Tarnica z Wołosatego
Nasze poranki w Bieszczadach rozpoczynały się każdego dnia w taki sam sposób, czyli od wczesnej pobudki. Potem przychodził czas na pyszne śniadanie, pakowanie plecaków, rzut okiem na pogodę, no i w drogę :-) Mimo, że mieliśmy urlop i wreszcie mogliśmy się wyspać, wstawaliśmy tylko pół godziny później niż zwykle, bo kto chciałby marnować czas na spanie będąc w takim miejscu? Na pewno nie my. Pierwszego dnia udało nam się dotrzeć na Dwernik-Kamień, to był idealny szlak "rozruchowy", który pomógł nam rozeznać się w bieszczadzkim terenie. Drugiego dnia, bardziej ambitnie, postanowiliśmy zdobyć najwyższy szczyt polskich Bieszczad, czyli słynną Tarnicę.
