi. Chętnych do zobaczenia gwiazdy oczywiście nie brakuje, w związku z tym nie ma tutaj zbyt wiele czasu na kontemplację, szybka sesja zdjęciowa, krótka chwila na rozejrzenie się dookoła i trzeba przesuwać się dalej.
W Betlejem prócz bazyliki nic więcej nie było nam dane zobaczyć, ale nie był to ostatni punkt naszej wycieczki.

Gołąbek pokoju na murze oddzielającym Izrael od Autonomii Palestyńskiej
Betlejem

Srebrna gwiazda w miejscu narodzin Jezusa


W drodze powrotnej do Egiptu zatrzymaliśmy się jeszcze w Qumran, gdzie odnaleziono zwoje starego testamentu. Ostatnim naszym przystankiem na terenie Izraela było Morze Martwe, relaks w jego wodach, po wyczerpującym zwiedzaniu, jest naprawdę kojący, a wyporność wody tak duża, że rzeczywiście można czytać książkę podczas kąpieli. 

Qumran i grota nr 4 
Podsumowując:
Izrael jest niesamowity i piękny, zaskoczeniem była dla nas pogoda, która zdecydowanie różniła się od tej w Egipcie, było znacznie chłodniej i ciepła kurtka naprawdę się przydała (byłam tam w lutym 2010 roku). Jerozolima ma niepowtarzalny klimat i mówiąc to, nie mam na myśli aspektu religijnego, to miasto ma coś w sobie, że na lata zapada w pamięci. Żałuję, że w tym wspaniałym miejscu spędziłam tak mało czasu, że program wycieczki był tak napięty, że nie było możliwości powłóczyć się po uliczkach starego miasta czy pobuszować po tamtejszych straganach i sklepikach. Wychodzę jednak z założenia, że lepiej powrócić z niedosytem niż przesytem i mieć poczucie, że jeszcze wiele mamy tam do odkrycia. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz