piątek, 5 maja 2017

Gorce z dzieckiem- Turbacz, w poszukiwaniu krokusów

Krokusowy zawrót głowy już dawno za nami, my jednak wracamy wspomnieniami do naszej usłanej fioletowym kwieciem wyprawy, podczas której udaliśmy się do schroniska na Turbaczu. Gorce zdecydowanie należą do tych miejsc, do których chętnie wracamy i mimo, że na Turbaczu już byliśmy, z olbrzymią przyjemnością wybraliśmy się tutaj po raz kolejny. Tym razem jednak cały szlak pokonaliśmy na własnych nogach, a rozpoczęliśmy go w Koninkach, w pobliżu stacji narciarskiej. 


Koninki – Polana Szałasiska – Polana Średnie – Czoło Turbacza – schronisko na Turbaczu

Podążając za niebieskimi znakami wkroczyliśmy na teren Gorczańskiego Parku Narodowego, a tam czekała na nas bardzo miła niespodzianka, polana usłana krokusowym dywanem. Jak się później okazało to był dopiero początek, gdyż krokusy dotrzymywały nam towarzystwa aż do Czoła Turbacza, gdzie było ich najwięcej.

Miejsce biwakowe Oberówka

Gdy wkroczyliśmy do lasu rozpoczęła się mozolna wspinaczka pod górę. By nikt nie poczuł się znużony, w ruch poszła wyobraźnia i tym oto sposobem powstała nasza kolejna, niesamowita bajka, która skutecznie odwróciła naszą uwagę od dosyć męczącego podejścia. 


Spacerując przez gorczański las nie mogliśmy oprzeć się wrażeniu, że wędrujemy przez krainę wszystkich pór roku. Symbolem wiosny były przepiękne krokusy, rosnąca z minuty na minutę temperatura przyniosła nam powiew lata, spadłe, zasuszone liście to były zdecydowanie jesienne klimaty, nie zabrakło też śniegu, który był dowodem na to, że zima jeszcze się z nami nie pożegnała. 

Wiosna, lato, jesień a może zima?



Pierwszy, dłuższy postój zrobiliśmy mniej więcej w połowie drogi, na idealnie nadającej się do tego polanie. Zgodnie ze szlakowskazem do celu mieliśmy jeszcze godzinę, nie wiedzieliśmy tylko że pokonanie tego odcinka nie będzie wcale takie łatwe ;-)



Nasza gorczańska jaszczurka



Mimo, że był początek kwietnia, na szlaku pomiędzy Polaną Średnie, a schroniskiem na Turbaczu, zalegało całkiem sporo mokrego śniegu, miejscami nawet około metra, co trochę utrudniało nam sprawne posuwanie się do przodu, zwłaszcza gdy któreś z nas zapadło się w nim po kolana ;-)

Kwiecień plecień bo przeplata trochę zimy trochę lata


Czoło Turbacza wciąż w zimowej odsłonie

Po niewielkich komplikacjach wreszcie udało nam się dotrzeć na Czoło Turbacza, które tonęło wręcz w przepięknych krokusach. Widok ten może nie był aż tak spektakularny jak na Polanie Chochołowskiej, czy na Kalatówkach, ale na pewno było tu dużo bardziej kameralnie.


Krokusy z Babią Górą w tle





Po krótkim odpoczynku ruszyliśmy w drogę. Nasz cel był już prawie w zasięgu ręki. Gdy znaleźliśmy się pod schroniskiem naszym oczom ukazała się przepiękna panorama Tatr. Nie zastanawiając się zbyt długo zajęliśmy pierwszą, wolną ławkę i nie ruszyliśmy się z niej aż do chwili kiedy postanowiliśmy, że czas wracać.





W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się jeszcze na chwilę na Czole Turbacza, rzucając ostatnie spojrzenie na krokusowy dywan. A potem, tym samym szlakiem, udaliśmy się do Koninek. Jak to bywa przy schodzeniu z górki, trasę w dół pokonaliśmy znacznie szybciej i naładowani pozytywną energią wróciliśmy do domu.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz