niedziela, 5 lipca 2015

Nasze wielkie tureckie wakacje cz. II- Side i Manavgat

Wakacje wakacjami, ale siedzenie tylko na plaży lub przy basenie nie jest totalnie w naszym stylu, więc nikogo nie powinien zdziwić fakt, że także w Turcji postanowiliśmy co nie co pozwiedzać. Wspaniale rozwinęta sieć dolmuszy odjeżdżających tuż z pod bramy naszego hotelu, aż sama prosiła się by z niej korzystać i nikt nie musiał nas przekonywać do tego, że jest to świetny sposób na przemieszanie się po okolicy. Króki rzut okiem na mapę i od razu wiedzieliśmy, że podczas tegorocznych wakacji zahaczymy na pewno o Side oraz Manavgat i dokładnie tak też zrobiliśmy. Do Manavgatu udaliśmy się już trzeciego dnia po naszym przyjeździe, a Side odwiedziliśmy kilka dni później. 
Z racji tego, że Side (mam tu na myśli stare miasto), totalnie skradło moje serce, oczarowało mnie swoim klimatem, antycznymi zabytkami oraz piękną plażą,  postanowiłam, że swoją relację rozpocznę właśnie od niego. To z pozuru niepozorne miasteczko, które poza sezonem zamieszkiwane jest przez około 20tys ludzi jest jak dla mnie, niesamowitą perełką Riwiery Tureckiej. Ma tak wiele do zaoferowania odwiedzającym go turystom, że aż grzechem by było nie spędzić w nim ani minutki, nawet Kleopatra chętnie tutaj spędzała swój czas. By w pełni docenić jego walory najlepiej wybrać sie tutaj w godzinach porannych, kiedy goście znajdujących się w pobliżu hoteli jeszcze nie wpadli na pomysł by opuszczać swój wypoczynkowy azyl. Zwiedzanie Side warto rozpocząć od antycznych ruin, których na pewno nikt nie przeoczy i właśnie w ich kierunku udaliśmy się zaraz po opuszczeniu dolmusza. Piękne Nimfeum, kolumnowa droga od razu zwróciły naszą uwagę. Następnie skierowaliśmy się w stronę agory miejskiej, a potem dotarliśmy do ruin teatru oraz agory handlowej, po środku której stoją pozostałości po Świątyni Bogini Tyche. By móc wejść na teren teatru należy zakupić bilet wstępu w cenie 10TL, a jeśli nie mamy ochoty, można go podziwiać bez najmniejszego problemu z daleka.

Rodzinnie
Nimfeum
Droga kolumnowa



Agora miejska

Teatr oraz agora handlowa
Świątynia Tyche na terenie Agory

Kontynuując nasz spacer dotarliśmy pod monumentalną bramę, która była niegdyś częścią murów obronnych miasteczka. Po jej przekroczeniu trafiliśmy do ścisłego centrum, na które składają się klimatyczne, wąskie uliczki oraz piękna, niska zabudowa domków, która została zaadoptowana przez liczne sklepiki z pamiątkami. Ku naszej radości uliczki te nie były jeszcze opanowane przez turystów, więc spacer nimi był naprawdę przyjemny. Dzięki uprzejmości jednego z Turków udało mi się zajrzeć do niewielkiego meczetu, który został otwarty specjalnie dla mnie. Nim weszłam do jego środka moje włosy zostały okryte szalem, a nogi schowane pod długą spódnicą. Zgodnie z zasadami musiałam wejść tam boso, na szczęście podłoga pokryta była miękkim dywanem, więc chętnie na nim usiadłam i w ciszy i spokoju podziwiałam wnętrze świątyni.

Monumentalna brama


Ozdobny sufit w meczecie w Side  
Po jej opuszczeniu ruszyliśmy w stronę pobliskiej plaży, gdyż słońce przygrzewało coraz mocniej. Wika nie zastanawiając się ani sekundy chętnie się schłodziła w morzu, a potem dzielnie pomagała mi w poszukiwaniu muszli.


Plaża w Side
Po szaleństwach na plaży trzeba było wyruszyć dalej. Udaliśmy się w kierunku ostatniego z antycznych zabytków Side, który jednocześnie jest jego najbardziej rozpoznawalnym symbolem. Tuż nad brzegiem morza stoją ruiny Świątyni Appolina, których biel niesamowicie odcina się na tle błękitnego nieba. Nasza przygoda w Side dobiegała końca, czas było wracać do hotelu. Mijając niewielki port udaliśmy się w drogę powrotną, znów przechodząc przez klimatyczne uliczki. Ilość turystów zdecydowanie się zwiększyła, więc cieszyliśmy się, że udało nam się zobaczyć wszystko przed ich przybyciem.

Ruiny świątyni Appolina



Klimatyczne uliczki Side



O ile Side to typowa, turystyczna miejscowość, o tyle Manavgat jest zupełnie inne. Jest to średniej wielkości tureckie miasto, totalnie niekomercyjne, którego największą atrakcją jest rejs po rzece Manavgat, na który nam niestety nie udało się dotrzeć. Naszym głównym celem był tamtejszy bazar, odbywający się w każdy poniedziałek i czwartek, nim jednak oddaliśmy się zakupowemu szaleństwu, pospacerowaliśmy trochę po pobliskich uliczkach, przyglądając się mieszkańcom miasteczka i tempu życia jakie w nim panuje.  Mimo, że Manavgat nie jest zbyt atrakcyjne turystycznie, nie ma w nim oszałamiających zabytków, to czekało tu na nas kilka miłych niespodzianek. Po pierwsze to tutaj mieliśmy okazję posłuchać wezwania do modlitwy i przyjrzeć się jak Turcy przygotowują się do wejścia do meczetu, a  po drugie to właśnie tu jedliśmy najlepszego pod słońcem shake'a, który był tak gęsty, że najłatwiej było go jeść łyżeczką. To miasto idealnie nadaje się na to, by poznać Turcję z innej perspektywy, wielu turystów wciąż go nie docenia i omija szerokim łukiem, dzięki czemu nie straciło ono swojego niepowtarzalnego klimatu i można w nim spędzić bardzo miło czas.


Wika w dolmuszu w stronę Manavgatu
Ulice Manavgatu
Rzeka Manavgat



Pozostałe wspisy dotyczące Turcji:
Informacje ogólne
Kapadocja

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz