czwartek, 20 lutego 2014

Bolonia 15-18.02.2014

Nasza wyprawa do Bolonii za nami, Włochy po raz kolejny nas nie rozczarowały, włoska pizza, lody, tortellini z parmezanem nigdzie nie smakują tak dobrze jak tutaj. Nawet nasza mała córeczka staje się coraz większą fanką włoskiej kuchni i głośno dopominała się o kolejny kawałek pizzy, a tortellini z sosem bolońskim znikało z talerza w ekspresowym tempie. Pogoda jak na luty również nam się udała, więc bardzo miło spędziliśmy czas na świeżym powietrzu.
Nasz lot trwał około 1,5 godziny, więc ledwo usadowiliśmy się w fotelach, a zaraz trzeba było wysiadać. Wika była zachwycona tą podniebną przygodą i z wielką radością przywitała za równo start jak i lądowanie.

Via Rizzoli

wtorek, 4 lutego 2014

Objazdówka po Tunezji 2009

Czasami los potrafi się do nas uśmiechnąć, tak właśnie było w przypadku mojego wypadu do Tunezji. Dzięki pewnej znajomości udało mi się wkręcić na wyjazd studyjny dla pracowników biur podróży. Cena była mega atrakcyjna, bo nie przekraczała kwoty 1000 zł, a program wycieczki był niezwykle bogaty. Podczas 7-dniowego pobytu miałam okazję pojechać na dwudniową objazdówkę po południowej Tunezji, podziwiać Mauzoleum Burgiby w Monastirze, Medinę w Sousse, piękny Port el Kantaoui, stolicę kraju Tunis oraz bajeczne Sidi Bou Said.

Tunezyjska plaża

niedziela, 2 lutego 2014

Paryż 2010, 2008 i jednodniówka w Etretat

Paryż zawsze będę darzyć ogromnym sentymentem, a to dlatego że miałam przyjemność mieszkać w tym cudownym mieście prawie rok na przełomie 2003 i 2004 roku. Od tamtego momentu w Paryżu byłam dwa razy w 2008 i 2010, za każdy razem leciałam liniami Easyjet na lotnisko Charles de Gaulle.
Paryż to miasto zakochanych i chociaż raz trzeba tutaj przyjechać, zobaczyć miasto z Wieży Eiffla, bądź cudowną panoramę Paryża z wieżą Eiffla w tle z wieżowca Montparnasse, wybrać się do Disneylandu, przejść się po Polach Elizejskich, zobaczyć Mona Lisę w Muzeum Luwru czy obrazy impresjonistów w Muzeum d'Orsay. Paryż ma naprawdę wiele do zaoferowania, szampan czy czerwone wino najlepiej smakują właśnie tutaj, zwłaszcza jak można się delektować tymi trunkami na tle wieży Eiffla. Warto też skusić się na ślimaki, śmierdzące sery z bagietką czy francuskie rogaliki, chociaż dla mnie najlepsze pod słońcem są pain au chocolat. Paryż jest piękny o każdej porze roku i dnia, wieczorem o każdej pełnej godzinie Wieża Eiffla migocze milionami światełek, ten widok zawsze wywołuje wielkie WOW. Na pewno jeszcze kiedyś tutaj wrócę, w końcu muszę Paryż pokazać naszej córeczce.

PARYŻ 2010

22.03.2010 Yes , I will :-)

Rzym 06-10.11.2010

Rzym od zawsze był moim marzeniem, spełniło się ono w 2010 roku, była to nasza podróż poślubna i jednocześnie nasz pierwszy wypad w trójkę. Wika zwana jeszcze wtedy fasolką, tę podróż odbyła bezpiecznie w moim brzuszku. Do Rzymu dostaliśmy się samolotem Ryanaira, nocowaliśmy w hotelu Stella przy via Castelfidardo. Wybór hotelu był bardzo trafny z dwóch powodów, po pierwsze było to bardzo dobre miejsce wypadowe, po drugie niedaleko hotelu znajdowała się najlepsza pod słońcem restauracja La Famiglia.
Nasz program zwiedzania był bardzo intensywny i w zasadzie zaraz po ulokowaniu się w pokoju hotelowym wyruszyliśmy na podbój miasta. Swoje pierwsze kroki skierowaliśmy ku bazylice Maria Maggiore, a stamtąd udaliśmy się na plac Wenecki, następnie Forum Romanum, Koloseum i na zakończenie dnia Fontanna di Trevi.

sobota, 1 lutego 2014

Nasze podróże po Polsce- wracając wspomnieniami cz. V

Naszych podróży po Polsce było bardzo dużo, poniżej przedstawię tylko te które spędziliśmy w towarzystwie Wiktorii. O ile tylko się da na podboje zabieramy ze sobą rowery i w taki sposób przemieszczamy się po okolicy. Uwielbiamy jeździć w Tatry i Pieniny, do zaliczenia wciąż mamy Bieszczady. Z dalszych kierunków chcemy wybrać się na Mazury oraz w Góry Stołowe.

Smreczyński Staw 12.10.2013
Jesień w górach jest przepiękna i dziś mieliśmy okazję przekonać się o tym na własne oczy. Tym razem wybraliśmy się w Tatry do Doliny Kościeliskiej. Naszym celem był Smreczyński Staw, miejsce niezwykłe, bo wciąż do niego dociera niewielka ilość turystów. Jezioro ma charakter polodowcowy i znajduje się na wysokości 1227 m n.p.m., aby do niego dotrzeć trzeba przejść całą Dolinę Kościeliską, tuż przed schroniskiem na Hali Ornak rozpoczyna się szlak wiodący przez las. Staw ten nie jest aż tak spektakularny jak Dolina 5 Stawów czy Morskie Oko, ale ma swój niepowtarzalny klimat. Otoczony drzewami świerkowymi (stąd jego nazwa- smrek w gwarze góralskiej oznacza świerk), w tafli którego odbijają się otaczające go szczyty gór.

Dolina Kościeliska





Smreczyński Staw

Schronisko na Hali Ornak


Pieniny 17.08.2013
Dziś wreszcie dotarliśmy do Sromowców Niżnych (nasze pierwsze podejście z powodów pogodowych nie doszło do skutku). Przez kładkę rozciągniętą nad Dunajcem przejechaliśmy na słowacką stronę i ścieżką rowerowo-spacerową wiodącą wzdłuż rzeki dojechaliśmy do Szczawnicy. Trasa w jedną stronę wynosi 10 km, ale to były cudowne kilometry, bo trasa jest niezwykle widokowa, a to zasługa Pienin. W Szczawnicy zatrzymaliśmy się na mały postój i obiad i wróciliśmy tą samą drogą do Sromowców. W drodze powrotnej do domu natrafiliśmy na stado pasących się owieczek, które na podgryzanie trawki wybrały sobie niezłą miejscówkę, bo na tle jeziora Czorsztyńskiego i zamków w Niedzicy i Czorsztynie :-) Ukoronowaniem dzisiejszego dnia był piękny zachód słońca nad Zakopianką.

Początek trasy przy Czerwonym Klasztorze



Na tle Trzech Koron 


Zachód słońca nad Zakopianką

Polana Chochołowska 27.04.2013
Sezon wycieczkowy można uznać za otwarty, na pierwszą wyprawę wybraliśmy Polanę Chochołowską i naprawdę było warto :-) Mimo, że ludzi na szlaku było bardzo dużo, bo rozpoczął się długi majowy weekend, to wyjątkowo nam to nie przeszkadzało. Najważniejsze było to, że była piękna pogoda i dookoła było morze pięknych, fioletowych krokusów.
Nasz spacer rozpoczęliśmy na Polanie Siwej, gdzie na parkingu zostawiliśmy samochód, po przekroczeniu bram Tatrzańskiego Parku Narodowego drogą asfaltową doszliśmy do Polany Huciskiej (w drodze powrotnej ten odcinek pokonaliśmy kolejką Witów), następnie drogą szutrową doszliśmy do Leśniczówki TPN, a stamtąd do Polany Chochołowskiej i schroniska PTTK, czyli celu naszej wyprawy.
Wika ma za sobą swoją pierwszą górską wycieczkę, dzielnie siedziała na plecach taty i przemierzała trasę (w jedną stronę było do pokonania 9 kilometrów). Była zachwycona kwiatuszkami, zresztą nie tylko ona, bo na mnie też te ukwiecone łąki zrobiły mega wrażenie. Tata trochę się umęczył niosąc małą całą drogę na plecach i na razie zarzeka się, że wycieczki górskie na razie sobie podarujemy, ale myślę że szybko o tym zapomni i za jakiś czas znów pojedziemy w Tatry, może tym razem do Doliny Kościeliskiej.

Nasza mała turystka w drodze na Polanę Chochołowską
Polana Chochołowska 1h55
Polana Huciska



Polana Chochołowska

Weekend w Białce Tatrzańskiej 19.08.2012
W piątek zaraz po pracy obraliśmy kierunek na Białkę Tatrzańską, rano do bagażnika zapakowaliśmy rowery, torby oraz aparat, więc byliśmy gotowi na weekend pełen wrażeń. Pogoda była cudowna, więc całe dnie spędzaliśmy na świeżym powietrzu. Hitem tego wyjazdu okazała się trampolina, Wika piszczała i śmiała się na niej wniebogłosy. Nad brzegiem rzeki Białki z wielkim zapałem wrzucała kamienie do wody i muszę przyznać, że jest w tym coraz lepsza a kamienie lądują w wodzie coraz dalej od brzegu ;-) Mimo, że woda była lodowata Wiki moczyła w niej nóżki i nie chciała za żadne skarby porzucić swojej zabawy. W niedzielę wybraliśmy się na rowerową wycieczkę do miejsca, w którym znajduje się przełom rzeki Białka. W drodze powrotnej jechaliśmy przez las, łąki i pola, było naprawdę ciekawie :-)

Nad rzeką Białką


Przełom rzeki Białka

Weekend w Niedzicy 05.08.2012
W sobotę wczesnym rankiem z rowerami zapakowanymi do bagażnika ruszyliśmy w kierunku Niedzicy. Naszym celem było spędzenie maksymalnej ilości czasu na świeżym powietrzu i na rowerach. Pogoda nam dopisywała, więc po dotarciu na miejsce czym prędzej wybraliśmy się na zwiedzanie okolicy. W Niedzicy znajduje się bardzo ładny zamek, jezioro Czorsztyńskie z zaporą oraz tamą,  a także słowacka granica. Po przejechaniu przez tamę na jeziorze, usiedliśmy na jednej z dzikich plaż, gdzie Wika z wielką radością wrzucała kamienie do wody. Potem udaliśmy się na Słowację i nad brzegiem Dunajca odpoczywaliśmy na trawie :-) Dzień zakończyliśmy w ogrodzie gospodarstwa agroturystycznego, w którym mieliśmy nocleg. 
Dzisiejszy dzień niestety zakończyliśmy zdecydowanie szybciej niż planowaliśmy, gdyż pogoda się popsuła i trzeba było wracać do domu, ale nic straconego, w następny weekend jedziemy znów na wycieczkę :-)

Nowy sposób spacerowania 
Zamek w Niedzicy 

Dominikana 05-15.11.2013- wracając wspomnieniami cz. IV

Wakacje na Dominikanie już za nami, jakbym miała ująć całą naszą wyprawę tylko w dwóch słowach, to brzmiały by one " boski relaks", ale ja to ja, więc na dwóch słowach nie mogę tego posta zakończyć  ;-) A więc zacznę od początku, czyli od dnia wylotu :-)
Nasz pierwszy dzień rozpoczął się bardzo wcześnie rano i trwał niesamowicie długo (biorąc pod uwagę różnicę w czasie). Już o godzinie 5:00 zwarte i gotowe znalazłyśmy się na warszawskim lotnisku. Parę minut po godzinie 7:00 zajęłyśmy swoje miejsca na pokładzie Boeinga 787 "Dreamliner", trzeba przyznać, że jak na klasę ekonomiczną było całkiem przyjemnie. Nasz lot odbył się bez przeszkód i po mniej więcej 11 godzinach, w trakcie których obejrzałam trzy filmy, znalazłyśmy się na Dominikanie.

Wenecja i Lazurowe Wybrzeże- autem z dzieckiem na pokładzie

POCZĄTEK

Po małych przebojach, po przeanalizowaniu wszystkich za i przeciw udało się nam wyjechać na wakacje i dotrzeć do naszego pierwszego postoju- do Wenecji. Droga była długa i męcząca, ale rekompensatą były piękne krajobrazy, które mijaliśmy. Niestety z pierwszego etapu podróży brak jakichkolwiek zdjęć, bo okazało się, że w aparacie był rozładowany akumulator.
Początkowo planowaliśmy wyjazd na godzinę 3:00, jednak uznaliśmy, że wyjedziemy wcześniej i już o 21:00 8.06.2013 rozpoczęła się nasza wyprawa. W mgnieniu oka pokonaliśmy odcinek do granicy z Czechami. W Czechach szybko okazało się, że nocna jazda nie jest aż taka przyjemna jak nam się wydawało, zwłaszcza jak się wcześniej nie spało, więc obowiązkowo za Brnem zatrzymaliśmy się na 2,5 godzinną drzemkę, dzięki której nabraliśmy sił do dalszej jazdy i dłuższe postoje nie były już potrzebne. Droga przez Austrię ciągnęła się niemiłosiernie, choć trzeba przyznać, że kraj bardzo ciekawy, zielony i górzysty. Nam jednak śpieszno było do Włoch by móc zatrzymać się na pyszną włoską kawę :-) Granicę przekroczyliśmy w okolicach Tarviso, koło godziny 13:00 byliśmy już w Mestrze u Gianniego.
Po ulokowaniu się w pokoju i krótkiej przerwie na oddech wsiedliśmy na rowery i ruszyliśmy na mały rekonesans i na obiad. Mestre to spokojne, zwyczajne miasteczko, niczym szczególnie się nie wyróżniające, oddalone od Wenecji około 20 minut autobusem (przystanek mieliśmy tuż za rogiem). Szybko udało się nam znaleźć przyjemną restaurację, zdążyliśmy tuż przed sjestą. Zamówiliśmy szybciutko na wynos dwie pizze, które ze smakiem zjedliśmy w ogrodzie. Po jakże zadowalającym posiłku ruszyliśmy w kierunku Wenecji.

09-10.06.2013 Wenecja

Wenecja robi naprawdę bardzo pozytywne wrażenie, piękne miasto, które warto zobaczyć chociaż raz. My mieliśmy takie szczęście, że mogliśmy w Wenecji spędzić dwa dni, w związku z tym skorzystaliśmy z okazji i  włóczyliśmy się po jej uliczkach, chłonąc niezwykły klimat jaki tam panuje. Wszelkie pogłoski na temat odoru jaki unosi się nad miastem w naszym przypadku się nie sprawdziły. Uliczki są dobrze oznaczone, często można natrafić na kierunkowskazy odsyłające na Plac Św. Marka i na Most Rialto. Oczywiście my również skorzystaliśmy z ich pomocy, niestety w wyniku ulewy jaka nas dopadła, w pierwszy dzień udało się nam dotrzeć tylko do mostu Rialto. Przemoczeni do suchej nitki wróciliśmy do Mestre, by rano znów tutaj powrócić. Drugiego dnia nasze pierwsze kroki skierowaliśmy do przystani Vaporetto, kupiliśmy bilety (7 euro od osoby) i wsiedliśmy na pokład Vaporetto linii nr 1, który płynie po Canale Grande. Wycieczka ta była strzałem w 10 i bardzo dobrym sposobem na zwiedzanie miasta. Wysiedliśmy w pobliżu Placu Św. Marka, udaliśmy się w kierunku Pałacu Dożów i Bazyliki Św. Marka, która niestety częściowo była zasłonięta z powodu renowacji. Tomek stanął w kolejce na wieżę, a ja z Wiką spacerowałam po placu. Bilet wstępu na wieżę to koszt 8 euro, z jej szczytu rozciąga się przepiękny widok na całą Wenecję. Następnie udaliśmy się w kierunku Mostu Rialto, wcześniej zaopatrując się w wenecką maskę i magnesy na lodówkę. Wika nie zważając na nic i na nikogo usnęła w moich ramionach i przespała na naszych rękach około dwie godziny, no cóż pora drzemki to pora drzemki :-) Piękna pogoda przyczyniła się do tego, że do Mestre wróciliśmy dopiero późnym popołudniem, by odpocząć przed kolejnym dniem spędzonym w samochodzie.

Pierwsze spotkanie z Wenecją

Budapeszt z dzieckiem 20-22.10.2012- wracając wspomnieniami cz.II

17.10.2012 19:45
W nocy z piątku na sobotę jedziemy do Budapesztu :-) Tą wycieczkę mamy zaplanowaną już od września, niestety z powodu problemów z samochodem nie udało nam się do tej pory jej zrealizować, ale mam nadzieję że w sobotę będziemy już na Węgrzech :-) Prognozy pogody są bardzo pozytywne, ma być ciepło i słonecznie, więc przed nami bardzo miły weekend. Och nie mogę się już doczekać :-)

18.09.2012 21:19
Urlop zaklepany, nocleg zarezerwowany i opłacony, walizka spakowana, więc przed nami cudowny weekend w Budapeszcie:-) Będziemy testować zupełnie nową dla nas opcję noclegów, wynajęliśmy mieszkanie przez stronkę www.airbnb.pl. Na portalu tym ludzie z całego świata wrzucają ogłoszenia o wynajmie mieszkań, domków czy pokoi, przekrój cenowy przeróżny, wszystko zależy od atrakcyjności miejsca i standardu lokalu. Jeśli wszystko będzie ok i wrócimy zadowoleni to pewnie jeszcze nie raz skorzystamy z ich usług :-)

23.10.2012 16:49
Jesteśmy już w Krakowie, spędziliśmy w Budapeszcie trzy bardzo słoneczne dni. Wyjechaliśmy w sobotę o 4:30 a na miejsce dotarliśmy o 11:00. Aby dojechać na Węgry musieliśmy przejechać całą Słowację, trochę ten przejazd trwał, gdyż była mgła, poza tym Słowacy są bardzo przepisowymi kierowcami, więc zwalniali na każdym znaku ograniczającym prędkość :-) Po ulokowaniu się w wynajętym przez nas mieszkaniu udaliśmy się na podbój miasta. Pierwsze kroki skierowaliśmy w stronę budapesztańskiego Parlamentu, to najbardziej charakterystyczny obiekt tego miasta, obok mostów łączących dwa brzegi Dunaju. Spacerując wzdłuż rzeki dotarliśmy do Wzgórza Zamkowego. gdzie prócz zamku znajduje się piękny kościół Św. Macieja oraz Wieża Rybacka, z której rozpościera się bajeczny widok na pesztańską część miasta. Wieczorem mieliśmy wyjść na nocne podziwianie Budapesztu, ale padliśmy wszyscy w trójkę już o 19:00 :-) Kolejny dzień był równie aktywny, udaliśmy się najpierw na Most Małgorzaty a stamtąd na wyspę o tym samym imieniu. Wyspa służy Budapesztańskim mieszkańcom jako centrum do uprawiania joggingu i spacerowania. Potem przejechaliśmy się tramwajem nr 2, który po stronie Pesztu przejeżdża obok najważniejszych zabytków. Naszą przejażdżkę zakończyliśmy przy Moście Wolności, który doprowadził nas do Wzgórza Gellerta. Po wdrapaniu się na gigantyczną górę (z wózkiem i Wiktorią w środku to był wyczyn) naszym oczom ukazała się cudowna panorama na miasto z każdej strony, aż miło było usiąść na ławce i odpocząć w takiej scenerii. Tego samego dnia zaliczyliśmy zaległy wieczorny spacer, Wiktoria smacznie spała w wózku a my na Wieży Rybackiej wypiliśmy Tokaja :-) W ostatnim dniu pojechaliśmy w stronę Lasku Miejskiego i zaliczyliśmy relaksacyjne kąpiele w termach Szechenyia. Było bosko, niektóre baseny miały po 38st., Wika aż piszczała z radości tak się jej podobało pływanie w cieplutkiej wodzie. Ogólnie wyjazd udany, zjedliśmy pyszną węgierską gulaszową, popularnego langosza oraz rozpływające się w buzi salami. Wika miała alergię na łóżeczko turystyczne, które wstawiła nam właścicielka mieszkania, więc spała z nami. Mieszkanie które wynajęliśmy przez stronkę www.airbnb.pl nie wyglądało dokładnie tak jak na zdjęciach (zdjęcia były zdecydowanie lepsze), ale było ok. Budapeszt to miasto które spokojnie da się zwiedzić w trzy dni i według mnie to jest wystarczająca długość czasu. Budapeszt to bardzo fajnie miejsce na wyjazd z dzieckiem, więc polecamy wszystkim rodzicom.

Budapesztański Parlament

Kreta z dzieckiem- wracając wspomnieniami cz. I

Grecja od dawna była naszym marzeniem, a marzenia są po to żeby je realizować. Długo zastanawialiśmy się nad tym, którą grecką wyspę wybrać no i ostatecznie zdecydowaliśmy się na przepiękną Kretę. Były to nasze pierwsze zagraniczne wakacje we trójkę, a dla naszej córki wyjazd ten był niekończącą się listą pierwszych razów.

24.06.2012
Witamy z Krety z hotelu Ariadne w Agios Nikolaos :-)
Do hotelu dojechaliśmy przed godziną 23:00. Wika lot zniosła bardzo dobrze, startu nawet nie zauważyła, grzecznie siedziała na moich kolanach, przypięta do mojego pasa, przy lądowaniu troszkę marudziła, ale wystarczyło ją czymś zainteresować i od razu była uśmiechnięta. Gorzej było w drodze z lotniska, młoda była bardzo śpiąca i głodna i niestety skończyło się to głośnym płaczem.
W hotelu szybko trafiliśmy do swojego pokoju, który jest bardzo fajny, przestronny, pomiędzy dwoma basenami i z pięknym widokiem na morze. Byłam mile zaskoczona, bo zamówione przez nas łóżeczko stało już w pokoju, więc Wika po flaszce mleka od razu poszła spać a my jeszcze posiedzieliśmy z powitalnym drinkiem na tarasie.

Na lotnisku w Pyrzowicach

Dlaczego nie...?

Już od dłuższego czasu nosiłam się z zamiarem stworzenia bloga, w którym mogłabym opisywać wszystkie nasze podróże za równo te bliskie jak i te dalekie. I oto dziś wreszcie dojrzałam do tego i mam swój własny blog o podróżowaniu :-)
Będę pisać przede wszystkim o wycieczkach z naszą córką, ale wrócę wspomnieniami również do tych wyjazdów z przed ery Wiktorii :-) Mam nadzieję, że nigdy nie braknie mi tematu na kolejnego posta, w końcu świat jest taki duży i jest tyle cudownych miejsc, w których warto się znaleźć choćby na chwilę.

Rodzinnie :-)