Dolina Baryczy rowerem- Dolny Śląsk z dziećmi

Nasz krótki, bo zaledwie jednodniowy pobyt, w Dolinie Baryczy, to był zupełnie spontaniczny wyjazd. Tak się akurat złożyło, że nasza córka spędzała krótkie wakacje na Dolnym Śląsku i w ostatni weekend sierpnia pojechaliśmy ją odebrać. Postanowiliśmy jednak pojechać dzień wcześnie i po drodze zahaczyć o Milicz, skąd chcieliśmy wyruszyć na rowerową przejażdżkę przez Stawy Milickie. Zapakowaliśmy więc rowery, fotelik dla młodego, śpiwory, karimaty (w planach mieliśmy nocleg na dziko) i ruszyliśmy w drogę. 

O poranku w Dolinie Baryczy, istny raj dla ornitologów i nie tylko

Do Milicza przyjechaliśmy przed południem. Auto zaparkowaliśmy niedaleko pięknego kościoła pw. św. Andrzeja Boboli i od razu przesiedliśmy się na rowery. Zanim jednak na dobre się rozkręciliśmy skierowaliśmy się pod wspomniany kościół, który już z daleka przykuł naszą uwagę swoją nietypową fasadą. Tam też po raz pierwszy natknęliśmy się na kolorową figurę karpia. 

Kościół pw. św. Andrzeja Boboli
Karp to symbol Doliny Baryczy, z tej też okazji postanowiono stworzyć 30 przestrzennych figur karpia, które zostały rozmieszczone w najbardziej atrakcyjnych miejscach tego pięknego regionu Polski. Pomiędzy nimi poprowadzono szlak, nazywany Kolorowym Szlakiem Karpia, umożliwiający dotarcie do najciekawszych miejsc architektonicznych, plenerowych oraz rekreacyjnych Doliny Baryczy i choć tym razem nie zwiedzaliśmy Doliny jego śladem, na naszej trasie spotkaliśmy kilka takich figur i każda z nich bardzo nam się podobała. 

Mapa z przebiegiem Kolorowego Szlaku Karpia
Karp pod kościołem pw. św. Andrzeja Boboli
Karp nad zalewem w Miliczu
Karp pod Zajazdem u Bartka w Średzinie
Karp nieopodal wieży ptaków niebieskich w Grabownicy
Karp przy Muzeum Bombki w Miliczu
Karp pobliżu Ostoi Konika Polskiego
Karp przy Pałacu Maltzanów w Miliczu
Spod kościoła ruszyliśmy w stronę zalewu w Miliczu, gdzie mieliśmy wjechać na interesującą nas trasę rowerową. Zalew w Miliczu okazał się naprawdę przyjemnym miejscem z zadbanym kąpieliskiem, piaszczystą plażą oraz drewnianymi pomostami. Pomyślano także o wypożyczalni sprzętu wodnego oraz o punkcie gastronomicznym. 



Po minięciu zalewu zostawiliśmy za sobą ruch samochodowy i jadąc pomiędzy polami i łąkami, genialną ścieżką rowerową śladem dawnej kolejki wąskotorowej, skierowaliśmy się  do Rudy Milickiej. Choć mieliśmy pewne obawy co do natężenia ruchu rowerowego, to musimy przyznać, że było względnie spokojnie, więc utrzymując miarowe tempo jechaliśmy przed siebie. W Rudzie Milickiej natrafiliśmy na bardzo fajną strefę wypoczynku z ławkami, wiatami oraz placem zabaw. Zatrzymaliśmy się więc na kilkuminutowy postój, a potem wznowiliśmy przejażdżkę. 

Ścieżka rowerowa trasą dawnej kolei wąskotorowej- odcinek pomiędzy Miliczem, a Rudą Milicką




Strefa wypoczynku w Rudzie Milickiej
W Rudzie Milickiej opuściliśmy ścieżkę rowerową śladem kolejki wąskotorowej i wjechaliśmy na rowerową ścieżkę biegnącą przez Stawy Milickie. Odcinek ten okazał się najprzyjemniejszym na całej naszej trasie. Jechaliśmy groblą, pomiędzy stawami i do pełni szczęścia brakowało nam odrobiny słońca. Trasa była niesamowicie malownicza, więc co chwilę robiliśmy krótkie postoje, by porozglądać się dookoła. Stawy Milickie to raj dla ptactwa wodnego i musimy przyznać, że jest ono naprawdę urozmaicone. Nie znamy się zbytnio na ptakach, ale podczas naszej przejażdżki spotkaliśmy na pewno łabędzie, czaple białą oraz siwą, dzikie gęsi oraz kaczki. 



Trasa rowerowa biegnąca groblą pomiędzy Stawami Milickimi











Po przejechaniu przez groblę oraz po przekroczeniu rzeki Barycz, skierowaliśmy się nad Staw Gadzinowy Duży (Staw Godnowiec), po drodze minęliśmy niewielką czatownię, przy której zatrzymaliśmy się na chwilę, a następnie podjechaliśmy jeszcze kawałek dalej do miejsca, gdzie znajdował się bardzo fajny punkt na odpoczynek, w pobliżu wsi Gajdówka. Tam zeszliśmy z rowerów i zrobiliśmy kilkanaście minut przerwy. 


Staw Godnowiec


Gdy nadeszła pora obiadu ponownie ruszyliśmy w trasę. Tą samą drogą wróciliśmy do Nowego Grodziska, a stamtąd pojechaliśmy prosto do Zajazdu u Bartka mieszczącego się w małej wsi Średzina, gdzie między innymi można zjeść karpia. Miejsce okazało się bardzo przyjazne dzieciom oraz rowerzystom. Z myślą o dzieciach stworzono ogrodzony plac zabaw oraz mini zoo, gdzie można nakarmić owieczki. Zamówiony przez  nas karp faktycznie okazał się naprawdę smaczny i choć nie jesteśmy fanami tej ryby to byliśmy pozytywnie zaskoczeni.

Staw przy Zajeździe u Bartka
Zajazd u Bartka

Choć w Zajedzie u Bartka czas upływał nam bardzo miło, a nasz syn nie odstępował na krok biegających swobodnie owieczek, trzeba było ruszać w drogę. Kolejnym naszym celem była wieża obserwacyjna w Grabownicy. W tym celu jeszcze raz wróciliśmy do Nowego Grodziska, a stamtąd, drogą biegnącą równolegle do grobli, którą wcześniej jechaliśmy, udaliśmy się do miejscowości Dyminy. Następnie jadąc dalej prosto dojechaliśmy do ścieżki rowerowej trasą kolei wąskotorowej. 











Jadąc zgodnie z jej oznaczeniami wjechaliśmy do Grabownicy, a następnie udaliśmy się w stronę wieży ptaków niebieskich. Trzypoziomowa wieża obserwacyjna o wysokości 13 metrów jest najwyższą wieżą widokową w Dolinie Baryczy. Znajduje się nad brzegiem Stawu Grabownica, który bardziej przypomina naturalne jezioro, niż staw stworzony przez człowieka. Jego wyjątkowy charakter można docenić podziwiając go z wysokości, warto ze sobą zabrać lornetkę i poobserwować toczące się na nim i wokół niego życie. 




Staw Grabownica

Widoki z wieży obserwacyjnej nad Stawem Grabownica


Wieża obserwacyjna w Grabownicy
Z Grabownicy, trzymając się cały czas ścieżki rowerowej trasą kolejki wąskotorowej, wróciliśmy do Milicza. Nie był to jednak koniec naszej wycieczki. Wręcz przeciwnie była to dopiero połowa trasy, którą mieliśmy zaplanowaną. W drodze powrotnej naszą uwagę przykuł wiekowy dąb, na którym dało się zauważyć wyraźną działalność kozioroga dębosza, chrząszcza objętego ochroną gatunkową. 


Po dojechaniu do Milicza zaplanowaliśmy postój w Muzeum Bombki i oczywiście nie odpuściliśmy okazji, by zajrzeć do jego wnętrza. Kiedyś działała tam Fabryka Bombek, a obecnie mieści się niesamowita ekspozycja umożliwiająca obejrzenie ponad 6000 szklanych ozdób choinkowych. Tam nawet w środku lata można poczuć świąteczny klimat i zdecydowanie warto to miejsce odwiedzić. 

Muzeum Bombki








Gdy nasze akumulatory znów się naładowały i byliśmy gotowi do dalszej drogi, ruszyliśmy w kierunku Kaszowa, wciąż jadąc ścieżką rowerową trasy kolejki wąskotorowej. Choć mieliśmy ochotę przejechać ją w całości wiedzieliśmy, że ze względu na późną porę, tym razem będzie to niemożliwe. Za Kaszowem skręciliśmy więc w prawo i korzystając z leśnych dróg skierowaliśmy się na Milicz. 












Tuż przed koniec naszej wycieczki zajrzeliśmy jeszcze do Gospodarstwa Rybackiego Milicz, gdzie prowadzona jest rezerwatowa hodowla konika polskiego. Na miejscu okazało się, że na terenie Gospodarstwa można wynająć domki letniskowe, bądź skorzystać z niewielkiego pola namiotowego, więc od razu wyjaśniła nam się kwestia noclegu. 



Po powrocie do Milicza udaliśmy się do ostatniego punktu na naszej trasie, czyli pod Pałac Maltzanów oraz pod ruiny zamku książąt oleśnickich. Potem pojechaliśmy prosto pod nasz samochód i już autem wróciliśmy do Gospodarstwa Rybackiego Milicz, gdzie spędziliśmy noc. 



Na drugi dzień z żalem musieliśmy opuścić malowniczą Dolinę Baryczy. Zanim jednak ruszyliśmy na dobre w drogę postanowiliśmy jeszcze raz rzucić okiem na Stawy Milickie, a to co ujrzeliśmy przeszło nasze najśmielsze oczekiwania. Takiej ilości ptaków nie wiedzieliśmy nigdy. Poczuliśmy się jakbyśmy oglądali film przyrodniczy. To był idealny sposób na pożegnanie się z tym miejscem i na złożenie obietnicy, że jeszcze tam kiedyś zawitamy. 














2 komentarze:

  1. BOGATO!
    ale faktycznie pomysł na szlak świetny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dolina Baryczy jest naprawdę malownicza i warto zaplanować na jej odkrywanie kilka dni :)

      Usuń

Copyright © RODZINNIE DOOKOŁA ŚWIATA , Blogger