wtorek, 12 listopada 2019

Beskid Wyspowy z dziećmi- Luboń Wielki (Mały Szlak Beskidzki)

Nasza przygoda z Małym Szlakiem Beskidzkim okazała się bardzo wciągająca, więc wybraliśmy się na kolejny odcinek, tym razem do miejsca, gdzie Mały Szlak Beskidzki ma swój koniec (albo początek), czyli na Luboń Wielki. Na Luboniu Wielkim byliśmy po raz pierwszy w 2017 roku, ale wtedy szliśmy zupełnie inną trasą, więc mimo, że szczyt jest nam znany, to wejście czerwonym szlakiem było nowością. 

Początek szlaku czerwonego z Przełęczy Glisne  na Luboń Wielki
Przełęcz Glisne (szlak czerwony) - Schronisko PTTK na Luboniu Wielkim- Przełęcz Glisne 

Na Luboń Wielki wyruszyliśmy z Przełęczy Glisne, gdzie przy drodze, na poboczu zostawiliśmy nasz samochód. Niestety miejsc do zaparkowania jest tam niewiele, a po obu stronach drogi znajdują się znaki z zakazem zatrzymywania się, więc zaparkowanie auta może być dość problematyczne.


Początek szlaku okazał się niesamowicie malowniczy. Nasz cel był widoczny jak na dłoni, choć spowity był chmurami, a otaczające nas wzgórza, mimo listopadowej aury, wciąż mieniły się jesiennymi barwami. Zgodnie ze szlakowskazem na Luboniu Wielkim powinniśmy się znaleźć mniej więcej po godzinnej wędrówce, więc spokojnym tempem szliśmy przed siebie. 








Gdy wkroczyliśmy do lasu widoki skończyły się i zaczęło się strome podejście do góry. Miejscami szło się dość ciężko, bo po ostatnich deszczowych dniach szlak był dość błotnisty i śliski, ale udało nam się pokonać te małe niedogodności. 

Miejscami szlak pnie się ostro pod górę
Wraz ze zmianą wysokości na naszym szlaku zaczęło pojawiać się coraz więcej śniegu, początkowo tylko na gałązkach świerków oraz opadłych liściach, a potem także na ścieżce. Nie tęsknimy jeszcze za zimą, ale jej pierwsze oznaki wywołały sporo radości.

Pierwsze oznaki zbliżającej się zimy







Po dotarciu na Luboń Wielki naszym oczom ponownie ukazały się przepiękne widoki. W planach mieliśmy posiedzieć chwilę w znajdującym się na szczycie schronisku, niestety jest ono niewielkie i wewnątrz nie udało nam się znaleźć wolnego miejsca. Nie pozostało nam nic innego jak zadowolić się stolikiem na zewnątrz i mimo, że było dość chłodno miło spędziliśmy czas. 

Cudne widoki roztaczające się ze szczytu Lubonia Wielkiego



Początek lub koniec Małego Szlaku Beskidzkiego


Nasz pierwszy w tym sezonie bałwanek





Po półgodzinnej przerwie zdecydowaliśmy się wracać na Przełęcz Glisne. Droga w dół przeleciała nam w mgnieniu oka i zanim się obejrzeliśmy byliśmy już przy aucie po raz kolejny oczarowani pięknem Beskidu Wyspowego. 



Czasem warto obrócić się za siebie i zobaczyć co też się za nami skrywa











Cenne wskazówki:
* czerwony szlak na Luboń Wielki z Przełęczy Glisne nie jest długi, ale miejscami pnie się ostro pod górę
* pokonanie całej trasy z uwzględnieniem półgodzinnej przerwy na szczycie zajęło nam niecałe trzy godziny
* na szlaku towarzystwa dotrzymywała nam dwójka dzieci w wieku 8 lat oraz 18 miesięcy
* po opadach deszczu na szlaku jest ślisko, co może być kłopotliwe podczas podejścia i zejścia zwłaszcza na stromych fragmentach
* na Luboniu Wielkim znajduje się schronisko PTTK, gdzie można zjeść ciepły posiłek
* na Luboniu Wielkim rozpoczyna się, bądź kończy Mały Szlak Beskidzki
* na Przełęczy Glisne ciężko jest zaparkować samochód, gdyż po obu stronach drogi jest zakaz zatrzymywania się

poniedziałek, 4 listopada 2019

Beskid Mały z dziećmi- Kiczera oraz Żar (Mały Szlak Beskidzki)

Kolejne kilometry spędzone na Małym Szlaku Beskidzkim za nami. Tym razem pokonaliśmy trasę z Przełęczy Kocierskiej do Żarnówki Małej, przechodząc przez niesamowicie widokowy szczyt Kiczery oraz dużo bardziej znaną górę Żar.  

Malownicza panorama z Kiczery
Przełęcz Kocierska (szlak czerwony)- Beskid- Kocierz- Przełęcz Przysłop Cisowy (szlak czerwony)-Przełęcz Isepnicka- Kiczera- Żar- Żarnówka Mała

U wylotu na szlak stawiliśmy się już o godzinie 8:30, w końcu dni robią się coraz krótsze, a do pokonania mieliśmy ponad 13 kilometrów. Poranek był chłodny i wietrzny, więc wyciągnęliśmy z auta wszystkie ciepłe ubrania i dopiero wtedy byliśmy gotowi wyruszyć w drogę, wyjątkowo nie sami, a w towarzystwie rodzinki z Places2Visit, która tak samo jak my zdobywa MSB. Nasza wędrówka rozpoczęła się dość spokojnie, bo szlak początkowo biegł asfaltem, tuż obok Ośrodka Konferencyjnego Kocierz, a potem, od szlakowskazu "Zajazd nad Przełęczą Kocierską", łagodnie przez jesienny las. 

Do celu niecałe 4 godziny ;)


Z pierwszym podejściem musieliśmy się zmierzyć po minięciu szczytu Beskid, podczas podchodzenia na Kocierz. Na szczęście podejście to było na tyle krótkie, że nawet go nie poczuliśmy. Po zdobyciu Kocierza, który był najwyższym punktem na naszej trasie, nasz szlak znów złagodniał, a z pomiędzy drzew zaczęły wyłaniać się pierwsze widoki. 

Najwyższy punkt na naszym szlaku- Kocierz







Kolejnym naszym puntem orientacyjnym była Przełęcz Przesłop Cisowy, od której nasz szlak to schodził w dół, to znów delikatnie piął się pod górę. Gdy zeszliśmy na Przełęcz Isepnicką do interesujących nas czerwonych oznaczeń szlaku przyłączył się szlak żółty i idąc zgodnie z nimi rozpoczęliśmy kolejne podejście, dużo bardziej strome i wymagające, na Kiczerę. 








Góra Żar




Podejście na Kiczerę 


Dość mozolne podchodzenie na szczyt uatrakcyjniały nam przepiękne widoki, więc było kilka okazji, by zatrzymać się na złapanie głębszego oddechu i nie ukrywamy, że bardzo chętnie z tego korzystaliśmy. Naszym oczom ukazała się między innymi góra Żar oraz Jezioro Żywieckie. 









W oddali Jezioro Żywieckie




A potem przyszła zasłużona nagroda, czyli dłuższy odpoczynek na szczycie Kiczery i to w iście bajecznych okolicznościach. Dobra przejrzystość powietrza umożliwiła nam podziwianie naprawdę rozległych krajobrazów, które zapierały dech w piersiach.  

Cudne widoki z Kiczery



Gdy nasze siły zostały zregenerowane ruszyliśmy dalej, w stronę góry Żar. Od Kiczery szlak prowadził nas już tylko w dół, coraz niżej i niżej, choć wciąż nie mogliśmy narzekać na otaczające nas widoki.

Żar









Na górze Żar zatrzymaliśmy się na drugi postój, podczas którego skorzystaliśmy z całorocznego toru saneczkowego i ku naszemu zaskoczeniu nie była to wcale największa atrakcja tego dnia. Ta, jak się okazało później, była wciąż przed nami i to zupełnie za darmo ;-)




Idąc z Żaru w kierunku naszego ostatniego punktu jakim była Żarnówka Mała natrafiliśmy na olbrzymią ilość opadłych liści, które podrywane przez wiatr wirowały w powietrzu, tworząc miejscami naprawdę głębokie kopce. Szybko przykuło to naszą uwagę i nie trzeba było zbyt długo czekać, by stały się one wdzięcznym obiektem zwariowanej zabawy. W magiczny sposób wszyscy odzyskaliśmy 100% energii, co przyczyniło się do tego, że końcówka naszej wędrówki minęła nam zadziwiająco sprawnie i zanim się obejrzeliśmy byliśmy przy zaporze kończąc kolejny etap MSB. 

Pomiędzy Żarem a Żarnówką Małą






Mimo, że prognoza pogody nie do końca się sprawdziła, a wiejący miejscami porywisty wiatr próbował zdmuchnąć nas ze szlaku, Beskid Mały znów nas zachwycił. Każda ścieżka w tym paśmie górskim to dla nas nowość, więc z tym większym zapałem go odkrywamy i z pewnością niebawem znów się tam pojawimy.

Cenne wskazówki:
* szlak jest długi, ale nie jest zbyt wymagający, najbardziej forsujący odcinek to podejście na Kocierz, a potem na Kiczerę
* pokonanie całego szlaku z uwzględnieniem dwóch postojów na szczycie Kiczery oraz górze Żar zajęło nam niecałe 6 godzin.
* auto można zaparkować na parkingu w pobliżu Kocierz Hotel & Spa
* startując od strony Żarnówki Małej auto można zostawić na parkingu przy zaporze
* na szczycie Kiczery znajduje się wiata turystyczna oraz wyznaczono miejsce na ognisko
* na górze Żar w jednym z barów znajduje się pieczątka, która może posłużyć jako potwierdzenie zdobycia szczytu, czy danego odcinka trasy
* na górze Żar znajduje się całoroczny tor saneczkowy oraz trasy downhillowe