czwartek, 21 maja 2015

Tatrzańskie podboje- Sarnia Skała

Nasz pierwszy w tym roku wypad w Tatry wreszcie doszedł do skutku ! Tegoroczna wiosna jest wyjątkowo kapryśna, pogoda nas nie rozpieszcza, dlatego też każdy promień słońca i brak deszczowych chmur weekendową porą, przyjmowany jest przez nas z olbrzymim entuzjazmem. Odczuwając głód pięknych widoków, nie mogłam doczekać się, kiedy wreszcie będziemy mogli postawić nasze nogi na tatrzańskich szlakach. Gdy wreszcie pojawiła się nadzieja, że uda nam się zaspokoić nasze potrzeby, z uśmiechem dookoła głowy wyruszyliśmy w kierunku Zakopanego. Naszą bazą wypadową znów było Małe Ciche, były pomysły by zatrzymać się w innym miejscu, ale doszliśmy jednak do wniosku, że wszędzie dobrze, ale u gaździny najlepiej i oczywiście mieliśmy 100% rację. 



W drodze...
Przygotowując nasz rodzinny wypad w góry szukaliśmy łatwego i mało wymagającego szlaku, który nadawałby się na tak zwaną rozgrzewkę po zimowym nicnierobieniu. Długo zastanawialiśmy się jaką trasę wybrać i w końcu zdecydowaliśmy się na Sarnią Skałę. Nasze przejście wyglądało tak:

Dolina Strążyska Parking- Polana Strążyska- Wodospad Siklawica- Polana Strążyska- Czerwona Przełęcz- Sarnia Skała- Hala Białe- Las Białego- Droga Pod Reglami- Dolina Strążyska Parking

Do Doliny Strążyskiej dojechaliśmy własnym autem, które po uiszczeniu haraczu, pozostawiliśmy na parkingu, nieopodal wejścia do Tatrzańskiego Parku. Naszym pierwszym celem była Polana Strążyska, więc czerwonym szlakiem ruszyliśmy przed siebie. Początkowo maszerowaliśmy przez las, co było trochę monotonne, jednak im bliżej mieliśmy do polany, tym ciekawsze widoki pojawiały się przed naszymi oczami. Zza drzew nieśmiało zaczął spoglądać na nas szczyt Giewontu i właśnie ten obraz uzmysłowił mi, że już tędy kiedyś szłam :-) Było to 10 lat temu i była to moja pierwsza wycieczka w Tatry. To odkrycie spowodowało, że nasza wyprawa nabrała dla mnie zupełnie nowego znaczenia :-)
Piękna panorama gór nad Polaną Strążyską, zachęciła nas do pierwszego postoju, a znajdujący się tutaj bufet, uzupełnił nasze zapasy o przepyszne oscypki. W związku z tym, że po górach wędrujemy z Wiką , zawsze na uwadze mamy to by zapewnić jej jakąś zabawę. Tak więc na Wiktorię czekały w tym miejscu dwa zadania, po pierwsze musiała znaleźć fioletowy kwiatek, a po drugie miała nam wskazać drogę do Wodospadu Siklawica, oczywiście w rozszyfrowaniu drogowskazu dzielnie jej pomagaliśmy.

Giewont i Kominy Strążyskie




Polana Strążyska
Gdy zadania zostały wykonane udaliśmy się w stronę wodospadu Siklawica, który zrobił na nas bardzo pozytywne wrażenie. Do wodospadu można podejść naprawdę blisko, o ile nie przeszkadzają nam rozpryskujące się kropelki wody i obejrzeć go niemal z każdej perspektywy. Wiki w ramach naszej zabawy wrzuciła do jego wody największy kamień jaki była w stanie udźwignąć. Podobno w szczycie sezonu to miejsce jest niezwykle oblegane, nam jednak udało się uniknąć tłumów i miło spędziliśmy tutaj czas.

Wodospad Siklawica

Gdy wróciliśmy na Polanę Strążyską udaliśmy się na  czarny szlak prowadzący na Sarnią Skałę. Wraz z tym wyborem, rozpoczęło się mozolne podejście do góry, którym szliśmy już do samego końca. Trasa była dosyć męcząca, ale nasza mała 4-latka poradziła sobie na niej rewelacyjnie, każdy kamień pokonywała z gracją tatrzańskiej kozicy. Gdy dotarliśmy do Czerwonej Przełęczy postanowiliśmy zatrzymać się tutaj na krótki postój, by wreszcie sięgnąć po przysłowiową wisienkę na torcie.


Sarnia Skała z daleka przypominała nam kształtem śpiącego smoka, bez problemu wypatrzyliśmy jego głowę, kolczasty grzbiet i tułów. Jednak nie widok na nią był tym co zaparło nam dech w piersiach, najpiękniejszą panoramę mieliśmy za swoimi plecami, a tą naj, naj zdecydowanie można było podziwiać ze szczytu Sarniej Skały. Widok na Giewont, Tatry Bielskie czy Tatry Zachodnie był tym, za co najbardziej kochamy góry. W takim miejscu aż miło było odpocząć, myślę że było wręcz widać jak ładują się nasze akumulatory. Wiki z radością wykonała swoje kolejne zadanie, krzycząc głośno słowo Sarna.

Sarnia Skała
Widok na Giewont
W drodze na Sarną Skałę

Widoki z Sarniej Skały

Oto dowód że tu dotarliśmy




Rodzinnie....
Na szczycie Sarniej Skały spędziliśmy około godziny, wygrzewając się w słońcu, przyszedł jednak czas by wyruszyć w drogę powrotną, więc wróciliśmy na Czerwoną Przełęcz, a stamtąd poszliśmy w kierunku malowniczej Doliny Białego. Następnie Drogą pod Reglami doszliśmy na parking przy Dolinie Strążyskiej, po drodze zahaczając o bacówkę, w której wędziły się właśnie owcze oscypki, a dwóch górali doiło owieczki. 


Dolina Białego
Nie był to jednak koniec atrakcji, będąc u gaździny oczywiście musieliśmy rozpalić ognisko i upiec pyszne kiełbaski, Wiki z zapałem wrzucała drewno do ognia i pilnowała, żeby ognisko nie zgasło. Ja, jako ta najbardziej wytrwała, znalazłam jeszcze siłę, by wdrapać się na pobliską łąkę na zachód słońca, to był miły akcent na zakończenie tego intensywnego i wspaniałego dnia.

Z gaździnowej łąki

I znów Giewont

Niedziela była zdecydowanie spokojniejsza, niestety pogoda, jak to w górach, uległa diametralnemu pogorszeniu, więc w obawie przed deszczem udaliśmy się do Kuźnic, a stamtąd poszliśmy pod Klasztor Albertynów na Śpiącej Górze oraz do Pustelni Brata Alberta. 

Klasztor Albertynów na Śpiącej Górze

Pustelnia Brata Alberta
Po tym przyjemnym spacerze wróciliśmy do Małego Cichego i po pysznym gaździnowym obiedzie, ruszyliśmy do Krakowa, kończąc w ten sposób nasz cudowny weekend. Jeszcze nie dojechaliśmy do domu, a już zaczęliśmy tęsknić za tatrzańskimi szlakami, więc w najbliższej przyszłości znów udamy się w te strony, ciekawe gdzie nas nogi poniosą następnym razem???

2 komentarze:

  1. Giewont kocham, kiedy go widzę czuję, że jestem w domu. od Dol. Strążyskiej zaczęła się i moja przygoda z odkrywaniem tatrzańkich szlaków.
    do następnego razu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To identycznie było ze mną, to właśnie wyprawa na Giewont przez Dolinę Strążyską była moim pierwszym wypadem w Tatry :)

      Usuń