środa, 13 sierpnia 2014

Gorce kolejna odsłona- Turbacz

Po naszym ostatnim wypadzie w Gorce od razu wiedzieliśmy, że w bliższej, bądź dalszej przyszłości, tutaj powrócimy. Gdy w niedzielny poranek obudziły nas ciepłe promienie słońca, a planów jako takich na spędzenie tego dnia nie było, wsiedliśmy do auta i ruszyliśmy do Koninek. Cel był jeden, najwyższy szczyt Gorców- Turbacz (1310 m.n.p.m).

Gorce
Podobnie jak ostatnio, gdy szliśmy na Stare Wierchy, wjechaliśmy kolejką linową na Polanę Tobołów, wjazd oczywiście spotkał się z ogromną falą radości ze strony naszego dziecka. Następnie zielonym szlakiem ruszyliśmy w kierunku Obidowca, a stamtąd czerwonym na Turbacz. Trasa ta w sezonie letnim jest bardzo przyjemna, gdyż wzdłuż niej rośnie pełno krzaków z jagodami, obok których nie da się przejść obojętnie, więc początek naszej wycieczki rozpoczęliśmy od zbierania jagódek. Nasz plastikowy pojemnik na ciasteczka dla Wiki przydał się w tym miejscu idealnie :-) Szlak w kierunku Turbacza nie jest trudny, jedynie odcinek w stronę Obidowca jest męczący, gdyż trzeba wdrapywać się po wysokich stopniach, co dla dziecka może być kłopotliwe, ale z pomocą rodziców nawet schody nie są straszne. Wika zaprawiona w bojach dała radę, a w nagrodę na szczycie Obidowca pochłonęła olbrzymią ilość świeżo zebranych jagód. Po krótkiej przerwie ruszyliśmy dalej. Jak to w górach bywa aura może zmienić się diametralnie i to na dodatek w ułamku sekundy, więc wcale nas nie zdziwiło, że piękne słońce zniknęło za parawanem ciężkich, deszczowych chmur. W związku z tym, że byliśmy w połowie drogi pomiędzy Turbaczem, a Polaną Tobołów uznaliśmy, że nie będziemy zawracać, tylko spróbujemy dotrzeć do celu i tam przeczekać załamanie pogody. Zaczęło kropić, z minuty na minutę deszcz nabierał na sile, więc trzeba było gdzieś go przeczekać, schronienie zapewniły nam gęste gałęzie świerków, które musieliśmy niestety opuścić gdy usłyszeliśmy pierwsze grzmoty. Na szczęście nie rozpadało się na dobre, a ścieżka wiodła przez las, dzięki czemu spadające na nas krople deszczu nie były utrapieniem. Tempo naszego marszu znacznie się zwiększyło, gdyż próbowaliśmy uciec przed goniącą nas zawzięcie burzą. Kilometr od schroniska na Turbaczu burza zrównała się z nami, przez chwilę było groźnie, gdy zaczęło się błyskać, a grzmoty stawały się coraz mocniejsze. Udało nam się jednak bez uszczerbku na zdrowiu dotrzeć do celu i ku naszemu szczęściu znaleźć w środku wolną ławkę przy stole. Ludzi było bardzo dużo, co nas niesamowicie zaskoczyło, bo idąc tutaj, mijaliśmy niewielką ilość turystów, najwidoczniej wszyscy inni wybrali popularniejszy szlak. Prawdopodobnie świadomość małego skomplikowania na trasie spowodowała, że niektóre osoby przesadziły z ilością wypitego w schronisku alkoholu. Po raz pierwszy spotkałam się z czymś takim i było to mega oburzające i bardzo zepsuło nam wrażenia z tego miejsca. Gdy tylko stwierdziliśmy, że pogoda uspokoiła się na tyle, że będziemy mogli bezpiecznie udać się w drogę powrotną od razu ruszyliśmy w stronę Polany Tobołów. Z parującej wody gdzie nie gdzie utworzyły się mgiełki, co w połączeniu z odbijającym się od ściany drzew echem tworzyło wyjątkowy klimat. Podsumowując: pomimo dość szokującego zachowania niektórych turystów pod schroniskiem, mimo kapryśnej pogody, uważamy naszą wyprawę za udaną, Wika zdobyła kolejną pieczątkę w swojej książeczce, a nam na długo zostanie w pamięci dreszczyk emocji jaki poczuliśmy gdy nad naszymi głowami zaczęło się błyskać.

Windą do nieba...
Jagodowy uśmiech

W drodze zawsze razem

Szałasowy Ołtarz

Schronisko Górskie PTTK na Turbaczu



Najlepsze miejsce na wywoływanie echa :-)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz