poniedziałek, 6 maja 2019

Holandia z dziećmi- informacje praktyczne

Holandia to kierunek bardzo chętnie wybierany na majówkę, o czym przekonaliśmy się na miejscu, gdy na naszej drodze spotykaliśmy wielu Polaków, którzy podobnie jak my postanowili spędzić te kilka dni w kraju tulipanów i wiatraków. Maj w Holandii może nie zachwyca temperaturami, a pogoda często bywa w kratkę, mimo wszystko to idealny moment, by móc podziwiać kwitnące tulipany oraz odbyć bardzo przyjemne wycieczki zarówno piesze jak i rowerowe, więc nie mogliśmy z tego nie skorzystać. 

Wiatraki w Kinderdijik
Jak dotrzeć do Holandii?
Najwygodniej i najszybciej do Holandii dostaniemy się samolotem. Wizzair z wielu polskich miast oferuje tanie połączenia do Eindhoven, z Ryanairem na to samo lotnisko dostaniemy się z Warszawy oraz Krakowa. Na miejscu wystarczy wynająć samochód i można ruszać w drogę. Jeśli naszym celem jest Amsterdam, to z Katowic do Amsterdamu lata linia Transavia, ceny biletów nie są już takie atrakcyjne, jak u dwóch wyżej wymienionych przewoźników, ale przy odrobinie szczęścia można trafić na ciekawą promocję.
Do Holandii można też wyruszyć własnym samochodem i na takie rozwiązanie postawiliśmy tym razem. Droga jest długa, z Krakowa do Wassenaar, w którym się zatrzymaliśmy, mieliśmy 1250 kilometrów. Trasa jednak jest naprawdę przyjemna, gdyż cały czas prowadzi autostradami. W drodze do Holandii zrobiliśmy jednodniową przerwę na Dolnym Śląski, wracając z Holandii mogliśmy sobie pozwolić tylko na kilka krótszych przystanków, ale mimo wszystko i tak droga przeleciała nam w mgnieniu oka. Nasze dzieci okazały się wspaniałymi kompanami w podróży. O ile starszą córkę łatwo można zająć, w aucie słuchała ulubionego audiobooka, malowała, bądź uzupełniała książeczkę z zadaniami, o tyle obawialiśmy się jak drogę zniesie nasz roczny synek. Zabraliśmy więc jego ulubione zabawki, przekąski i mnóstwo cierpliwości, okazało się jednak, że nasze obawy były bezpodstawne, bo mały bawił się świetnie. Na sukces naszego przejazdu złożyło się kilka czynników: po pierwsze wyjechaliśmy wcześnie rano, po drugie podczas naszego przejazdu synkowi wypadały dwie długie drzemki, więc sprytnie je wykorzystaliśmy nadrabiając kilometry, po trzecie w chwilach jego największej aktywności robiliśmy przerwy, pozwalając mu się wybiegać i wyszaleć, a w czasie jego największego skupienia po prostu bawiliśmy się z nim, czytając mu wierszyki, śpiewając ulubioną kołysankę, bądź wydając dźwięki zwierzątek pokazywanych w książeczce.


A może nocleg na kempingu?
Jesteśmy olbrzymimi fanami airbnb i to właśnie przez ten serwis najczęściej rezerwujemy nasze noclegi. W Holandii postanowiliśmy jednak coś zmienić i zamiast na apartament zdecydowaliśmy się na domek na polecanym przez wiele osób kempingu Duinrell. Była to dla nas zupełna nowość, więc nie ukrywamy, że trochę się stresowaliśmy, jak to wszystko będzie wyglądać, teraz jednak, po tygodniowym pobycie, możemy śmiało powiedzieć, że kemping to miejsce idealne na wakacje z dziećmi i z pewnością nie był to nasz ostatni kempingowy raz. Domek zarezerwowaliśmy już w październiku korzystając z bardzo atrakcyjnej oferty Lux Camp. Dla tych co trochę bardziej orientują się w zawiłościach kempingowych podpowiadamy, że Lux Camp, w przeciwieństwie do Eurocampu, nie ma swoich własnych domków, a podnajmuje te należące do Al Fresco. Nie wpływa to jednak w żaden sposób na jakość zakwaterowania, czy sposób zameldowania. My wybraliśmy domek Rossini Riviera, o powierzchni 32m2, składający się z dwóch sypialni, łazienki, salonu, w pełni wyposażonej kuchni oraz częściowo zadaszonego tarasu. Do dyspozycji mieliśmy także gazowego grilla, z którego bardzo chętnie korzystaliśmy, była też możliwość ogrzania domku, co okazało się wybawieniem w chłodniejsze dni. 

Nasz domek


Fajny domek to jednak nie wszystko. Sam kemping okazał się fantastycznym miejscem. Pomyślano tam o wszystkim. Jest sklep, kilka restauracji, place zabaw, wypożyczalnia rowerów i co najważniejsze jest Park Rozrywki, na który składa się Lunapark z odjechanymi kolejkami i karuzelami oraz Aquapark z mnóstwem atrakcji, w tym dla najmłodszych, gdzie woda jest dużo cieplejsza niż w innych basenach. Korzystanie z Lunaparku dla gości kempingu jest bezpłatne, trzeba jednak liczyć się ze sporymi kolejkami, gdyż przychodzą tutaj również ludzie z zewnątrz. Jednak kolejki idą naprawdę prężnie i w trakcie dwóch godzin zabawy byliśmy w stanie skorzystać z kilku atrakcji. Aquapark jest dodatkowo płatny, jednak tutaj znów jest ukłon w stronę gości Duinrell, gdyż obowiązują ich niższe ceny. Dwugodzinny pobyt na basenach i zjeżdżalniach to koszt 5,5 euro od osoby. Kemping zajmuje olbrzymi teren, jest część z domkami, część pod przyczepy kempingowe oraz pod własne namioty. Dla osób nocujących w namiotach, bądź w przyczepach przygotowano kilka węzłów sanitarnych, zaglądnęliśmy do jednego z nich i byliśmy pełni podziwu, stworzono nawet specjalny kącik dla maluchów.  Ogólnie nasze wrażenia z kempingu Duinrell są bardzo pozytywne, miejsce zasługuje na wszystkie słowa uznania, a nasza córa nie chciała stamtąd wyjeżdżać. 



Falcon- najbardziej odjechana kolejka
W pierwszym rzędzie, miejsce pierwsze i drugie od lewej strony to Wiki i tata ;)
Splash- wpadająca do wody łódka



Co zobaczyć w Holandii?
My postanowiliśmy zwiedzić Holandię śladami jej symboli, czyli podążyliśmy za wiatrakami, tulipanami, serami oraz rowerami. Trasę zwiedzania opracowaliśmy tak, by każdego dnia odkryć inny holenderski symbol. A więc rozpoczęliśmy od wiatraków w Kinderdijik. Jest to największe skupisko wiatraków w Holandii wpisane w 1997 roku na listę UNESCO. Wiatraki można podziwiać też w skansenie Zaanse Schans, który znajduje się niedaleko Amsterdamu. Potem przyszła pora na tulipany, które najpiękniej prezentują się w Ogrodzie Keukenhof, ale warto po prostu rozglądać się dookoła i znaleźć prawdziwie, tulipanowe pola, które wyglądają po prostu obłędnie. Na serową ucztę oraz serowy pokaz wybraliśmy się do Goudy. Pokazy odbywają się jeszcze w Edamie oraz w Alkmaar. A rowerowe ścieżki postanowiliśmy sprawdzić na trasie z Wassenaar do Katwijk, jadąc pomiędzy wydmami i docierając nad brzeg Morza Północnego. Nie zabrakło też wypadu do Amsterdamu, zwanego Wenecją Północy oraz do najniższego miejsca w Holandii znajdującego się 6,74 metra pod poziome morza. Będąc w Holandii warto wybrać się także do Parku Narodowego De Hoge Veluwe, w którym żyją muflony oraz na spacer po dnie morza Wattowego, który jest możliwy podczas odpływu. Można wówczas pokonać trasę pomiędzy Holandią kontynentalną, a jedną z wysp fryzyjskich. 


Keukenhof
Jedno z tulipanowych pól
Amsterdam
Pokaz serowy w Goudzie
Najniższy punkt w Holandii

Smaki Holandii
Podczas naszego pobytu w Holandii było kilka takich lokalnych specjałów, których musieliśmy spróbować. Naszym numerem jeden były holenderskie sery, którymi zajadaliśmy się codziennie i to w każdej możliwej postaci oraz stroopwafels, czyli wafle przełożone karmelową masą. Najpyszniejsze stroopwafels jedliśmy w Amsterdamie. Powstały one na naszych oczach i prócz tego, że wybornie smakowały to były jeszcze ciepłe. Nie mogliśmy odmówić sobie także lokalnego piwa, oczywiście najbardziej znanym holenderskim piwem jest Heineken, my jednak wybraliśmy mniej znany Amstel oraz Hertog Jan. W Holandii zajadaliśmy się również holenderskimi pannenkoeken, czyli naleśnikami, w wersji na słono z dodatkiem tartych ziemniaków. Trzeba przyznać, że połączenie dosyć ciekawe, choć nasza córa zdecydowanie woli zwykłe ciasto neleśnikowe. 


Stroopwafels
Pamiątki z Holandii 
Zakup pamiątek to dla nas obowiązkowy punkt programu podczas każdego wyjazdu. Głównie stawiamy na artykuły spożywcze, które jeszcze na kilka dni po powrocie do domu  będą nam przypominać smaki odwiedzonego miejsca. W przypadku Holandii był to oczywiście ser Gouda kupiony w Goudzie oraz przepyszne stroopwafels. Standardowo w naszym bagażu znalazł się również magnes oraz pocztówki. No i oczywiści nie mogło zabraknąć cebulek tulipanów, w które zaopatrzyliśmy się na Kwiatowym Targu w Amsterdamie. Nie mogliśmy też przejść obojętnie obok przepięknych, drewnianych tulipanów. Tulipany to nasze ulubione kwiaty i teraz, bez względu na porę roku, już zawsze będziemy mogli cieszyć nimi oczy. 

Tulipanowe cebulki



Pogoda w Holandii
Podobnie jak w Polsce, tak i w Holandii w maju można spodziewać się pogody w kratkę, trzeba nastawić się na to, że jednego dnia będzie ciepło i przyjemnie, a następnego będziemy borykać się z przejmującym wiatrem oraz deszczem. My podczas naszego 7- dniowego pobytu mieliśmy temperatury sięgające 20 stopni, ale były też dni gdy nie przekraczała ona 10 stopni. Było słońce, chmury, przelotne opady deszczu, a nawet ulewy. Z pewnością warto ze sobą zabrać cieplejszą kurtkę, a nawet czapkę, czy opaskę, które mogą przydać się chociażby podczas spaceru brzegiem Morza Północnego. My dla naszego najmłodszego zabraliśmy nasz otulacz, którego używaliśmy nie tylko podczas spacerów w nosidle, ale także jako osłony w trakcie jazdy rowerem. 


Holandia naszymi oczami
Przed wyjazdem do Holandii wiedzieliśmy przede wszystkim to, że to kraj tulipanów, wiatraków oraz wszechobecnych rowerzystów. Wiedzieliśmy też, że stąd pochodzą chodaki, sery gouda oraz edamski. Jak więc nasze wyobrażenia o tym kraju mają się do rzeczywistości? Jeśli chodzi o tulipany, to faktycznie Holandia nimi zachwyca, choć tulipanowe pola ciężko dostrzec z autostrady. By na nie trafić trzeba odbić w boczne drogi, wówczas zostaniemy nagrodzeni naprawdę pięknym widowiskiem. Jeśli chodzi o wiatraki to niestety nie są one już stałym elementem holenderskiego krajobrazu, ale wciąż można trafić na pojedyncze sztuki. Największe skupiska wiatraków znajdują się w Kinderdijik oraz w Zaanse Schans i tam najlepiej udać się jeśli chcemy przyjrzeć się im z bliska i poczuć klimat dawnej Holandii. Kolejną kwestią są rowery, jest ich pełno wszędzie, a najbardziej widać to w Amsterdamie, gdzie poprzypinane są niemal do każdego mostu. Pięknie prezentują się również wielopoziomowe parkingi rowerowe, które można na przykład zobaczyć przy stacji kolejowej. Jednak nie ma co się czarować w Holandii jest też bardzo dużo samochodów, co nas akurat zaskoczyło. Żyliśmy w dziwnym przekonaniu, że Holendrzy używają rowerów jako podstawowego środka transportu, a tu się nagle okazuje, że samochód jest tak samo często używany. Sieć autostrad jest bardzo dobrze rozwinięta i są miejsca gdzie mamy aż 5 pasów do jazdy w jednym kierunku. Poruszanie się autem po Holandii nie stanowi żadnego problemu i nawet większe odległości pokonuje się naprawdę szybko. To co nas również zdziwiło to obecne wszędzie krówki, kózki i owieczki, pasące się tuż przy autostradzie, bądź na tle biurowców. Wygląda to po prostu sielsko i na pewno oddaje niepowtarzalny klimat Holandii. 



W kolejnych postach postaramy się pokazać Holandię z trochę bliższej i dokładniejszej perspektywy. A więc będzie o Amsterdamie, o ogrodzie Keukenhof, ale także o odkrywaniu holenderskich symboli. 

Pozostałe wpisy z Holandii:

2 komentarze:

  1. Taki urok podróży z dziećmi, trzeba zawsze brać poprawkę na ich osoby. Ale można sobie poradzić u zawsze miałem.lekceważący stosunek do osób z rodziny które mówiły "zobaczycie, będziecie mieli dzieci to się wam urwie"... Jakoś się nie urwało, ani jak były małe ani teraz (owszem liczymy się z ograniczeniami w roku szkolnym) i ani się człowiek spostrzegł a wkrótce dorosną, szkoły się pokończą a przebyte razem kilometry i zobaczone miejsca pozostaną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podróżowanie z dziećmi jest inne, zawsze trzeba pomyśleć o nich, ale uważamy, że ani trochę nie jest gorsze :-) To są wspaniałe, wspólne chwile, z których trzeba czerpać pełnymi garściami :-) Pozdrawiamy !

      Usuń