Smakowanie Barcelony- na targu La Boqueria

Smakowanie Barcelony- na targu La Boqueria

Smakowanie Barcelony oraz oddawanie się wszelkim kulinarnym przyjemnością to był jeden z głównych elementów naszej grudniowej podróży. Do tej pory nasza wiedza na temat hiszpańskiej kuchni była mocno ograniczona, miasto Gaudiego otworzyło jednak przed nami zupełnie nowe drzwi, do świata w którym dominują owoce morza, cudownie pachnące ryby i niezliczone ilości owoców. 
By poczuć się jak w raju wystarczy udać się na targ La Boqueria. Miejsce to odwiedzają głównie turyści, w końcu znajduje się ono przy La Rambli, ale Barcelończycy także chętnie tam zaglądają i z pasją przebierają pomiędzy świeżymi rybami, krewetkami, czy różnego rodzaju muszlami. 


Barcelona z dzieckiem- informacje praktyczne

Barcelona z dzieckiem- informacje praktyczne

Barcelona to kolejne miasto Europy, które znalazło się na naszej liście "must see". Dlatego też, to właśnie stolicę Katalonii wybraliśmy jako miejsce naszych ostatnich wojaży w tym roku. Mimo, że Hiszpania kojarzona jest przede wszystkim ze słońcem, my udaliśmy się tam w okresie przedświątecznej, bożonarodzeniowej gorączki i mimo, że kąpiele w cudownym morzu nie były możliwe spędziliśmy w Barcelonie cztery fantastyczne dni, podczas których nie brakło chwil spędzonych na barcelońskiej plaży.


Rodzinne gry- na długie, zimowe wieczory albo bezsenne, letnie noce

Rodzinne gry- na długie, zimowe wieczory albo bezsenne, letnie noce

Było o rodzinnych grach, które można wykorzystać w podróży, więc pomyślałam, że może warto też w jednym miejscu zebrać takie gry, które ze względu na swoje gabaryty nie nadają się do samolotu, czy pociągu, ale są idealne by spędzać przy nich długie, zimowe wieczory, bądź bezsenne, letnie noce. W naszym domu zdecydowanie wiodą one prym i z każdym dniem przybywa ich coraz więcej :-)

Wsiąść do pociągu: Europa, nie będzie to żadną tajemnicą jeśli zaczniemy od tego, że uwielbiamy tą grę. Przeznaczona jest ona dla graczy od 8 roku życia, ale nasza córa po raz pierwszy zasiadła do niej mając niecałe 6 lat. Gra polega na tym, że każdy z graczy musi zdobyć jak największą liczbę punktów, które otrzymuje się za:
* utworzenie połączenia pomiędzy dwoma sąsiadującymi miastami,
* realizację Biletu poprzez utworzenie połączenia pomiędzy wskazanymi na bilecie miastami,
* stworzenie najdłuższej trasy
* za każdy dworzec, którego gracz nie umieścił na planszy.
Przed rozpoczęciem gry każdy z graczy (min. 2 osoby, max. 5 osób) otrzymuje zestaw składający się z 45 plastikowych wagoników oraz trzech dworców. Następnie gracze otrzymują po cztery karty wagonów i lokomotyw, pozostałe karty odkładamy na stos. Ze stosiku kart z wagonami i lokomotywami wybieramy 5 wierzchnich kart i układamy je na stole tak by wszyscy je mogli widzieć, będą one potrzebne w fazie dobierania, jeśli na taką się zdecydujemy. W dalszej kolejności każdy gracz otrzymuje losowo 1 kartę będącą biletem na długą trasę  oraz 3 bilety na trasy zwykłe. Z tych czterech kart musi zatrzymać minimum dwie, które będzie próbować zrealizować. Potem można przystąpić do gry. Każdy z graczy w swojej turze może wykonać tylko jedną z czterech dostępnych akcji. Akcjami są: dobieranie kart wagonów, tworzenie połączenia, dobieranie biletów oraz budowanie dworców. Oczywiście zmierzamy do tego, by zbudować jak najwięcej połączeń, próbujemy zrealizować jak najwięcej biletów i tutaj należy pamiętać o tym, że każdy bilet, którego nie udało nam się zrealizować powodują naliczenie punktów ujemnych.


Rodzinne gry do samolotu i nie tylko

Rodzinne gry do samolotu i nie tylko

Kto podróżuje z dzieckiem ten wie, że widoki za oknem, nawet te najpiękniejsze, ulubione piosenki, nawet te zaśpiewane na całe gardło, czy opowieści, nawet te najzabawniejsze, wcześniej czy później potrafią się znudzić. O ile podróżujemy własnym samochodem, to w każdej chwili możemy się zatrzymać i zrobić coś innego. A co jeśli podróżujemy samolotem, albo pociągiem? Jak wtedy zorganizować dziecku czas, by podróż nie stała się utrapieniem nie tylko dla nas, ale także dla innych pasażerów? My mamy kilka sprawdzonych sposobów, które nigdy nas nie zawiodły, a które pozwalają całej naszej trójce spędzić miło czas, nawet na ograniczonej przestrzeni. W naszym bagażu zawsze znajdzie się miejsce na ciekawą książkę, kredki, kolorowanki oraz plik białych kartek, a także na zestaw rodzinnych gier, takich które swoją objętością nie zajmują zbyt wiele miejsca, a są gwarancją naprawdę świetniej zabawy. A więc startujemy.

Sabotażysta, to jedna z tych gier karcianych, która niesamowicie wciąga, a przy okazji jest powodem do salwy śmiechu. Gracze wcielają się w role kopaczy poszukujących baryłek złota w głębokich tunelach, ale pośród nich może być sabotażysta, który za wszelką cenę będzie utrudniał kopaczom dojście do złota. Jeśli kopacze przechytrzą sabotażystę i uda im się zbudować tunel, zgarniają wówczas skarb, a sabotażysta odchodzi z pustymi rękami. Jeśli jednak to sabotażysta okaże się skuteczniejszy nagroda przypada właśnie jemu. Wygrywa ten gracz, który po trzech rundach zdobędzie więcej baryłek złota. Według informacji na pudełku gra jest odpowiednia dla dzieci od 8 roku życia, ale mogą w nią grać też dzieci młodsze, nasza córka gra w nią z nami od 6 roku życia i świetnie sobie radzi. Gra nie zajmuje więcej niż pół godziny, w rozgrywce może wziąć udział od 3 do 10 graczy.


Neapol z dzieckiem- Wezuwiusz i Herkulanum

Neapol z dzieckiem- Wezuwiusz i Herkulanum

Będąc w Neapolu warto wyruszyć na wycieczkę poza miasto. Miejsc godnych uwagi w całej Kampanii jest bardzo dużo, by zwiedzić te najbardziej znane, musielibyśmy poświęcić kilkanaście dni. Wezuwiusz, Herkulanum, Pompeje, Sorrento, Positano, Ischia, Capri, Procida to tylko niektóre z propozycji. Gdy dysponujemy znacznie krótszym czasem wybór może okazać się naprawdę bardzo ciężki, przekonaliśmy się o tym na własnej skórze. Wiedzieliśmy, że na pewno wybierzemy się na Wezuwiusza, nie udało nam się dotrzeć na Etnę, podczas naszego pobytu na Sycylii, więc tym razem nie mogliśmy odpuścić kolejnej okazji zdobycia wulkanu. Skoro zdecydowaliśmy się na Wezuwiusza, to idealnym uzupełnieniem tej wyprawy jest oczywiście spacer po jednym z miast, które przez niego zostało właśnie zniszczone. Bardzo chcieliśmy odwiedzić Pompeje, ostatecznie wybraliśmy znacznie mniejsze Herkulanum i biorąc pod uwagę intensywność tego dnia była to dobra decyzja. 

Spacer wzdłuż krateru Wezuwiusza
By dojechać do Ercolano Scavi, skąd można wyruszyć zarówno na zdobycie krateru jak i Herkulanum skorzystaliśmy z kolejki Circumvesuviana. Gdy znaleźliśmy się w Ercolano nasze pierwsze kroki skierowaliśmy do biura Vesuvio Express, które świadczy usługi transportowe i to właśnie z nimi dotarliśmy pod bramy parku narodowego. Po umówieniu się z kierowcą co do powrotu do Ercolano wyruszyliśmy na szlak prowadzący pod krater. By dotrzeć do celu potrzebowaliśmy około 15 minut, ścieżka pnie się cały czas pod górę, ale podejście nie należy do najbardziej wymagających. Szczyt Wezuwiusza znajduje się 1277 m n.p.m., jest to jedyny aktywny, lądowy wulkan w Europie. Mimo że od 1944 roku znajduje się w uśpieniu może przyprawić o zawrót głowy. Jadąc w jego stronę mieliśmy okazję zobaczyć na własne oczy skutki jego ostatniej erupcji. Z jego szczytu można podziwiać przepiękny widok na Neapol oraz Zatokę Neapolitańską, z tego też miejsca uzmysłowiliśmy sobie jak bardzo zagrożone są znajdujące się u jego podnóża miejscowości. 

Neapol z dzieckiem- miasto o 100 twarzach

Neapol z dzieckiem- miasto o 100 twarzach

Neapol to miasto, które bardzo ciężko jest zdefiniować jednym słowem, to olbrzymia metropolia o 100 twarzach, z jednej strony zachwyca przepięknymi widokami, wąskimi, klimatycznymi uliczkami, oraz przepyszną pizzą, z drugiej zaś strony może wydawać się przytłaczająca, głośna i chaotyczna, gdzie nie obowiązują żadne reguły, gdzie na skuterach jeździ się w cztery osoby, wszyscy oczywiście bez kasków, czerwone światło jest tylko sugestią, a śmieci rzuca się tam gdzie akurat się stoi, nawet jeśli kosz znajduje się tuż za plecami ;-) 

Widok z zamku Sant'Elmo
Nasze pierwsze wrażenie nie było zbyt oczywiste, niefortunny lot, który skończył się lądowaniem w Bari, trzygodzinna tułaczka autobusem na neapolitańskie lotnisko i przybycie na miejsce z 6-godzinnym opóźnieniem trochę zakrzywiło nasze odczucia. Pierwszy dzień, zamiast na zwiedzaniu i podziwianiu Neapolu, spędziliśmy w drodze. Na szczęście nasze morale znacząco się poprawiły gdy wreszcie udało nam się zasiąść we włoskiej pizzerii, a przed nami pojawiła się cudownie pachnąca neapolitańska pizza. Znów powróciła nadzieja i ciekawość, więc następnego dnia już od rana włóczyliśmy się po ulicach Neapolu :-) Nasz plan był bardzo napięty, a czas mocno ograniczony, mieliśmy tylko jeden dzień, by poznać to miasto chociaż trochę.
Z racji tego, że mieszkaliśmy w bliskiej odległości od neapolitańskiej katedry, właśnie od niej rozpoczęliśmy nasze zwiedzanie. Już dawno temu przekonaliśmy się, że włoskie kościoły są po prostu imponujące, nie mogło być inaczej i tym razem. Fasada katedry wkomponowana jest w zabudowę pobliskich kamienic, co powoduje że niespodziewanie wyrasta ona przed oczami zwiedzających.  Z zewnątrz kilka przepięknych rzeźb, a wewnątrz przepiękne freski i bogato zdobione mury.

Neapol z dzieckiem- informacje praktyczne

Neapol z dzieckiem- informacje praktyczne

Neapol to jedno z najbardziej intrygujących włoskich miast, światowa stolica pizzy oraz prania schnącego na sznurkach zawieszonych pomiędzy kamienicami. Jedni to miasto kochają i uwielbiają, inni zaś nienawidzą całym swoim sercem. Słynne powiedzonko "Zobaczyć Neapol i umrzeć" znają chyba wszyscy. Nic więc dziwnego, że i my musieliśmy tutaj przyjechać, ujrzeć na własne oczy Wezuwiusza, jednego z najbardziej niebezpiecznych wulkanów i zjeść najprawdziwszą w świecie pizzę neapolitańską. Jakie wrażenia wywarła na nas ta włoska metropolia? O tym będzie trochę później, tradycyjnie zaczynamy od informacji praktycznych.

Fragment mapy z Mapy Mizielińskich
Jak dostać się z lotniska do Neapolu?
Lotnisko Neapol Capodichino znajduje się niedaleko ścisłego centrum. By dostać się do miasta możemy skorzystać z taksówki, bądź autobusu, co oczywiście jest dużo tańszym rozwiązaniem. Na tej trasie kursuje linia Alibus, która zatrzymuje się przy Piazza Garibaldi oraz Piazza Municipio. Przystanek znajduje się kilkanaście metrów od wyjścia z hali przylotów. Wystarczy skręcić w prawo, przejść przez pasy i dalej prosto, tak jak prowadzą tabliczki z oznaczonymi Alibus. Autobusy jeżdżą średnio co 20 minut, dojazd do Piazza Garibaldi zajmuje również około 20 minut. W 2016 roku bilet kosztował 4 euro w jedną stronę, można go kupić u kierowcy. Ważny jest przez 90 minut. Więcej informacji na temat Alibusa oraz rozkłady jazdy można znaleźć tutaj.

Sandomierz i Krzyżtopór- idealne miejsce na jednodniową wycieczkę

Sandomierz i Krzyżtopór- idealne miejsce na jednodniową wycieczkę

Sandomierz to kolejne polskie miasto, które trzeba po prostu zobaczyć. Spacerując po nim wciąż nie mogliśmy oprzeć się wrażeniu, że do złudzenia przypomina nam ono Kraków, tylko w wersji miniaturowej. A skąd wzięło się takie skojarzenie? Po pierwsze przyczyniła się do tego przepływająca przez miasto Wisła, po drugie znajdujący się na wzniesieniu zamek królewski, po trzecie imponująca katedra, po czwarte niezwykle malowniczy rynek otoczony przez przepiękne kamieniczki. Jeśli komuś wciąż mało tych podobieństw, to dorzucam jeszcze bramę miejską oraz Mały Rynek. Sandomierz to jednak nie tylko wspaniała architektura, miasto podbiło nasze serca także doznaniami kulinarnymi. Pajda ze smalcem, żur oraz sandomierski cydr to był naprawdę strzał w dziesiątkę. 

Malowniczy sandomierski Rynek
Nasz spacer po Sandomierzu rozpoczęliśmy u podnóża królewskiego zamku. Pogoda była tak piękna, że nie zaglądaliśmy do jego wnętrza, udaliśmy się tylko na dziedziniec zewnętrzny, na którym znajdują się miniatury wszystkich najważniejszych sandomierskich budowli. Stamtąd skierowaliśmy się prosto pod bramę katedry.
Zielony i Czarny Staw Gąsienicowy przez Karb i grań Małego Kościelca

Zielony i Czarny Staw Gąsienicowy przez Karb i grań Małego Kościelca

Nie można sobie wyobrazić lepszego miejsca na pożegnanie wakacji jak tatrzańskie szlaki, a ten na który wybraliśmy się w ostatni weekend sierpnia był niezwykle malowniczy. Początkowo zakładaliśmy, że dojdziemy tylko do Zielonego Stawu Gąsienicowego, po małej analizie zmieniliśmy jednak plany i poszliśmy dalej, najpierw na Przełęcz Karb, a stamtąd zeszliśmy do Czarnego Stawu Gąsienicowego. Gdy znaleźliśmy się na grani Małego Kościelca naszym oczom ukazał się jeden z piękniejszych widoków.

Widok na Czarny Staw Gąsienicowy z grani Małego Kościelca
Brzeziny- Psia Trawka- Hala Gąsienicowa- Zielony Staw Gąsienicowy- Przełęcz Karb- Grań Małego Kościelca- Czarny Staw Gąsienicowy- Hala Gąsienicowa (Murowaniec)- Psia Trawka- Brzeziny

Wrocław z dzieckiem- spacerkiem po mieście

Wrocław z dzieckiem- spacerkiem po mieście

Poszukiwanie wrocławskich krasnali było nie tylko świetną zabawą, ale także idealnym sposobem na zwiedzanie miasta. Od jednego krasnoludka, do następnego i nie wiedzieć kiedy udało nam się obejść bardzo dużą część Starego Miasta, dotrzeć nad Odrę, zobaczyć Wrocław z góry, a nawet spotkać latarnika z Ostrowa Tumskiego. I co najważniejsze wszystko to odbyło się bez pośpiechu i gonitwy, tempem spacerowym. 


Wrocław z dzieckiem- w poszukiwaniu krasnali

Wrocław z dzieckiem- w poszukiwaniu krasnali

Już po pierwszym dniu spędzonym we Wrocławiu przekonałyśmy się, że miasto to jest bardzo przyjazne dzieciom i z całą pewnością mają z tym coś wspólnego mieszkające w nim krasnale. Te przemiłe skrzaty poukrywały się jednak w przeróżnych jego zakamarkach, więc by je spotkać, trzeba naprawdę się postarać. Poszukiwanie wrocławskich krasnali to świetna zabawa dla całej rodziny, w którą z ogromną przyjemnością dałyśmy się wciągnąć.

Wrocław z dzieckiem- zoo i Afrykarium

Wrocław z dzieckiem- zoo i Afrykarium

Po pełnym wrażeń weekendzie, który spędziłyśmy w Warszawie, przyszła pora na kolejny babski wypad, tym razem do Wrocławia. Miasto to, nie jest mi zupełnie obce, ale po raz pierwszy zwiedzałam je w towarzystwie i z perspektywy Wiki. Na Wrocław przeznaczyłyśmy trzy dni, w trakcie których udało nam się dotrzeć do wrocławskiego zoo, odnaleźć 30 krasnali, wdrapać się na wieżę kościoła garnizonowego, pospacerować po Ostrowie Tumskim oraz Starym Mieście, a także zjeść przepyszne lody w jednej z bardziej znanych wrocławskich lodziarni. Dziś będzie jednak tylko i wyłącznie o wrocławskim zoo i Afrykarium, które totalnie nas oczarowało i w którym spędziłyśmy fantastyczny dzień. 

Karkonosze z dzieckiem- Wang i schronisko Samotnia

Karkonosze z dzieckiem- Wang i schronisko Samotnia

Pod koniec lipca trafiła nam się nie lada gratka, dostaliśmy możliwość ucieczki od krakowskiego zgiełku i zaszycia się na kilka dni w niewielkiej miejscowości na Dolnym Śląsku. Nasz wyjazd może nie wyróżniałby się niczym szczególnym gdyby nie fakt, że zaledwie 40 km dzieliło nas od pięknego Karpacza i Karkonoskiego Parku Narodowego. Będąc tak blisko gór nie mogliśmy sobie odmówić przyjemności wyjścia na szlak. Pomysłów mieliśmy kilka, niestety ze względu na kapryśną pogodę, musieliśmy zdecydować się tylko na jeden. Padło na malowniczo usytuowane Schronisko Samotnia, które przycupnęło tuż nad brzegiem Małego Stawu. 

Mały Staw i schronisko Samotnia
Karpacz- Świątynia Wang- Polana- Domek Myśliwski- Schronisko Samotnia- Schronisko Strzecha Akademicka- Biały Jar Karpacz
Babski weekend w stolicy, czyli Warszawa z dzieckiem

Babski weekend w stolicy, czyli Warszawa z dzieckiem

W połowie lipca razem z córą wybrałyśmy się na "babski weekend". Z racji tego, że jeszcze nigdy nie wyjeżdżałyśmy same we dwie, na przełamanie lodów wybrałyśmy Warszawę. Naszym głównym celem było Centrum Nauki Kopernik, ale nie zabrakło też innych atrakcji, były Królewskie Łazienki, spacer po starym mieście, widok na miasto z XXX piętra Pałacu Kultury i przepiękny zachód słońca z Mostu Świętokrzyskiego.

Pałac na Wyspie w Królewskich  Łazienkach
Królewskie Łazienki to jedno z najciekawszych miejsc w Warszawie, a zwłaszcza przepiękne, zabytkowe budowle znajdujące się na terenie parku, dlatego też od tego właśnie miejsca rozpoczęłyśmy nasze zwiedzanie. Wejście do Królewskich Łazienek jest bezpłatne, teren olbrzymi, więc można spędzić tutaj kilka godzin spacerując zacienionymi alejkami. Parkowe alejki to jednak nie wszystko, w Starej Oranżerii znajduje się bowiem Królewska Galeria Rzeźby, a w Pałacu na Wyspie Królewska Galeria Obrazów. My niestety dysponując ograniczonym czasem Starą Oranżerię oraz Pałac na Wyspie obejrzałyśmy tylko z zewnątrz, tak jak i pozostałe obiekty, ale i tak uważam, że było warto. Na sam koniec udałyśmy się pod Pomnik Fryderyka Chopina, który chciałam zobaczyć od dziecka, moje marzenie z dzieciństwa wreszcie się spełniło ;-).

Tatry z dzieckiem- Małołączniak, w masywie Czerwonych Wierchów

Tatry z dzieckiem- Małołączniak, w masywie Czerwonych Wierchów

Na Czerwone Wierchy po raz pierwszy wybraliśmy się w zeszłym roku, idąc przez Halę Kondratową i Przełęcz pod Kopą Kondracką udało nam się zdobyć najniższy szczyt tego masywu górskiego, czyli Kopę Kondracką. Niestety załamanie pogody szybko przepędziło nas ze szczytu nie dając nam możliwości nacieszenia się widokami. Dlatego też z góry było wiadomo, że jeszcze tutaj wrócimy i odbijemy sobie ten niefortunny pierwszy raz. Okazja nadarzyła się w tym roku, w pierwszej połowie lipca, więc zapakowaliśmy samochód i ruszyliśmy do Małego Cichego. Tym razem postanowiliśmy zdobyć Małołączniaka startując z Gronik.

Małołączniak 2096 m.n.p.m.
Gronik- Przysłop Miętusi- Małołączniak (2096 m.n.p.m)- Przełęcz Małołącka- Kopa Kondracka (2005 m.n.p.m)- Kondracka Przełęcz- Wielka Polana w Dolinie Małej Łąki- Gronik

Pamiętniki z podróży i magiczne pudełko

Pamiętniki z podróży i magiczne pudełko

Bez względu na to czy wybieramy się gdzieś blisko, czy też na koniec świata zawsze staramy się zaplanować naszą wyprawę jak najlepiej. Planowanie to nic innego jak pierwszy etap każdej naszej wycieczki. Gdy mamy go już za sobą, nadchodzi ten najprzyjemniejszy czas, czyli realizacja samego wyjazdu. A co dzieje się potem, gdy wrócimy do domu? Często jest tak, że zaczynamy planować kolejne wojaże ;-) Ale chętnie też wspominamy nasze poprzednie podróże, lubimy zaglądać do naszych zdjęć, oglądać nagrane filmiki, lubimy powracać do wspólnie spędzonych chwil, do miejsc, które pozostawiły w naszych sercach ślad. By nasze wspomnienia nie uleciały gdzieś w niepamięć, chętnie spisuję je na tym oto blogu, ale to nie wszystko co robimy, by wspomnienia nigdy nie wyblakły. Dziś będzie o naszym magicznym pudełku pełnym skarbów z podróży, o naszych pamiętnikach z podróży i o tym wszystkim dzięki czemu możemy przeżywać nasze wyprawy na nowo.


Sycylia z dzieckiem- Rezerwat Zingaro

Sycylia z dzieckiem- Rezerwat Zingaro

Dzisiejszy wpis będzie o miejscu, które na Sycylii zrobiło na nas największe wrażenie, które już zawsze będziemy kojarzyć z niesamowitymi odcieniami błękitu, soczystą zielenią oraz intensywnym pomarańczowym. Będzie o Rezerwacie Zingaro, który ma tak wiele do zaoferowania, że nikt nie zazna tutaj nudy. Malutkie, urocze plażyczki, groty i jaskinie, szlaki turystyczne, dla miłośników górskich wędrówek, to wszystko czekało na nasze odkrycie i naprawdę mieliśmy mega dylemat, w którą stronę się udać. 

Cala dell'Uzzo
Rezerwat Zingaro, o łącznej powierzchni 1650 ha, powstał w 1981 roku. Swym zasięgiem obejmuje 7 kilometrów malowniczego wybrzeża, pomiędzy Scopello, a San Vito Lo Capo. Dzięki protestom ludności, przeciwko rządowym planom poprowadzenia tędy drogi, obszar ten zachował swój naturalny urok i po dziś dzień można zdobyć go przede wszystkim pieszo, bądź łodzią od strony morza. My oczywiście wybraliśmy wędrówkę, a naszym punktem startowym było wejście od strony San Vito Lo Capo.

Sycylia z dzieckiem- Palermo i Segesta

Sycylia z dzieckiem- Palermo i Segesta

Palermo to  najbardziej charakterystyczne miasto Sycylii, na pierwszy rzut oka pełne chaosu, głośne i trudne do ogarnięcia. Gdy weźmiemy jeszcze pod uwagę jego burzliwą historię, z mafią w tle, może być nawet lekko przerażające. W internecie można poczytać wiele mrożących krew w żyłach historii, o wysokim stopniu przestępczości oraz o zaawansowanych technikach kradzieży, wszystko to może trochę namieszać w obiektywniej ocenie tego co na nas tam czeka. Nie ukrywam, że my sami wkroczyliśmy do tego miasta z duszą na ramieniu, ze szczelnie zamkniętymi oknami oraz zabarykadowanymi drzwiami w samochodzie. Okazało się jednak, że strach ma wielkie oczy, a stolica Sycylii potrafi przykuć uwagę, trzeba jej tylko dać szansę.

Fontanna Pretoria zwana także Fontanną Wstydu 
Na zwiedzanie Palermo mieliśmy przeznaczony tylko jeden dzień, to zdecydowanie za mało by wczuć się w jego klimat i poznać wszystkie zakamarki, ale wystarczająco dużo, by zobaczyć najważniejsze perełki architektoniczne, zahaczyć o bazar Vucciria i ujrzeć miasto ze wzgórza Monte Pellegrino.
Sycylia z dzieckiem- Erice miasto w chmurach

Sycylia z dzieckiem- Erice miasto w chmurach

Zachodnia część Sycylii ma tak wiele do zaoferowania, że nawet podczas dwutygodniowego pobytu nie udało nam się zobaczyć choćby połowy tego co byśmy chcieli. Na naszej liście nie mogło jednak zabraknąć malowniczego Erice, którego będąc w Trapani nie można pominąć. Umiejscowione na wzgórzu, średniowieczne miasteczko, często spowite gęstymi chmurami, zachwyca brukowanymi uliczkami, piękną katedrą, licznymi, starymi kościołami i przede wszystkim niesamowitymi widokami. 


Do Erice z Trapani można dostać się autobusem, samochodem, bądź kolejką linową. My oczywiście wybraliśmy kolejkę, a to dlatego, że już sam wjazd jest naprawdę ekscytujący i to nie tylko dla dzieci.

Sycylia z dzieckiem- San Vito Lo Capo i Castellammare del Golfo

Sycylia z dzieckiem- San Vito Lo Capo i Castellammare del Golfo

Gdy pod nasz apartament podjechał wypożyczony przez nas samochód, Sycylia stanęła przed nami otworem. W głowach mieliśmy już ułożony plan, wiedzieliśmy dokładnie gdzie zamierzamy wyruszyć i co chcemy robić. Nie marnując ani jednej, cennej minuty, tuż po śniadaniu, wyjechaliśmy na sycylijskie drogi obierając kierunek na San Vito Lo Capo, które słynie z jednej z najpiękniejszych plaż na Sycylii. Mając to na uwadze postanowiliśmy, że sami ją ocenimy i sprawdzimy czy naprawdę jest warta tych wszystkich słów uznania, tym bardziej że dzieliło nas od niej zaledwie 40 kilometrów.

San Vito Lo Capo
Pierwsze nasze wrażenia z przemieszczania się autem po Sycylii były bardzo pozytywne, gdyż okazało się, że sycylijskie drogi są w dobrym stanie, a  Sycylijczycy wcale nie są takimi złymi kierowcami jak ich malują ;-) Poza tym kto by się nimi przejmował, gdy za oknem wciąż migały nam oszałamiające widoki ;-)

Sycylia z dzieckiem- Wyspy Egadzkie, Favignana

Sycylia z dzieckiem- Wyspy Egadzkie, Favignana

Rejs promem, poszukiwanie skarbu pirata Rabarbara, snurkowanie oraz kąpiele w krystalicznie czystej wodzie, tak pokrótce wyglądał nasz pobyt na Wyspach Egadzkich. To było pierwsze miejsce, do którego udaliśmy się z Trapani, w ramach naszego odkrywania zachodniej części Sycylii. Favignana, bo to właśnie tutaj dotarliśmy, rzuciła nas na kolana, zakochaliśmy się w niej od pierwszego wejrzenia i naprawdę mieliśmy ku temu mocne, w odcieniu błękitu powody  i nieważne, że spędziliśmy na niej tylko jeden dzień :-)

Lido Burrone
Egady to grupa wysp, która znajduje się u zachodnich wybrzeży Sycylii, najbliższa i największa z nich Favignana, oddalona jest od Trapani o około 25 kilometrów. Kolejne dwie wyspy to Levanzo oraz Marettimo. Marettimo położona jest najdalej i gdy ujrzeliśmy ją z pokładu promu, odnieśliśmy wrażenie, że unosi się nad wodą. Na Wyspy Egadzkie można popłynąć promem, bądź tak zwanymi speed boats, czyli wodolotami. My wybraliśmy prom, z racji tego, że rejs trwał dłużej, dzięki czemu mogliśmy nacieszyć się już samą podróżą.

Sycylia z dzieckiem- Trapani

Sycylia z dzieckiem- Trapani

Wielu turystów w Trapani zatrzymuje się tylko na chwilę, niektórzy już będąc na lotnisku jadą dalej omijając je szerokim łukiem, inni zaś wpadają do tego miasta na szybki spacer, po którym udają się do pobliskiego Erice, bądź odpływają promem na którąś z wysp Egadzkich. Czy naprawdę trzeba tak się spieszyć? A może jednak warto zatrzymać się tutaj na dłużej, poświęcić mu więcej niż jedno spojrzenie?  My, po dwóch tygodniach spędzonych w tej uroczej nadmorskiej miejscowości już znamy odpowiedź na te pytania. Trapani jest naprawdę przepiękne i warto zatrzymać się tutaj na znacznie więcej niż jedno popołudnie, a gdy to uczynimy, miasto obdaruje nas swoim niepowtarzalnym klimatem. 

Stare miasto Trapani
Gdy planowaliśmy nasze wakacje na Sycylii, Trapani kojarzyliśmy przede wszystkim z tym, że lądują tu samoloty ryanaira, początkowo nie rozważaliśmy możliwości obrania tego miasta jako punktu docelowego, bądź miejsca, które idealnie będzie nadawać się jako baza wypadowa na zwiedzanie zachodniej części wyspy. Po długiej analizie wszystkich za i przeciw, różnych wariantów naszych wakacji stwierdziliśmy, że to właśnie Trapani będzie naszą wakacyjną przystanią i bardzo szybko okazało się, że podjęliśmy słuszną decyzję.

Sycylia z dzieckiem- informacje praktyczne

Sycylia z dzieckiem- informacje praktyczne

Sycylia w naszych głowach pojawiła się po raz pierwszy kilka lat temu, kiedy to w moje ręce wpadł przewodnik Pascala po tej przepięknej wyspie. Znajdujące się w jego wnętrzu zdjęcia tak nas zachwyciły, że wiedzieliśmy, że musimy tutaj przyjechać. Nasze oczarowanie szybko przerodziło się we wstępny plan sycylijskiej wyprawy, niestety nie udało nam się wówczas wyruszyć w drogę. Plan jednak się nie zmarnował, po niewielkich korektach i modyfikacjach, dostosowaliśmy go do potrzeb naszej trójki i tym oto sposobem podbiliśmy kolejny włoski zakątek. 


Malowane chaty w Zalipiu

Malowane chaty w Zalipiu

Są takie miejsca w Polsce, które potrafią wprawić w osłupienie, wywołać szeroki uśmiech, zaskoczyć swą oryginalnością i pomysłowością. Takim miejscem okazała się wieś Zalipie, która słynie ze swych przepięknie malowanych chat. Zmierzając w te strony nie do końca wiedzieliśmy czego możemy się spodziewać. Na miejscu szybko przekonaliśmy się, że te wszystkie malowidła nie są czymś zwyczajnym, to najprawdziwsza w świecie sztuka, która przekazywana jest z pokolenia na pokolenie i którą koniecznie trzeba zobaczyć.

Bieszczady z dzieckiem- Mała Rawka, Wielka Rawka oraz Krzemieniec

Bieszczady z dzieckiem- Mała Rawka, Wielka Rawka oraz Krzemieniec

Bieszczadzkich opowieści część ostatnia :-) Na sam koniec zostawiłam sobie szlak, który zdecydowanie najbardziej nam się spodobał. Mowa tu o szlaku wiodącym na Krzemieniec (Kremenaros), przez Małą i Wielką Rawkę. Czym ta trasa zasłużyła sobie na miano tej naj? A tym, że obfitowała ona w zwalające z nóg widoki, które otaczały nas z każdej strony. Była to nasza najdłuższa wędrówka po Biesach i chyba najbardziej forsująca, zwłaszcza podczas podejścia na Małą Rawkę. Jednak wszelkie trudy zostały nam wynagrodzone i to z nawiązką. 

W drodze pomiędzy Małą a Wielką Rawką
Przełęcz Wyżniańska- Bacówka PTTK pod Małą Rawką- Mała Rawka- Wielka Rawka- Krzemieniec (Trójstyk granic)- Wielka Rawka- Mała Rawka- Przełęcz Wyżniańska

Bieszczady z dzieckiem- Połonina Wetlińska oraz Caryńska

Bieszczady z dzieckiem- Połonina Wetlińska oraz Caryńska

Będąc w Bieszczadach każdy powinien chociaż raz udać się na jedną z bieszczadzkich połonin. Najbardziej znanymi są Połonina Wetlińska oraz Połonina Caryńska, najmniej znaną i najbardziej dziką jest Bukowe Berdo. My, z racji napiętego planu, postanowiliśmy, że wybierzemy się tylko na te dwie najpopularniejsze, Bukowe Berdo niestety musi zaczekać na naszą następną wizytę. Mimo, że obie połoniny znajdują się w niewielkiej odległości od siebie i na szlak prowadzący na ich szczyt można wyjść w tym samym miejscu, nasze obie wyprawy były zupełnie inne. A wszystko to oczywiście było zasługą nieprzewidywalnej pogody.

Połonina Caryńska wita
Połonina Wetlińska
Naszą przygodę z połoninami rozpoczęliśmy od Połoniny Wetlińskiej. Pogoda nie była zbyt zachęcająca, by urządzać sobie długie spacery, nad naszymi głowami wisiały gęste chmury i mżyło, dlatego też zdecydowaliśmy, że udamy się tylko i wyłącznie do schroniska Chatka Puchatka, trzymając mocno kciuki, żeby się wypogodziło. Nasz szlak rozpoczął się w Berehach Górnych (Brzegach Górnych), skąd za czerwonymi oznaczeniami ruszyliśmy w drogę, która od razu zaczęła piąć się w górę. Za naszymi plecami nieśmiało wyglądały malownicze widoki.
Bieszczady z dzieckiem- Tarnica

Bieszczady z dzieckiem- Tarnica

Nasze poranki w Bieszczadach rozpoczynały się każdego dnia w taki sam sposób, czyli od wczesnej pobudki. Potem przychodził czas na pyszne śniadanie, pakowanie plecaków, rzut okiem na pogodę, no i w drogę :-) Mimo, że mieliśmy urlop i wreszcie mogliśmy się wyspać, wstawaliśmy tylko pół godziny później niż zwykle, bo kto chciałby marnować czas na spanie będąc w takim miejscu? Na pewno nie my. Pierwszego dnia udało nam się dotrzeć na Dwernik-Kamień, to był idealny szlak "rozruchowy", który pomógł nam rozeznać się w bieszczadzkim terenie. Drugiego dnia, bardziej ambitnie, postanowiliśmy zdobyć najwyższy szczyt polskich Bieszczad, czyli słynną Tarnicę. 


Bieszczady z dzieckiem- Dwernik-Kamień i zagroda żubrów

Bieszczady z dzieckiem- Dwernik-Kamień i zagroda żubrów

Bieszczady w planach mieliśmy już od dawna, tegoroczny długi weekend majowy wydał nam się odpowiednim terminem by tu zawitać, więc zaraz po Nowym Roku zarezerwowaliśmy nasze noclegi. Potem nie pozostało nam nic innego jak odliczać dni do wyjazdu. By oczekiwanie było mniej dokuczliwe, czas ten poświęciliśmy na wybór szlaków, na które chcielibyśmy się udać. Nasze plany były bardzo ambitne i sami w to nie wierzymy, ale udało się je zrealizować. Na bieszczadzkich szlakach spędziliśmy 5 niesamowitych dni. Na pierwszy ogień, w dzień naszego przyjazdu, wybraliśmy Dwernik-Kamień. Wybór ten nie był przypadkowy, bowiem szlak rozpoczynał się przy gościńcu, w którym się zatrzymaliśmy. 

Widoki ze szlaku na Dwernik-Kamień
Nim jednak wyruszyliśmy na podbój Bieszczad, czekała nas podróż autem, z której płynie tylko jeden wniosek, Polska jest naprawdę piękna. 
Ojcowski Park Narodowy - w krainie baśni i legend

Ojcowski Park Narodowy - w krainie baśni i legend

Ojcowski Park Narodowy i znajdujące się w jego pobliżu dwie jaskinie, Wierzchowska oraz Nietoperzowa, to idealne miejsce na rodzinny spacer i to o każdej porze roku. Piękne formy skalne, tajemnicze zamki, ciemne i chłodne jaskinie to dopiero początek :-) Zapraszamy na niezwykłą wycieczkę po Ojcowie i okolicach, w towarzystwie polskich bajek i legend...

Maczuga Herkulesa i zamek w Pieskowej Skale

Zamek w Pieskowej Skale oraz słynna Maczuga Herkulesa to zdecydowanie dwa najbardziej rozpoznawalne obiekty na terenie Ojcowskiego Parku Narodowego. Wybierając się w te strony właśnie tutaj powinniśmy rozpocząć nasze zwiedzanie. Zamek w Pieskowej Skale leży na Szlaku Orlich Gniazd. Na dziedziniec zamku można wejść bezpłatnie, by zwiedzić jego wnętrze należy uiścić odpowiednią opłatę. Z nazwą zamku powiązana jest pewna legenda. Dawno, dawno temu żyła sobie pewna dziewczyna szlachetnie urodzona, która całym sercem pokochała giermka. Niestety w tamtych czasach zakochani nie mieli żadnych szans na bycie razem, dlatego też postanowili uciec. Ich ucieczka szybko została udaremniona, a młodzi kochankowie surowo ukarani. Dziewczynę zamknięto z zamkowej wieży, gdzie miała umrzeć z głodu. Jednak nie pozwolił na to jej wierny pies, który wdrapując się po skale, przez basztowe okno przynosił jej jedzenie. Od tamtych wydarzeń owa skała nosi nazwę Pieskowa. Ciekawa legenda związana jest także z Maczugą Herkulesa, do której koniecznie trzeba się udać, gdy tajemnice zamku zostaną odkryte. Legenda ta opowiada o Panu Twardowskim, który rozkazał diabłu przynieść z Doliny Prądnika ostro zakończoną skałę. Diabeł długo jej szukał, a gdy wreszcie udało mu się ją znaleźć, czarnoksiężnik nakazał ustawić ją sztorcem do dołu i tym oto sposobem stoi ona po dziś dzień.

Zamek w Pieskowej Skale
Pieniny z dzieckiem- Sokolica

Pieniny z dzieckiem- Sokolica

Wreszcie nadeszła wiosna, a wraz z nią wiosenne przebudzenie :-) Plecaki odkurzone, górskie buty wyciągnięte z dna szafy, garderoba i niezbędny sprzęt uzupełnione, można wyruszać na szlak. Tatry przeżywają obecnie krokusowe oblężenie, więc by uniknąć tłumów wybraliśmy Pieniny i jeden z najbardziej malowniczych pienińskich szczytów- Sokolicę. Czy było warto? Zdecydowanie tak !

Widok ze szczytu Sokolicy
Wiosna w górach- w poszukiwaniu krokusów

Wiosna w górach- w poszukiwaniu krokusów

Dziś nie zamierzam się rozpisywać, bo w tym przypadku słowa są zbędne. W nasze ukochane Tatry zawitała wiosna, a w raz z nią pojawiły się przepiękne krokusy. Ich poszukiwanie sprawiło nam bardzo dużo przyjemności, a jeszcze więcej zabawy miałyśmy przy ich fotografowaniu. Tak bardzo nam się to spodobało, że krokusy były zmuszone pozować nam do zdjęć o różnych porach dnia. Mnie najbardziej oczarowały wczesnym rankiem, gdy były jeszcze zaspane, a trawę pokrywał szron oraz pierwsze kropelki rosy. Wiki  zaś zachwycała się tymi, które były w pełni rozkwitnięte i do których chętnie zaglądały pszczółki oraz motylki. A Wam w jakiej wersji najbardziej się podobają?

Gdańsk w zimowej odsłonie

Gdańsk w zimowej odsłonie

Nad polskim wybrzeżem nie byłam już od dawna, a w zimowej odsłonie nie widziałam go nigdy. Mój wypad do Norwegii był idealną okazją, by zmienić ten stan rzeczy, więc nie zastanawiając się zbyt długo postanowiłam wyruszyć do Gdańska na dzień przed wylotem do Trondheim. Moja podróż rozpoczęła się bardzo wcześnie rano, gdyż zależało mi na czasie. Gdy wszyscy jeszcze smacznie spali, ja już zwarta i gotowa czekałam na dworcu w Krakowie na nasze słynne pendolino, którym bezpośrednio udałam się na północ Polski. 

Norwegia zimą- za kołem podbiegunowym

Norwegia zimą- za kołem podbiegunowym

Decydując się na zimowy wypad do Norwegii z góry wiedziałam, że każdy mój wieczór, a nawet noc, będę spędzać polując na zorzę polarną, wiedziałam też, że w ciągu dnia na pewno nie będę tego odsypiać, wręcz przeciwnie, plany były bardzo ambitne i nie uwzględniały wylegiwania się w łóżku. Te kilka dni za kołem podbiegunowym wykorzystałam na podziwianie i zdobywanie najbliższej okolicy, niekiedy żałując, że czas nie jest z gumy i nie da się go dowolnie rozciągnąć.

Przepiękne rybackie kutry
Norwegia zimą- Trondheim

Norwegia zimą- Trondheim

Zabierając się za spisywanie wspomnień z zimowego pobytu w Norwegii zamierzałam w pierwszej kolejności przenieść się do Trondheim. Jednak emocje związane z zorzą polarną wciąż są dla mnie tak żywe, że nie mogłam się oprzeć i najpierw musiałam napisać o światłach północy, mam nadzieję że Trondheim mi to wybaczy ;-) Zachowując resztki chronologii i odkupując winy, dzisiejszy post w całości poświęcam temu uroczemu, norweskiemu miastu, w którym wszystko się zaczęło...

Bakklandet
Norwegia- aurora borealis, czyli polowanie na zorzę polarną

Norwegia- aurora borealis, czyli polowanie na zorzę polarną

Jeśli uważacie, że w życiu nic nie jest już w stanie Was zaskoczyć, zadziwić, to koniecznie musicie udać się na daleką północ w poszukiwaniu aurora borealis, czyli zorzy polarnej. To zdecydowanie jedno z najpiękniejszych zjawisk przyrodniczych, które potrafi wprawić w osłupienie, wywołać szeroki uśmiech, olbrzymie okrzyki radości oraz szybsze bicie serca u nie jednej osoby. Warto jednak pamiętać o tym, że światła północy są niezwykle kapryśne i nie zawsze chcą się pokazać w całej swej okazałości lub nie ukazują się wcale, jednak ci którzy wykażą się cierpliwością i zrozumieniem zostaną obdarowani wspaniałym widowiskiem, godnym Oscara.

Norwegia zimą- przygotowania do podróży

Norwegia zimą- przygotowania do podróży

Norwegia zimą? Polowanie na zorzę polarną? Hmmm.... Brzmi bardzo ciekawie ! Trzeba tylko znaleźć chętnych, których nie będą przerażać mrozy dalekiej północy, którzy nie będą bać się, że zostaną zasypani przez śnieg i dla których wystawanie po nocach na zewnątrz, by ujrzeć to niesamowite zjawisko nie będzie przerażeniem. Moja niezawodna drużyna w postaci męża i córki niestety nie mogła mi towarzyszyć podczas tej zimowej eskapady, więc wpadłam na szalony pomysł, że znajdę takich zapaleńców przez internet. Niestety to zadanie okazało się trochę trudniejsze niż myślałam, więc po pewnym czasie darowałam sobie takiego rodzaju wyjazd. Jednak szczęście się do mnie uśmiechnęło, szerokim i wyraźnym uśmiechem i ku mojej ogromnej radości taka grupa znalazła mnie sama :-) Tym oto sposobem spędziłam tydzień w mroźnej i zaśnieżonej Norwegii, w towarzystwie 9 innych kobiet, które poznały się dopiero na lotnisku, które podobnie jak ja miały jeden cel- ujrzeć na własne oczy zorzę polarną :-) Czy udało się nam osiągnąć cel naszego wyjazdu? O tym będzie trochę później. Na początek zapraszam na garstkę informacji praktycznych.

Copyright © RODZINNIE DOOKOŁA ŚWIATA , Blogger