sobota, 24 stycznia 2015

Keep calm and go to London- West End cz. I

Gdy przygotowywałam się do wyjazdu do Londynu w jednym z przewodników przeczytałam takie oto zdanie "Centrum miasta nie jest rozległe. Najlepsze dzielnice to West End, która obejmuje między innymi Oxford Street, Soho i Covent Garden, oraz ekskluzywna Mayfair i St. James's". Korzystając z tej ważnej wskazówki oraz biorąc pod uwagę koszt komunikacji miejskiej, bez zastanowienia zdecydowałyśmy się na nocleg w Soho, które uznałyśmy za idealne miejsce wypadowe na podbój brytyjskiej stolicy i brytyjskich sklepów. W pamięci utkwiło mi również stwierdzenie o nierozległym centrum. Po tych trzech zakręconych i w 100% zwariowanych dniach wiem jedno: ZAWSZE CZYTAJ TEKST ZE ZROZUMIENIEM ;-)




Nie wiem co autor przewodnika miał na myśli określając coś jako "nie jest rozległe", ale moje nogi mają zupełnie odmienne zdanie w tym temacie. Średnia dzienna ilość kilometrów, którą pokonałyśmy przekroczyła 25. Rekord padł dnia drugiego, gdzie wieczorem mądre urządzenie zwane krokomierzem, poinformowało nas o tym, że właśnie dobiłyśmy do 30 kilometrów. Pierwsze co przychodzi na myśl OMG !!! W życiu tyle nie przeszłam !!! Od słowa do słowa doszłyśmy jednak do wniosku, że nie był to nasz pierwszy raz, ale na pewno taki który zapamiętamy na długo. A dlaczego? Bo Londyn jest niesamowity i nawet jakbym musiała pokonać 60 kilometrów dziennie to i tak wiem, że byłabym nim zachwycona.


Plan zwiedzania pieczołowicie opracowałam na kilka dni przed wyjazdem, były mapki z trasami, były najważniejsze punkty, miejsca w których warto zjeść, długa lista "must have" z Londynu. Google maps podpowiadał, że każda z tras nie zajmie nam więcej niż 3 do 4 godzin, uwzględniając przerwę na zdjęcia czy kawę dołożyłam ekstra po 2 godziny, więc jakby nie patrzeć miałyśmy naprawdę dużo czasu na wszystko :-) Już pierwszego dnia, zaraz po przylocie, okazało się, że plany planami, a realia realiami. Oczywiście nie udało nam się zobaczyć wszystkich tych miejsc godnych uwagi, niektóre wręcz pokonałyśmy w ekspresowym tempie, nie udało nam się dotrzeć do żadnej z restauracji z listy, za to zajadałyśmy się przepysznym makaronem na wynos z "Wok to walk", na który natknęłyśmy się po drodze. Mimo, że nie wszystko poszło po mojej myśli, nie czuję się ani trochę rozczarowana, bo wiem że na pewno jeszcze tutaj kiedyś przyjadę i nadrobię to czego nie zrobiłam tym razem.
Wrócę jednak do początku ;-) Nasz pierwszy dzień londyńskiej przygody rozpoczął się bardzo wczesnym rankiem. Już parę minut po 5 byłyśmy na krakowskim lotnisku, samolot wystartował o czasie i równie punktualnie wylądował na brytyjskiej ziemi. Po dosyć sprawnym przekroczeniu przejścia granicznego (paszport biometryczny jest bardzo w tym pomocny) ruszyłyśmy w stronę postoju autobusów. Jeszcze w Polsce zakupiłam bilety w Terravision, który miał nas zawieźć prosto na Victoria Station. Gdy tylko podeszłyśmy do stanowiska zaczęły się pierwsze schody, mimo że bilety miałyśmy zarezerwowane na 9, nie udało nam się o tej godzinie wsiąść do autokaru, stało się to dopiero 1,5 godziny później. Żeby tego było mało zaraz po wyjeździe z lotniska stanęliśmy w gigantycznym korku, niestety okazało się, że na trasie był wypadek, szybko też wyjaśniła się zagadka opóźnionego Terravision. Nie poddając się przeciwnościom losu, z uśmiechem na twarzy dotarłyśmy wreszcie na miejsce. Zdając sobie sprawę z uciekającego czasu postanowiłyśmy, że do naszego apartamentu podjedziemy metrem. 4,80F za jednorazowy bilet to rozbój w biały dzień, ale cóż bywa i tak, wrażenia z przejażdżki najstarszym metrem na świecie bezcenne :-) Do mieszkania, gwoli ścisłości zarezerwowanego przez airbnb, dotarłyśmy bez problemu, po krótkim odpoczynku ruszyłyśmy na podbój brytyjskiej stolicy.




Stara część Londynu, w której znajdują się najważniejsze atrakcje miasta podzielona jest na następujące obszary:
* West End
* Westminister
* City
* South Bank
* East End
* Docklands
Każdy z nich ma do zaoferowania coś innego, każdy jest wyjątkowy, my swoją uwagę skupiłyśmy przede wszystkim na pierwszych trzech. Z racji tego, że mieszkałyśmy w Soho, nasza wędrówka rozpoczęła się na West End.
Sercem West Endu bez wątpienia jest rozświetlony neonami reklamowymi Piccadilly Circus leżący u zbiegu Shaftesbury Avenue, Piccadilly i Regent Street. Jest to jedno z ulubionych miejsc spotkań turystów i nie tylko, to właśnie stąd można wyruszyć na podbój Soho, China Town czy Westminister. Po środku ronda znajduje się fontanna zwieńczona postacią Erosa. Piccadilly Circus tętni życiem praktyczne przez całą dobę, niech nikogo nie zwiedzie pustka na poniższym zdjęciu, to był efekt mało sprzyjającej pogody i wczesnej godziny w niedzielny poranek. W ciągu dnia i do późnych godzin wieczornych przez Piccadilly przewala się olbrzymi tłum ludzi, ale dzięki świecącym się telebimom, przejeżdżającym tędy czarnym taksówkom i czerwonym autobusom panuje tu niepowtarzalny klimat.

Piccadilly Circus



Carnaby Street i neony przy Piccadilly Circus

W tak kosmopolitycznym mieście, gdzie można spotkać człowieka niemal z każdego zakątka świata , nie może zabraknąć China Town, no cóż Chińczycy to najliczniejsza populacja, w związku z tym nie zdziwił mnie fakt, że upodobali sobie oni również Londyn. W China Town prócz licznych chińskich restauracji możemy natknąć się na chińskie lampiony zawieszone nad ulicą, chińskie bramy i oczywiście na samych Chińczyków. Przechodząc tamtędy przez chwilę poczułam się jakbym znów była w Chinach. Jeśli ktoś lubi chińską kuchnię to tutaj na pewno znajdzie coś dla siebie, już od rana czuć w tym miejscu zapach chińskich przypraw.

China Town

Fani zakupowego szaleństwa odnajdą się na Oxford Street. Prócz sławnego Primarku, który ma aż 4 piętra, znajdziemy tu wiele innych ciekawych sklepów: GAP, Next, New Look, Marks & Spencer. Nie wiem jak ta ulica wygląda poza sezonowymi wyprzedażami, ale w ich trakcie co chwilę mija się ludzi obładowanych zakupowymi torbami :-) My także chętnie tutaj zaglądałyśmy i ku naszemu szczęściu udało nam się zapakować w nasz bagaż podręczny ;-)

Spacerując po West End koniecznie trzeba zajrzeć na Covent Garden. Niegdyś znajdował się w tym miejscu targ kwiatowo- owocowy, obecnie liczne ekskluzywne sklepy, kawiarnie i restauracje. Po środku placu stoją piękne pawilony targowe, ja najbardziej polecam weekendowe targi z rękodziełem artystycznym. Covent Garden Market chętnie odwiedzany jest przez ulicznych artystów, więc przy dozie szczęścia możemy być świadkami naprawdę udanego śpiewu operowego, czy przedstawienia teatralnego.


Hale targowe Covent Garden



Przy Regent Street mieści się najbardziej znany sklep z zabawkami Hamleys, który oczywiście odwiedziłam i który powalił mnie na kolana. Wika gdyby była ze mną na 100% nie chciałaby go opuścić. Jest to najfajniejszy sklep w jakim kiedykolwiek byłam :-) Stąd po prostu trudno wyjść z pustymi rękami. Animatorzy dbają o dobre samopoczucie wszystkich klientów, już przekraczając prób witają nas bańkami mydlanymi. Sklep posiada kilka pięter, każde piętro ma inne przeznaczenie, jedno w całości poświęcone jest klockom Lego, na innym dziewczynki mogą szaleć pomiędzy regałami z lalkami, ubrankami dla lalek i pozostałymi akcesoriami. Jest to również idealne miejsce by przywitać się z rodziną królewską. Książę William i księżna Kate nie byli zbyt rozmowni, ale za to chętnie pozowali do zdjęć :D

Spotkać rodzinę królewską w Londynie bezcenne :D

Miłośnicy M&M's oszaleją w M&M's World, który znajduje się przy Swiss Court. Prócz Czerwonego i Żółtego spotkamy tu cukierki we wszystkich kolorach tęczy, ale nie tylko. Można zaopatrzyć się w przeróżne M&Msowe gadżety, począwszy od kubków, długopisów, poduszek, skończywszy na pluszakach czy koszulkach.




Soho to tętniąca imprezowym życiem część West Endu. Zabawa trwa tutaj do późnych godzin nocnych, chociaż to byłoby małe niedomówienie, imprezowe życie Soho trwa do wczesnych godzin porannych. Bez względu na pogodę i porę roku na Soho nigdy nie brakuje towarzystwa, knajpy wypełnione są po brzegi, pękają wręcz w szwach. Ludzie bawią się, rozmawiają, śmieją i tak wygląda weekend, wszystko uspokaja się dopiero w  niedzielę.
Ci którzy spragnieni są doznań kulturalnych mogą udać się do teatru przy Shaftesbury Avenu, bądź do British Museum, na które niestety nie wystarczyło nam czasu. W West End mieści się również słynne muzeum Madame Tussaud's.
West End ma naprawdę wiele do zaoferowania, jednak by zobaczyć najbardziej znane symbole Londynu takie jak Big Ben, czy Tower Bridge trzeba udać się w stronę Westminister, bądź City, ale jak to się mówi to już zupełnie inna bajka.

Regent Street
Shaftesbury Avenue


Jeśli ktoś wybiera się w najbliższej przyszłości do Londynu, oto kilka wskazówek organizacyjnych

2 komentarze: