wtorek, 27 grudnia 2016

Smakowanie Barcelony- na targu La Boqueria

Smakowanie Barcelony oraz oddawanie się wszelkim kulinarnym przyjemnością to był jeden z głównych elementów naszej grudniowej podróży. Do tej pory nasza wiedza na temat hiszpańskiej kuchni była mocno ograniczona, miasto Gaudiego otworzyło jednak przed nami zupełnie nowe drzwi, do świata w którym dominują owoce morza, cudownie pachnące ryby i niezliczone ilości owoców. 
By poczuć się jak w raju wystarczy udać się na targ La Boqueria. Miejsce to odwiedzają głównie turyści, w końcu znajduje się ono przy La Rambli, ale Barcelończycy także chętnie tam zaglądają i z pasją przebierają pomiędzy świeżymi rybami, krewetkami, czy różnego rodzaju muszlami. 


La Boqueria to targ spożywczy, na którym prócz ryb, czy owoców morza, można kupić także owoce, warzywa, sery, a nawet mięso. Targ jest niezwykle barwny, a w powietrzu unosi się miks przeróżnych zapachów, pomiędzy tym wszystkim nie brakuje oczywiście typowego targowego gwaru. Na straganach panuje ład i porządek, a oferowane produkty są pięknie ułożone, świeże i wystarczy na nie spojrzeć a ślinka sama napływa do ust.


Na stoiskach rybnych trzeba uważać na jeszcze żywe kraby, czy krewetki oraz na olbrzymie ryby z otwartymi paszczami ;-) A gdy już napatrzymy się na te wszystkie cuda, to koniecznie zatrzymajmy się przy którymś ze stanowisk oferujących już gotowe dania. Smażone kalmary, czy ośmiorniczki najlepiej smakują właśnie tutaj. 






Pyszne ośmiorniczki :-)

La Boqueria to także targ owocowo- warzywny. Niektóre owoce były dla nas dużą zagadką, ale nie brakowało też takich których smaki znamy i uwielbiamy. Papaje, pitaje, ananasy, melony, arbuzy, kokosy, mango, pomarańcze, figi umilały nam każdy dzień. Do tego nie mogło zabraknąć przepysznych owocowych koktajli. 





Pitaja- smoczy owoc




Bardzo spodobał nam się także patent serów zawiniętych w rożek, które można było zabrać ze sobą wszędzie i które idealnie sprawdzały się jako mała przekąska pomiędzy posiłkami ;-)


Spacerując po La Boqueria nie mogliśmy wyjść z podziwu, że nawet stoisko z jajkami wygląda tu niezwykle malowniczo. 


  

La Boqueria to największy targ w Barcelonie, który tętni życiem od samego rana do wieczora. Będąc na La Rambli po prostu nie można go pominąć, a to co zastaniemy na miejscu przejdzie nasze najśmielsze oczekiwania. Dla nas targ to serce odwiedzanego miejsca, na którym możemy poznać nie tylko lokalne przysmaki, ale także przyjrzeć się życiu mieszkańców. La Boqueria oczarował nas niepowtarzalnym klimatem i niezapomnianymi smakami.

Pozostałe wpisy dotyczące Barcelony:

wtorek, 20 grudnia 2016

Barcelona z dzieckiem- informacje praktyczne

Barcelona to kolejne miasto Europy, które znalazło się na naszej liście "must see". Dlatego też, to właśnie stolicę Katalonii wybraliśmy jako miejsce naszych ostatnich wojaży w tym roku. Mimo, że Hiszpania kojarzona jest przede wszystkim ze słońcem, my udaliśmy się tam w okresie przedświątecznej, bożonarodzeniowej gorączki i mimo, że kąpiele w cudownym morzu nie były możliwe spędziliśmy w Barcelonie cztery fantastyczne dni, podczas których nie brakło chwil spędzonych na barcelońskiej plaży.


Jak dolecieć do Barcelony?
Do Barcelony można dostać się tanimi liniami lotniczymi, za równo ryanair jak i wizzair od lat mają to miasto w swojej siatce połączeń. Zasadnicza różnica to lotnisko docelowe, na którym obie te linie lądują. Rynair lata do Girony, która oddalona jest o ok 100 km od Barcelony, zaś wizzair wybrał główne lotnisko, czyli Barcelonę El Prat, które od centrum oddalone jest tylko o ok. 12 km. My zdecydowaliśmy się na połączenie z Katowic wizzairem, a najważniejszym argumentem "za" był krótki transfer z lotniska.

Jak dostać się z lotniska El Prat do centrum miasta?
Bliska odległość lotniska od centrum miasta daje wiele możliwości dojazdu do niego. A więc do wyboru mamy:
* pociąg (lina R2), to najtańsze rozwiązanie, gdyż możemy z niego skorzystać zakupując zwykły bilet na komunikację miejską, bądź wykorzystać do tego celu bilet T10. Pociąg odjeżdża z terminalu T2, do którego poprowadzą nas znajdujące się na lotnisku oznaczenia. Bilet na pociąg można kupić w automacie znajdującym się na peronie (płatność gotówką lub kartą), bądź w kasie. Linią R2 możemy dostać się miedzy innymi do:
- Barcelona - Sants
- Barcelona - Passeig de Gracia
- Barcelona - El Clot Aragó
Na wszystkich tych stacjach można przesiąść się na metro.
* metro, z lotniska do miasta można dojechać linią L9 Sud, która ma swoją stację za równo przy terminalu T1 jak i T2. By skorzystać z tego połączenia trzeba zakupić specjalny bilet w cenie 4,50e, te na komunikację miejską na tej trasie nie obowiązują. Bilet można zakupić w automacie biletowym znajdującym się na stacji metra. 
* Aerobus, odjeżdża także z pod obu terminali. Łączy lotnisko z Placem d'Espanya oraz Placem de Catalunya. Dojazd do miasta zajmuje średnio 30 minut. Bilet w cenie 5,90e można zakupić online, ważny jest wówczas przez rok od daty zakupu, w automatach biletowych (płatność tylko kartą VISA lub Mastercard), u kierowcy (płatność tylko gotówką). Dzieci do 4 roku życia podróżują za darmo.
Z Placu Catalunya pierwszy autobus na terminal T2 odjeżdża o 5 rano i jeździ do godziny 00:30 co 10 minut, zaś z lotniska do Barcelony odjeżdża o 05:35 i kursuje do 1 w nocy, także co 10 minut. 
* taksówka, to oczywiście najbardziej kosztowny sposób dotarcia do miasta, by z niej skorzystać wystarczy wyjść przed terminal w hali przylotów. Średni koszt przejazdu taksówką to około 30 euro. Największy plus, dowiezie nas pod wskazany adres bez zbędnych przesiadek.


Jak poruszać się po Barcelonie? Bilety na komunikację
Barcelona ma bardzo dobrze rozwiniętą sieć transportu publicznego. Obejmuje ona kilka linii metra, autobusy, tramwaje, pociągi podmiejskie oraz funicular na Wzgórze Montjuïc. Do wyboru mamy przeróżne opcje biletów komunikacyjnych:
* bilet jednorazowy, jest to bilet na jeden przejazd danym środkiem transportu, np metrem.
* T-10, bilet na 10 przejazdów, może być skasowany dla więcej niż jednej osoby, ważny jest przez 75 minut. Jest to bilet zintegrowany, co oznacza że można na nim przesiadać się na inne środki transportu i kontynuować podróż, jeśli jednak opuścimy metro i ponownie do niego wrócimy w przeciągu tych 75 minut, to nie jest to traktowane jak kontynuacja podróży, tylko jak rozpoczęcie nowej. Biletu tego nie można wykorzystać na przejazd metrem z lotniska.
* T-Dia, to karta dla jednej osoby, ważna przez jeden dzień, dająca możliwość przemieszczania się wszystkimi środkami transportu bez żadnych limitów, upoważnia także do przejazdu z i na lotnisko.
* Hola BCN to karta dla jednej osoby ważna przez 2, 3, 4 lub 5 dni kalendarzowych od momentu jej skasowania. Karta ta upoważnia do przejazdu z i na lotnisko oraz do nieograniczonych przejazdów wszystkimi środkami transportu przez czas jej ważności. 
Więcej na temat biletów oraz ceny można znaleźć tutaj.


Gdzie nocować?
Tym razem wybraliśmy hotel z oferty booking.com. SB Iceria Barcelona znajduje się w cichej i spokojniej okolicy, na terenie dawnej wioski olimpijskiej, niedaleko plaży. Obiekt jest zadbany, dysponuje bardzo dobrą restauracją oraz (co dla naszej córki było najważniejsze) posiada całkiem sporych rozmiarów jacuzzi, w którym codziennie, o każdej porze dnia, była gorąca woda, więc bez względu na pogodę mogliśmy korzystać z jego uroków. Minusem była duża odległość od metra, do najbliższej stacji dzieliło nas około 700 m oraz problem z wifi w pokoju, którego praktycznie nie było.

Smaki Hiszpanii
Najbardziej znaną potrawą hiszpańskiej kuchni jest oczywiście paella, w przeróżnych kombinacjach. Dla miłośników owoców morza idealną wersją będzie paella marinera lub mixta, dla tych co wolą kurczaka- paella de pollo, znajdzie się również coś dla wegetarian. My polecamy paellę z dodatkiem atramentu z kałamarnicy, na pierwszy rzut oka czarny kolor może działać trochę odpychająco, w rzeczywistości nie ma się jednak czego bać ;-) Bez względu na to na jaką opcję zdecydujemy się, to będąc w Hiszpanii paelli trzeba po prostu skosztować. Barcelona opanowana jest także przez bary serwujące tapas, tapas to nic innego jak drobne przekąski, najczęściej dodawane do zestawu z głównym daniem, ale funkcjonują także jako samodzielna potrawa. Do wyboru mamy olbrzymią ilość przekąsek, najbardziej znane to: banderillas- kanapki z rybą, patatas bravas- ziemniaki smażone podawane z ostrym sosem, chopitos- smażone kalmary, gambas- krewetki, tortilla espanola- tortilla z ziemniaków, pa amb tomaquet- mnie to przypomina włoską bruscettę, butifarra- ostra kiełbaska. Oddając się kulinarnemu szaleństwu nie można zapomnieć o deserze :-) Nam najbardziej przypadły do gustu owocowe soki oraz mix świeżych owoców. Sięgnęliśmy także po typowy kataloński przysmak- crema catalana oraz torro catalan. Nie polecimy w tym miejscu żadnej konkretnej restauracji, gdyż za każdym razem lądowaliśmy w innym miejscu, kierując się zmysłem węchu, jeśli pachniało ładnie i przyjemnie to po prostu wstępowaliśmy do środka. Polecimy za to Targ Boqueria, w którym ja zakochałam się bez pamięci, a owocowe soki śnią mi się po nocach i nie wiem jak ja wytrzymam bez tego miksu smaków.




Jaka będzie pogoda?
Dla wielu osób grudzień może wydawać się niezbyt odpowiednim czasem na wojaże po Hiszpanii, w końcu kraj ten słynie ze wspaniałej linii brzegowej i aż się prosi by przyjechać tutaj latem. My zapragnęliśmy jednak spędzić w Barcelonie nasze święta Bożego Narodzenia, ostatecznie z winy wizzaira z naszych świątecznych planów nic nie wyszło, a że nie mieliśmy zbyt wielkiego wyboru, a szkoda nam było rezygnować z biletów, zdecydowaliśmy się odwiedzić Barcelonę na tydzień przed świętami. Jaka była pogoda? Wspaniała, cudowna i zaskakująca. 15 st C taką średnią temperaturę mieliśmy w ciągu dnia, na 4 dni pobytu tylko jedno popołudnie przytrafiło nam się deszczowe i jeden dzień z silnym wiatrem, a tak można było śmiało wystawiać twarzyczki w stronę słońca i produkować witaminę D.


Co Barcelona ma do zaoferowania dzieciom?
Barcelona to fantastyczne miejsce dla dzieci i to z kilku powodów. Po pierwsze miasto znajduje się nad morzem i nawet w porze zimowej Wiki była nim zachwycona. Nasz dzień obowiązkowo musieliśmy rozpocząć od spaceru po plaży i miło było gdy udało nam się go tam zakończyć. Kolejnym miejscem, na punkcie którego oszaleje każde dziecko, będzie Park Guell oraz Casa Batllo. Wiki nie rozstaje się ze swoimi kredkami, a pomysłowość i twórczość Gaudiego była dla niej wspaniałą inspiracją i przyczyniła się do powstania kilku przepięknych dzieł sztuki ;-) W Barcelonie odnajdą się także miłośnicy fontann, a te najpiękniejsze i najbardziej widowiskowe znajdują się przy Placu Hiszpańskim oraz Pałacu Narodowym, warto wybrać się na pokaz światło i dźwięk Magicznej Fontanny. Jeśli już znajdziemy się w tamtych stronach to koniecznie wdrapmy się na Wzgórze Montjuic i zajrzyjmy na stadion olimpijski, oczy Wiki, gdy na niego wkroczyła, zamieniły się w dwa wielkie spodki, a gdy nadarzyła się okazja wzięcia udziału w biegu na 100 metrów, na jej twarzy zagościł jeden z najpiękniejszych uśmiechów. Fani piłki nożnej nie mogą pominąć stadionu FC Barcelony oraz któregoś z bardzo licznych sklepów z gadżetami drużyny. Dziewczynki na pewno ucieszą się z zakupów w sklepie Disneya :-) A na koniec polecamy wycieczkę do barcelońskiego Oceanarium, w którym czeka na nas moc atrakcji, kilkanaście tematycznych akwariów oraz tunel z olbrzymimi rekinami. My spędziłyśmy tam 3 godziny i mimo, że wrocławskie Afrykarium zrobiło na nas o wiele lepsze wrażenie to i tak bardzo fajnie się bawiłyśmy. 




To by było na tyle w temacie informacji praktycznych, w kolejnych postach będzie bardziej szczegółowo :-)

Pozostałe wpisy dotyczące Barcelony:
* smakowanie Barcelony- na targu La Boqueria
* Barcelona z dzieckiem- śladami Gaudiego
* Barcelona- co jeszcze warto zobaczyć?

sobota, 26 listopada 2016

Rodzinne gry- na długie, zimowe wieczory albo bezsenne, letnie noce

Było o rodzinnych grach, które można wykorzystać w podróży, więc pomyślałam, że może warto też w jednym miejscu zebrać takie gry, które ze względu na swoje gabaryty nie nadają się do samolotu, czy pociągu, ale są idealne by spędzać przy nich długie, zimowe wieczory, bądź bezsenne, letnie noce. W naszym domu zdecydowanie wiodą one prym i z każdym dniem przybywa ich coraz więcej :-)

Wsiąść do pociągu: Europa, nie będzie to żadną tajemnicą jeśli zaczniemy od tego, że uwielbiamy tą grę. Przeznaczona jest ona dla graczy od 8 roku życia, ale nasza córa po raz pierwszy zasiadła do niej mając niecałe 6 lat. Gra polega na tym, że każdy z graczy musi zdobyć jak największą liczbę punktów, które otrzymuje się za:
* utworzenie połączenia pomiędzy dwoma sąsiadującymi miastami,
* realizację Biletu poprzez utworzenie połączenia pomiędzy wskazanymi na bilecie miastami,
* stworzenie najdłuższej trasy
* za każdy dworzec, którego gracz nie umieścił na planszy.
Przed rozpoczęciem gry każdy z graczy (min. 2 osoby, max. 5 osób) otrzymuje zestaw składający się z 45 plastikowych wagoników oraz trzech dworców. Następnie gracze otrzymują po cztery karty wagonów i lokomotyw, pozostałe karty odkładamy na stos. Ze stosiku kart z wagonami i lokomotywami wybieramy 5 wierzchnich kart i układamy je na stole tak by wszyscy je mogli widzieć, będą one potrzebne w fazie dobierania, jeśli na taką się zdecydujemy. W dalszej kolejności każdy gracz otrzymuje losowo 1 kartę będącą biletem na długą trasę  oraz 3 bilety na trasy zwykłe. Z tych czterech kart musi zatrzymać minimum dwie, które będzie próbować zrealizować. Potem można przystąpić do gry. Każdy z graczy w swojej turze może wykonać tylko jedną z czterech dostępnych akcji. Akcjami są: dobieranie kart wagonów, tworzenie połączenia, dobieranie biletów oraz budowanie dworców. Oczywiście zmierzamy do tego, by zbudować jak najwięcej połączeń, próbujemy zrealizować jak najwięcej biletów i tutaj należy pamiętać o tym, że każdy bilet, którego nie udało nam się zrealizować powodują naliczenie punktów ujemnych.


Pandemia, to gra kooperacyjna, co oznacza, że uczestnicy gry nie grają przeciwko sobie, tylko tworzą drużynę. Wcielają się w członków zespołu walczącego z epidemiami wybuchającymi w różnych zakątkach świata. Wspólnymi siłami próbują wynaleźć lekarstwo i nie dopuścić do rozprzestrzeniania się chorób, walczą o to by 4 śmiertelne choroby nie przyczyniły się do unicestwienia ludzkości. Każdy z graczy wciela się w inną postać, a każda z postaci posiada szereg unikalnych umiejętności, które mają na celu zwiększenie szansy na wygraną. Gra odpowiednia jest dla graczy od 14 roku życia, choć naszym zdaniem, przy niewielkiej pomocy, można w nią zagrać z dziećmi młodszymi. W grę może grać od 2 do 4 uczestników i nie powinna ona zająć więcej niż 60 minut.


Przebiegłe wielbłądy, to jedna z najzabawniejszych gier planszowych, w którą do tej pory graliśmy. Zadaniem graczy jest obstawianie, który z wielbłądów wygra w danej rundzie, można też pokusić się o wytypowanie ostatecznego zwycięzcy, który jako pierwszy dotrze do mety, lub takiego który dotrze na metę jako ostatni. Gracze do dyspozycji mają kafelki z cyframi +1 lub -1, które nieźle potrafią namieszać podczas gry :-) Przebiegłe wielbłądy to świetna zabawa, podczas której nie raz przekonamy się, że wielbłądy są naprawdę sprytne i że czasem warto zaryzykować ;-)
Gra przeznaczona jest także dla dzieci od 8 roku życia, ale nasza 5-letnia córka bardzo dobrze się w niej odnalazła.


Patchwork, to ulubiona gra Wiki i taty. Zadaniem graczy jest uszycie kołdry z małych kawałków materiału (różnego kształtu kafelków). Jednak by kołdra była piękna trzeba się natrudzić i nakombinować, bo nie zawsze kawałki materiału chcą ze sobą współpracować. Dlatego też poszczególne kafelki trzeba wybierać bardzo uważnie i warto gromadzić dużą ilość guzików, to zdecydowanie ułatwia zwycięstwo. Gra jest przeznaczona dla dwóch osób, odpowiednia od 8 roku życia. 


7 cudów świata, to kolejna nasza propozycja. Gra jest dosyć skomplikowana, ale warto wciągnąć w nią dzieci. Gracze zamieniają się w przywódców jednego z antycznych miast. Do rozegrania mamy trzy rundy (tak zwane ery), a każda era składa się z sześciu tur. Podczas każdej tury gracze wybierają jedną kartę z siedmiu, które mają w danej chwili na ręce. Każda karta reprezentuje jakąś budowlę. Możemy więc postawić w swoim mieście budowle, które produkują surowce, budowle wojskowe, cywilne, naukowe oraz handlowe. Dzięki posiadanym surowcom możemy stawiać cuda świata, bądź kupować karty dające nam dodatkowe punkty zwycięstwa. 


Carcassonne w wersji podstawowej jest odpowiednie już nawet dla czterolatka. Zasady nie są skomplikowane. Gracze z losowo wybranych kafelków układają tereny, na których powstają grody, drogi, pola oraz klasztory. Uczestnicy na budowanych przez siebie obszarach stawiają swoich podwładnych. Za każdą zamkniętą drogę, czy miasto gracz otrzymuje punkty. Wersję podstawową można poszerzyć o kolejne dodatki, a jest ich naprawdę bardzo dużo. Każdy dodatek wnosi do gry nowe kafelki, ale także pewne utrudnienia, w związku z tym gra może stać się coraz bardziej skomplikowana. 


Catan, to także gra w którą można grać tylko w wersji podstawowej, bądź można ją poszerzyć o kolejne dodatki. Gracze przed sobą mają ułożoną wyspę Catan (podzielona jest ona na 19 sześciokątnych pól), która otoczona jest morzem. Naszym zadaniem jest zasiedlenie wyspy. Na wyspie znajduje się pustynia oraz pięć innych obszarów, takich jak las, wzgórza, pastwiska, pola uprawne oraz góry. Każdy z obszarów dostarcza nam określonych surowców, dzięki którym możemy budować drogi i kolejne miasta. By zdobyć określony surowiec, po pierwsze musimy mieć trochę szczęścia, gdyż wszystko zależy od rzutu kostkami, po drugie musimy mieć na pograniczu danego obszaru swoją osadę.



Tajniacy, to gra w którą można grać już w dwie osoby, wariant standardowy wymaga jednak by było ich minimum 4, które stworzą dwie drużyny po dwie osoby. W każdej drużynie jedna osoba pełni wówczas rolę szefa, a druga jest tajnikiem. By rozpocząć grę w pierwszej kolejności trzeba losowo wybrać 25 kryptonimów, które układa się na stole w formie 5*5. Następnie wybieramy jedną kartę- klucz, która wskazuje jacy agenci kryją się pod każdym z kryptonimów. Klucz ustawiamy tak by był on widoczny dla szefów, ale poza zasięgiem wzroku tajniaków. Niebieskie kwadraty na karcie-klucz wskazują agentów drużyny niebieskiej, czerwone wskazują agentów drużyny czerwonej, mamy także kwadraty beżowe, które są neutralne oraz kwadrat czarny oznaczający bezlitosnego zabójcę, gdy tajniacy wskażą  kryptonim, pod którym ukrywa się zabójca skutkuje to natychmiastową porażką. Zadaniem szefów jest tak pokierować swoich tajniaków, by udało im się odkryć wszystkie kryptonimy z agentami ich drużyny. Robią to przy pomocy jednowyrazowej wskazówki połączonej z liczbą, dana wskazówka może bowiem odnosić się do więcej niż jednego słowa (np. do słowa ryba może być wskazówka wędka 1) . Tajniak gdy usłyszy wskazówkę musi wskazać słowo, które ma na myśli szef, po wybraniu tego słowa szef wyjawia tożsamość agenta kładąc na karcie odpowiedni kartonik. Jeśli tajniakowi udało się trafić na agenta ze swojej drużyny to dana drużyna gra dalej, jeśli nie, tura się kończy i przechodzi do drużyny przeciwnej. Wygrywa ta drużyna, która jako pierwsza odkryje wszystkich swoich agentów. Gra przeznaczona jest dla graczy powyżej 14 roku życia, ale nasza córka gra w nią już od 5 roku życia. By dziecko mogło zasiąść do tej gry musi przede wszystkim posiąść umiejętność czytania, jeśli chodzi o wskazówki to czasami jej dyskretnie podpowiadamy ;-)


Takenoko, zasady gry na pierwszy rzut oka mogą wydawać się dla dziecka trochę skomplikowane, ale to tylko pozory. Zadaniem graczy jest budowanie pól, na których będą rosły bambusy, nawadnianie ich i użyźnianie, sadzenie bambusów oraz karmienie pandy. Każdy z uczestników gry startuje z trzema kartami, na których znajdują się zadania do wykonania. Gra kończy się w momencie kiedy jeden z graczy uzbiera 9 takich kart, a wygrywa ten kto zdobył najwięcej punktów.
Zgodnie z wytycznymi producenta, gra odpowiednia jest dla dzieci od 8 roku życia, ale my po raz kolejny przekonaliśmy się, że młodsze pociechy też potrafią tę grę opanować i wygrywać w nią za każdym razem ;-)



Pozostałe wpisy dotyczące gier:

piątek, 25 listopada 2016

Rodzinne gry do samolotu i nie tylko

Kto podróżuje z dzieckiem ten wie, że widoki za oknem, nawet te najpiękniejsze, ulubione piosenki, nawet te zaśpiewane na całe gardło, czy opowieści, nawet te najzabawniejsze, wcześniej czy później potrafią się znudzić. O ile podróżujemy własnym samochodem, to w każdej chwili możemy się zatrzymać i zrobić coś innego. A co jeśli podróżujemy samolotem, albo pociągiem? Jak wtedy zorganizować dziecku czas, by podróż nie stała się utrapieniem nie tylko dla nas, ale także dla innych pasażerów? My mamy kilka sprawdzonych sposobów, które nigdy nas nie zawiodły, a które pozwalają całej naszej trójce spędzić miło czas, nawet na ograniczonej przestrzeni. W naszym bagażu zawsze znajdzie się miejsce na ciekawą książkę, kredki, kolorowanki oraz plik białych kartek, a także na zestaw rodzinnych gier, takich które swoją objętością nie zajmują zbyt wiele miejsca, a są gwarancją naprawdę świetniej zabawy. A więc startujemy.

Sabotażysta, to jedna z tych gier karcianych, która niesamowicie wciąga, a przy okazji jest powodem do salwy śmiechu. Gracze wcielają się w role kopaczy poszukujących baryłek złota w głębokich tunelach, ale pośród nich może być sabotażysta, który za wszelką cenę będzie utrudniał kopaczom dojście do złota. Jeśli kopacze przechytrzą sabotażystę i uda im się zbudować tunel, zgarniają wówczas skarb, a sabotażysta odchodzi z pustymi rękami. Jeśli jednak to sabotażysta okaże się skuteczniejszy nagroda przypada właśnie jemu. Wygrywa ten gracz, który po trzech rundach zdobędzie więcej baryłek złota. Według informacji na pudełku gra jest odpowiednia dla dzieci od 8 roku życia, ale mogą w nią grać też dzieci młodsze, nasza córka gra w nią z nami od 6 roku życia i świetnie sobie radzi. Gra nie zajmuje więcej niż pół godziny, w rozgrywce może wziąć udział od 3 do 10 graczy.


Uno jest to gra karciana, w której gracze wykładają swoje karty, dopasowując je kolorem, bądź cyfrą do tej która jest na samym wierzchu. W talii znajduje się kilka kart funkcyjnych, które dodają grze smaku i wywołują wiele radości. Dzięki kartom funkcyjnym możemy pozbawić kolejnego gracza jego kolejki, zamienić się z nim ręką, albo dorzucić mu ekstra dwie lub cztery karty. Wygrywa ten, kto pozbędzie się swoich kart jako pierwszy. Na pudełku widnieje informacja, że gra jest odpowiednia dla dzieci od 7 roku życia, ale my z własnego doświadczenia możemy powiedzieć, że dzieci młodsze też świetnie sobie w nią poradzą.



Dobble to gra na refleks, w talii znajduje się 55 kart, a na każdej karcie 8 symboli. Zabawa polega na tym, że porównujemy ze sobą dwie dowolne karty, które mają tylko jeden obrazek wspólny, zadaniem graczy jest jak najszybsze odkrycie, który to obrazek. Dobble daje nam aż 5 możliwości różnego rozgrywania partii, więc za każdym razem możemy grać w inny sposób. Według informacji producenta gra jest odpowiednia od 6 roku życia, ale naszym zdaniem młodsze dzieci mogą być równie dobrymi bystrzachami. 


Zgadnij kto to? To kolejna gra karciana, która przeznaczona jest dla dzieci już od 4 roku życia. Może w nią grać tylko dwie osoby, ale i tak bardzo dobrze sprawdza się w podróży. Zadaniem graczy jest odgadnięcie jaka postać kryje się na tajemniczej karcie drugiego gracza, wygrywa ten kto oczywiście zrobi to szybciej. By odszukać właściwą postać, gracze naprzemiennie zadają sobie pytania, które pomogą im wyeliminować poszczególne karty. 


List Miłosny to nasza kolejna propozycja gry karcianej. W tym przypadku zasady są najbardziej skomplikowane, ale jeśli pogramy w nią z dzieckiem parę razy, podpowiadając mu co powinno zrobić, na pewno szybko opanuje reguły gry. Gracze wcielają się w postaci zalotników, którzy próbują przekazać księżniczce list miłosny. Każda z postaci ma swoje przeznaczenie, a karta na której się dana postać znajduje wymusza na graczu określone działanie. Wykładając na przykład strażniczkę możemy wyznaczyć gracza, któremu będziemy próbowali odgadnąć postać, którą właśnie ma na ręce, jeśli nam się uda gracz odpada z gry. 


Dixit objętościowo to zdecydowanie największa gra karciana, ale jeśli karty wyjmiemy z pudełka, a punkty będziemy zapisywać na kartce, zamiast poruszać się pionkiem po planszy, idealnie sprawdzi się także w podróży. Już czytając samo hasło zawarte na pudełku "Obraz jest wart tysiąca słów" możemy się domyślić na czym polega ta gra. Do dyspozycji mamy 84 karty z przeróżnymi obrazkami. W każdej rundzie jeden z graczy zostaje narratorem, spośród kart które posiada na ręce wybiera jedną (nie pokazuje jej nikomu) i wypowiada na głos skojarzenie z nią związane. Następnie pozostali gracze ze swoich kart wybierają taką, która najbardziej będzie odpowiadać temu skojarzeniu, i przekazują ją ukrytą narratorowi. Gdy narrator ma już wszystkie karty, tasuje je i w dowolnej kolejności układa obrazkiem do góry. Zadaniem graczy jest odgadnięcie, która karta należy do narratora. Głosowanie jest tajne i polega na tym, że każdy z graczy (prócz narratora) wykłada przed sobą zakryty żeton z cyfrą odpowiadającą obrazkowi na który głosuje. W zależności od efektu naliczane są odpowiednio punkty. 


Story Cubes to gra w kości, przy czym zamiast charakterystycznych kropek na poszczególnych ściankach, które symbolizują określoną cyfrę, mamy obrazki. Zadaniem gracza jest rzucenie kośćmi i ułożenie opowieści z wylosowanych obrazków. Zgodnie z informacją na pudełku gra jest odpowiednia dla dzieci powyżej 6 roku życia, ale śmiało mogą w nią grać także dzieci młodsze, którym nie brak kreatywności i pomysłowości.


Fasolki to jeszcze jedna nasza propozycja gry karcianej, którą uwielbiamy i w którą bardzo chętnie gramy. Odpowiednia jest ona dla dzieci od 12 roku życia, ale nasza 6-latka jest w niej naprawdę niezła, więc wszystko zależy od naszego dziecka. Zadaniem graczy jest zarabianie dukatów, które zdobywa się poprzez uprawianie i handlowanie fasolkami. Im więcej fasolek jednego gatunku uda nam się na swoim polu zasadzić, tym więcej dukatów wpadnie do naszej kieszeni. Niestety uprawianie pola z fasolkami wcale nie jest takie proste, często bywa tak, że gracz musi zebrać plony wcześniej niż by chciał, czasami nie dostając za to nawet jednego dukata. Wygrywa oczywiście ta osoba, która uzbiera najwięcej złotych monet. 


Gry karciane, planszowe, czy też kostkowe to nie tylko idealny sposób spędzania czasu w podróży, to również bardzo dobra metoda na zacieśnianie więzi rodzinnych oraz na rozwijanie przeróżnych umiejętności u dziecka. My jako fani gier planszowych mamy niezwykle bogaty ich repertuar, a powyżej to tylko kilka naszych propozycji, które na pewno powiększymy o kolejne pozycje.

Pozostałe wpisy dotyczące gier: