czwartek, 7 lutego 2019

Gorce z dziećmi- zimą do Bacówki PTTK na Maciejowej

Okolice Bacówki PTTK na Maciejowej są nam bardzo dobrze znane z naszej jesiennej wyprawy, która miała miejsce w 2017 roku. Już wtedy ta część Gorców oczarowała nas swoimi widokami, więc gdy tylko nadarzyła się okazja, postanowiliśmy wybrać się tutaj ponownie i zobaczyć jak to wszystko prezentuje się w zimowej odsłonie. 


Do bacówki PTTK na Maciejowej prowadzi kilka szlaków:
* szlak czarny z Rabki Zdrój
* szlak czerwony (część głównego szlaku beskidzkiego) z Rabki Zdrój
* szlak zielony z Poręby Górnej przez Jasionów, bądź z Rdzawki
* szlak czerwony ze schroniska PTTK na Starych Wierchach

My po raz kolejny zdecydowaliśmy się na szlak czerwony z Rabki Zdrój. Powody naszej decyzji były dwa, po pierwsze wiedzieliśmy, że szlak ten jest przetarty, a dojście do schroniska nie wymaga używania rakiet śnieżnych (dzień wcześniej potwierdziliśmy tą informację ze schroniskiem), a po drugie mieliśmy pewność, że w drodze powrotnej nasza córa będzie mogła pozjeżdżać na jabłuszku, więc to ostatecznie przesądziło o wyborze koloru szlaku. 





Do zimowego wyjścia przygotowaliśmy się jak zwykle, czyli postawiliśmy na zimowe, turystyczne spodnie, ciepłe kurtki oraz nieprzemakalne buty oraz rękawiczki. Dla córy wybraliśmy spodnie narciarskie i nieprzemakalne, narciarskie rękawice, które idealnie sprawdzają się podczas zabawy na śniegu. Synka, którego nosimy w nosidle, przede wszystkim schowaliśmy pod otulaczem, którego niebywałą zaletą jest to, że jest bardzo ciepły i wodoodporny, dzięki czemu ukrytego pod nim malucha nie trzeba bardzo grubo ubierać. Polarowe spodnie, bluza, ocieplane butki, komin, czapa i rękawice spełniają swoje zadanie bez zarzutów.  Pod spód zakładamy jeszcze bodziaki z długim rękawem oraz rajstopy. Do plecaka wrzuciliśmy stuptuty, raczki, termos z gorącą herbatą oraz przekąski i tak przygotowani mogliśmy ruszyć przed siebie.






Pierwsze kilkanaście metrów było dosyć uciążliwe. Ścieżka była niewidoczna, do tego było wyjątkowo ciepło, więc śnieg był mokry, co utrudniało poruszanie się i co chwilę zapadaliśmy się w nim po kolana. Gdy udało nam się w końcu wejść na wydeptaną i ubitą przez innych trasę, komfort marszu znacznie się poprawił i tak było praktycznie do samego schroniska. 











Po 1,5-godzinnym spacerze dotarliśmy do celu. Nie weszliśmy jednak od razu do schroniska. Najpierw musieliśmy pozachwycać się widokami, a było naprawdę co oglądać, bo w oddali było widać nawet Tatry. 





Potem skorzystaliśmy z gościnności bacówki, a po godzinnej przerwie obraliśmy drogę powrotną. Wiki trasę w dół w 70% pokonała na jabłuszku ;-) Było zjeżdżanie na stojąco, na brzuchu, na plecach, przetestowała każdą możliwość opcję. Tak szczerze mówiąc nawet jej zazdrościliśmy ;-)










Zimowe wędrowanie coraz bardziej wchodzi nam w krew, co oczywiście bardzo nas cieszy, bo dzięki temu nasz górski sezon trwa przez cały rok :-) Najbliższy weekend znów zaplanowaliśmy na szlaku, tym razem wybieramy się w przepiękne Pieniny. 

Pozostałe wpisy ze szlaku do Bacówki na Maciejowej

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz